Notes dyplomatyczny

Notes dyplomatyczny

Przetoczyła się przez media fala (przyznajmy, niewielka, ale dobrze udokumentowana) tekstów o minister Fotydze i jej szczególnej umiejętności bycia elegancką inaczej. Cóż, wiadomo, że od szefowej MSZ nikt nie będzie wymagał urody Miss Polonii, raczej byłoby to nie na miejscu. Ale pewnej schludności w doborze stroju domagać się powinniśmy. Są tu pewne zasady – zadbana fryzura, świeża, nie wczorajsza koszula, niepomięty garnitur, spodnie nie za krótkie i nie za długie… O takich rzeczach powinno się pamiętać. Zwłaszcza że poprzednicy pani minister należeli do grupy mężczyzn eleganckich. O takim Krzysztofie Skubiszewskim jako eleganckim dżentelmenie mówiono już wiele, wiele lat temu. Jeszcze w czasach PRL, gdy zdarzało mu się pisać ekspertyzy, przychodził do MSZ, skrywając dłonie w siatkowych rękawiczkach…
Ale wróćmy do roku 2007. Mamy propozycję: skoro pani minister nie ma głowy do strojów, niech pomoże jej w tym dyrektor jej Gabinetu Politycznego, Tomasz Różański. To jest rzeczywiście śmieszna sprawa – bo w zamyśle Gabinet Polityczny powinien być miejscem prac koncepcyjnych, burzy mózgów. A tu mamy pokaz mody biurowej. Pan Tomek nie pokazał się do tej pory jako myśliciel i, zdaje się, nikt już w MSZ tego od niego nie oczekuje, za to zmienia marynarki i mosiężne tabliczki na drzwiach.
Niektórzy pamiętają, jak z powodu Różańskiego omal nie doszło do odwołania wizyty w Polsce szefa rosyjskiego MSZ. Ławrow był bliski odwołania przyjazdu, bo pan Różański w oficjalnej wypowiedzi, jako dyrektor Gabinetu Politycznego, stwierdził, że Polska popiera niepodległościowe aspiracje Czeczenii. Czyżby więc Polska była przeciwna integralności terytorialnej Rosji? – zapytała ambasada rosyjska w Warszawie, no i mieliśmy niezłą awanturę. Wycofywaliśmy się z niej tak, że ogłoszono, iż Różański nigdy nie był dyrektorem Gabinetu Politycznego, że jedynie aspirował do tej funkcji i że już go w MSZ nie będzie.
A tu proszę – jest.
Zresztą już wówczas te opowieści o tym, że nigdy nie był w MSZ, były trochę nieszczere. Otóż Różański już był przy Szucha, ale negocjował pensję. Bo ta, którą MSZ mu proponowało, bardzo mu się nie podobała. I mówił, że nie może przyjąć takiej pensji, bo ma z panią Elżbietą Kruk obgadane inaczej (ponieważ zanim przyszedł do MSZ, był asystentem pani Kruk, szefowej Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji). Wykłócał się więc o pieniądze, a w międzyczasie zamówił już sobie mosiężną tabliczkę z nazwiskiem i nową funkcją. A potem przyszła owa nieszczęsna (czegóż można się spodziewać po dyletancie?) wypowiedź i Różańskiego „zamrożono”.
Ale teraz urzęduje pełną gębą, w pokoju, który kiedyś zajmował Paweł Dobrowolski, przy szefowej. No i wprawdzie nie ma już tabliczki ze swoim nazwiskiem, ale ma swój staff. A ten staff polega na tym, że ma sekretarkę. Ponieważ jednak Gabinetowi Politycznemu sekretarka się nie należy, nazywa się ona „asystentem politycznym ministra spraw zagranicznych”.
Mógł Idi Amin nazywać się królem Szkocji, może minister Fotyga tworzyć sobie w MSZ różne stanowiska. Tylko niech się nie dziwi, że swoimi entrées wzbudza ironiczne uśmieszki.

Wydanie: 10/2007

Kategorie: Kraj
Tagi: Attaché

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy