Dożywocie i co dalej

Dożywocie i co dalej

W Polsce jest 415 więźniów skazanych na dożywocie. W tym roku dwóch pierwszych może wyjść na wolność

Skazani mówią dożywotka. Nie brzmi tak przerażająco jak dożywocie. Oznacza, że w więzieniu będzie się przebywać co najmniej 25 lat. Karę dożywotniego więzienia można dostać jedynie za zabójstwo kwalifikowane. Nie wystarczy pozbawić człowieka życia, muszą temu towarzyszyć wyjątkowe okoliczności, takie jak szczególne okrucieństwo, użycie materiałów wybuchowych, akt terroryzmu, dręczenie, rozbój, wzięcie zakładnika.

W Polsce na karę dożywotniego pozbawienia wolności skazano prawomocnie 399 więźniów. Kobiet jest w tej grupie zaledwie 13. Łącznie ze skazanymi nieprawomocnie wyrok dożywocia ma 415 osób. Ta grupa się powiększa, bo sądy orzekają kolejne wyroki, a do tej pory nikt nie wyszedł na warunkowe przedterminowe zwolnienie, co jest możliwe po upływie ćwierć wieku. 15 więźniów zmarło.

Doszli za to więźniowie skazani na dożywocie przez sądy zagraniczne. Wrócili do kraju, bo tak zdecydował tamtejszy sąd – wychodząc z założenia, że nie ma powodu, by ich utrzymywać na koszt państwa – lub sami starali się o odbywanie kary w Polsce. Bo choć w polskich więzieniach warunki są skromniejsze niż w zagranicznych, to są tu najbliżsi i nie ma bariery językowej.

Warunkowa wolność

Do 1970 r. w Polsce obowiązywał Kodeks karny z 1932 r. Przewidywał on zarówno karę śmierci, jak i dożywotniego pozbawienia wolności. W nowym kodeksie, który wszedł w życie w 1970 r., dożywocia nie było, pozostała natomiast kara śmierci. Pod koniec lat 80. przyjęto moratorium na jej wykonywanie. Już w nowym ustroju, 7 grudnia 1989 r., Sejm przegłosował ustawę o amnestii. Skazanym na karę śmierci zamieniono wyroki na 25 lat pozbawienia wolności. Te osoby już wyszły z więzienia lub zmarły w sposób naturalny.

Po amnestii sądy jednak nadal orzekały kary śmierci. Otrzymało je dziewięć osób, które ze względu na moratorium oczekiwały w celach śmierci na dalszy rozwój wydarzeń. W 1995 r. weszła w życie tzw. nowelizacja lipcowa Kodeksu karnego, która umożliwiała sędziom wymierzanie kary dożywotniego więzienia, mimo że kodeks przewidywał karę śmierci. W kodeksie uchwalonym rok później, który zaczął obowiązywać w 1997 r., karę śmierci zastąpiono karą dożywocia. Osoby już skazane na śmierć otrzymały wyrok dożywotniego pozbawienia wolności. I o ile nie zmarły, nadal przebywają w zakładach karnych.

– Zniesienie kary śmierci w Polsce było zgodne z międzynarodowymi oczekiwaniami – mówi Kajetan Dubiel, w latach 2009-2010 dyrektor generalny Służby Więziennej. – Uważano, że każdy kraj wchodzący do Unii Europejskiej – a myśmy wtedy do niej aspirowali – jest zobligowany do zlikwidowania kary śmierci. Jako najwyższą karę wprowadzono dożywotnie pozbawienie wolności.

Po raz pierwszy orzeczono je w 1998 r., tak więc pierwsi z tych skazanych nabędą prawo do przedterminowego opuszczenia więzienia w 2023 r.
Część z tych osób już wcześniej przebywała w aresztach, inne zaś siedziały z wyrokiem kary śmierci.

Trochę spokoju

Kiedy wprowadzono karę dożywotniego pozbawienia wolności, z Ministerstwa Sprawiedliwości nie przyszły żadne wytyczne, jak z nimi postępować.

– Dożywotnich się nie grupuje – twierdzi Kajetan Dubiel. – Są zakłady karne lepiej przygotowane do pobytu w nich długowyrokowców, np. Wronki czy Wołów. Tam takich dożywotnich jest 20-30. Są i takie, gdzie nie ma ani jednego. W dużych zakładach skazani na dożywocie mają lepsze warunki, bo jest więcej psychologów, istnieją oddziały terapeutyczne.

Skazanych na dożywocie osadza się w celach wieloosobowych, z więźniami o krótkich wyrokach. Był przepis, który mówił, że do celi młodocianych można wsadzić „starego” więźnia, który będzie pełnił funkcję tzw. kształtownika. Więźniowie dożywotni często jednak nie chcą, by ich tym obarczać.

– Człowiek, który ma wyrok 25 lat czy dożywocia, to dla młodych więźniów autorytet – twierdzi Kajetan Dubiel. – Ale ci starzy mówią: „Panie wychowawco, co ja będę się z tymi gnojami użerał. Ja chcę sobie książkę poczytać, mecz obejrzeć”. To pokazuje inną perspektywę. Paradoksalnie z długowyrokowcami dobrze się pracuje.

Na początku odbywania kary jest faza buntu. Jak tłumaczy Dubiel, przy 25 latach i przy dożywociu trwa ona do trzech lat. A potem dożywotni się przystosowuje, świetnie funkcjonuje w więzieniu. Tacy więźniowie są kalifaktorami, czyli dyżurnymi, którzy roznoszą posiłki, pracują w bibliotekach, w radiowęzłach. Wyrabiają sobie nisze, chcą spokoju. Nie są zainteresowani rozrabianiem.

Zupełnie odmienna kategoria to skazane na dożywocie kobiety. – Ta trzyletnia faza buntu ich nie dotyczy. U nich trwa przez cały wyrok. Może dlatego, że są bardziej związane emocjonalnie z domem – przekonuje Kajetan Dubiel.

Pierwszą kobietą skazaną na dożywocie na podstawie Kodeksu karnego z 1997 r. była Monika Szymańska. Sąd uznał, że to ona odgrywała rolę sprawczą w brutalnym morderstwie maturzysty Tomka Jaworskiego w czerwcu 1997 r. W więzieniu skończyła szkołę i pracuje. W 2022 r. będzie mogła się ubiegać o warunkowe przedterminowe zwolnienie.

Jedną z kobiet, dla których prokurator ostatnio domagał się kary dożywocia, była 18-letnia Zuzanna M. To ona namówiła swojego chłopaka Kamila N. do zabicia jego rodziców. Zbrodni dokonali w domu rodzinnym Kamila w Rakowiskach w grudniu 2014 r. Mimo wniosku prokuratora sąd, biorąc pod uwagę wiek oskarżonej, skazał ją na 25 lat więzienia. W zeszłym roku Zuzanna M. wygrała konkurs poezji więziennej. To wyróżnienie zbulwersowało nawet więźniów.

Miał być kucharzem

Przed aresztem śledczym na warszawskiej Białołęce grupa ludzi. Starsza kobieta taszczy wielkie pudło. Młoda – telewizor. Kilka osób nerwowo pali papierosy. Od poniedziałku do piątku na skraj ulicy Ciupagi zjeżdżają ludzie z całego Polski, by odwiedzić kogoś bliskiego. Jest tu ponad 1,3 tys. więźniów. Sami mężczyźni. Wśród nich skazani na dożywocie. Mam poznać trzech.

Piotr pochodzi z Żyrardowa. Jest najmłodszy z tej trójki, ma 36 lat, ale najdłuższy staż więzienny. Po raz pierwszy trafił za kraty w 1996 r. jako 16-latek. Wyszedł po siedmiu latach. W 2005 r. znowu znalazł się w więzieniu. Był członkiem zorganizowanej grupy przestępczej. Został oskarżony o zabójstwo kobiety w Łodzi. Na pytanie, czy kontaktował się z rodziną ofiary, czy może przepraszał, przesyłał pieniądze, mówi: – Nie. Jak wykazujemy skruchę i przesyłamy pieniądze rodzinie ofiary, to w pewnym sensie przyznajemy się do winy. Ja nigdy do zabójstwa się nie przyznałem.

Odsiedział już 11 lat. Za cztery będzie miał szansę na przeniesienie do zakładu półotwartego.

Piotr wpadł w Łodzi. Kiedy dostał wyrok dożywocia, miał 25 lat i wykształcenie niepełne zawodowe – ślusarz mechanik. Najpierw sąd dał mu kategorię N, czyli niebezpieczny. Ponieważ więzienie w Łodzi nie jest przystosowane do pobytu w nim enek, przeniesiono go do Piotrkowa Trybunalskiego. Kiedy Piotrowi zdjęto enkę, były kolejne miejsca: Płock, Łowicz, Kamińsk, Warszawa-Mokotów. Zaczął się uczyć w szkole zawodowej kucharskiej, żeby pracować w więziennej kuchni. Dostał pracę. Ale postanowił zrobić maturę. Dlatego przeniesiono go na Białołękę. Teraz jest uczniem II klasy liceum. Mieszka w celi kilkuosobowej. Trzy razy w miesiącu odwiedza go mama albo żona. Czasem przyjadą z dziećmi, nastoletnimi bliźniętami. Kiedy po 25 latach uda mu się wyjść z więzienia, córka i syn już mogą być po studiach, mogą mieć partnerów, dzieci. Ale jak będzie z tym wyjściem?

– Zrobili z nas takich odszczepieńców – skarży się Piotr. – Inni skazani jeśli dostaną odmowę warunkowego zwolnienia, mogą co pół roku ubiegać się o kolejną wokandę. My musimy czekać aż pięć lat, żeby ponownie złożyć prośbę do sądu penitencjarnego. Czy wierzę, że wyjdę? W coś trzeba wierzyć. Liczę na to, że nastąpią zmiany podejścia sądów penitencjarnych do takich ludzi jak my. I zmiany w podejściu administracji więziennej. Niektórzy siedzą 19 lat i nie przeszli do zakładu półotwartego. Zakłady karne i sądy penitencjarne boją się podjąć próbę. Łatwo było w 1997 r. uchwalić zmianę Kodeksu karnego i wprowadzić karę dożywocia, ale teraz nie wiedzą, co z tym zrobić. Planowano, że zabójstwo kwalifikowane, czyli art. 148 par. 2, zostanie zniesione i każdy zabójca będzie podlegał karze od ośmiu lat do dożywocia.

Jeśli człowiek ma siedzieć tak długo jak on, musi mieć życie poukładane i zaplanowane. On więc planuje, że w przyszłym roku zda maturę i zacznie studiować zaocznie. Jeszcze nie zdecydował, jaki kierunek wybierze, ale raczej będzie to politechnika.

– Kiedy sąd skazał mnie na dożywocie, to w pierwszym momencie pomyślałem, że trzeba uwolnić żonę – wspomina Piotr. – Zaproponowałem jej, żeby sobie na nowo ułożyła życie, ale ona powiedziała, że będzie na mnie czekać. Dla mnie to dobrze, bo inaczej się odczuwa siedzenie w więzieniu, kiedy wiadomo, że ktoś czeka, a inaczej, kiedy nikogo nie ma.

Co najmniej 35 lat

Mateusz ma 42 lata. Pochodzi z okolic Wyszkowa. Siedzi za udział w zabójstwie. – Nikogo nie zabiłem – mówi twardo. – To był napad na bank w 2001 r. Pewnie pani słyszała… Nie przypominam sobie od razu. Potem dopiero sprawdzam: trzech mężczyzn obrabowało bank. Jeden z nich – nie Mateusz – z pistoletu gazowego przerobionego na ostre naboje zabił strażnika, potem strzałami w tył głowy trzy kasjerki. On, Mateusz i trzeci uczestnik napadu dostali kary dożywocia. Na procesie Mateusz powiedział: – Chciałem przeprosić, nie szedłem tam z zamiarem zabicia, nie jestem mordercą, proszę o łagodny wymiar kary.

Kiedy w 2001 r. Mateusz trafił do więzienia, miał nieco ponad 26 lat. Odsiedział 15 lat i właściwie mógłby zostać przeniesiony do zakładu karnego półotwartego. Ale nie został.

Jak wynika z danych Służby Więziennej, z grupy 399 więźniów prawomocnie skazanych na dożywocie 99 odbyło już co najmniej 15 lat kary. Jedynie osiem osób przeniesiono do zakładów typu półotwartego: cztery kobiety i czterech mężczyzn.

Mateusz nie ma żony ani dzieci. Kilka miesięcy przed zatrzymaniem rozstał się z dziewczyną, a żadnego poważnego związku nie zdążył stworzyć. Jego była dziewczyna wyszła za mąż, ma dziecko. A on, no cóż… Czy gdyby się nie rozstali, chciałby, żeby na niego czekała? Nie. Sąd zdecydował, że po raz pierwszy o warunkowe zwolnienie będzie mógł się ubiegać po 35 latach. Będzie miał wtedy 62 lata.

– Na widzenia przyjeżdżają do mnie mama, tata, brat, dalsza rodzina, cioteczne rodzeństwo. Są u mnie raz albo dwa razy w miesiącu – opowiada Mateusz. – Czuję, że mnie kochają. Jestem szczęściarzem, że rodzina mnie nie skreśliła. Kiedy byłem na wolności, żyłem z nimi w bardzo dobrej komitywie. Jak obserwuję kolegów, to widzę, że rodzice i rodzeństwo zwykle utrzymują z nimi kontakt, ale pojawiają się problemy z żonami i z dziećmi, są rozwody. A ja się nie denerwuję, nie myślę, co się dzieje na wolności.

Nie zna więźnia, który ma karę dożywocia i przeszedł do zakładu półotwartego. Sam stawał już na komisji dwa razy, bo ocena jest co pół roku. – Myślę, że na decyzję komisji ma wpływ całokształt odsiadki, ale przede wszystkim dobre zachowanie. Ale pewnie takich wyrokowców jak ja, z art. 148 par. 2, ciężko zaopiniować pozytywnie.

Na wolności wyuczył się zawodu elektryka-elektronika. Kiedy trafił do więzienia w Radomiu, postanowił skończyć liceum. Pisał podania, ale odmawiano mu, bo nie było miejsc. Dopiero jakieś półtora roku temu jego podanie zostało rozpatrzone pozytywnie. W Radomiu nie ma szkoły, więc starał się o przeniesienie na Białołękę. Słyszał od innych osadzonych, że tutejsza szkoła jest na dobrym poziomie. Znał już ten zakład, bo siedział tu w czasie śledztwa. Jest w drugiej klasie liceum. Najbardziej lubi matematykę, chociaż to trudny przedmiot i trzeba się przyłożyć. Ale daje radę. Szkoła to forma resocjalizacji. Ważne są też rozmowy z psychologiem. Ale chyba najważniejszy jest dla niego kontakt z rodziną.
– Każdy ze skazanych na dożywocie ma nadzieję, że wyjdzie – twierdzi. – Liczę na to, że zdejmą obostrzenia, że Unia Europejska nakaże, by nie trzymać człowieka w więzieniu dłużej niż 20 lat. To, że kilka osób przeszło do zakładów półotwartych, dobrze rokuje na przyszłość dla dożywotek. Ja staram się nie myśleć, jak to będzie, kiedy wyjdę. Żyję dniem dzisiejszym. Do szkoły chodzę, żeby mieć satysfakcję i żeby nie zwariować. Dopóki nie skończę szkoły, będę tutaj. A potem? Kto wie. Kiedy byłem w innych zakładach, zdarzało się, że nagle przychodził funkcjonariusz i mówił, że idzie się w transport, że przenoszą do innej jednostki penitencjarnej. Nic nie można zaplanować, bo dziś jesteś tu, a za rok gdzie indziej. A co będzie, kiedy wyjdę? Rodzice być może już nie będą żyli. Nie będę miał mieszkania. Może brat mnie wesprze?

Kalifaktor

Jerzy podobnie jak Mateusz ma 42 lata. I podobnie jak Mateusza nie przeniesiono go do zakładu półotwartego, choć formalnie można było to zrobić dwa lata temu. Pochodzi z Warszawy. Siedzi od 1999 r. Nie chce mówić o szczegółach zabójstwa. Jedynie tyle, że współoskarżone w tej sprawie są cztery inne osoby, czyli sąd zapewne uznał, że było to działanie w zorganizowanej grupie przestępczej. W pierwszej instancji sąd wymierzył dożywocie, oskarżeni wnieśli apelację. Sprawa doszła aż do Sądu Najwyższego, który w lutym 2013 r. wyrok pierwszej instancji utrzymał. Jerzy zapowiada, że zamierza się ubiegać o rewizję procesu. – Nie czuję się winny. Zostałem pomówiony w prokuraturze, ale w sądzie nikt tego nie potwierdził.

Ma wesołe iskierki w oczach i zwraca się do mnie per szanowna pani. Dziwi się, że chcę pisać o skazanych na dożywocie. – Szanowna pani, ja tu, na Białołęce, jestem od 2005 r. Przenieśli mnie ze względu na to, że przez lata toczyła się sprawa sądowa. Na wolności uczyłem się w technikum gastronomicznym, tutaj skończyłem liceum, zrobiłem maturę. Teraz chodzę na dwuletni kurs suchej zabudowy. Zdobędę za jednym zamachem trzy specjalności: malarza, tapeciarza i posadzkarza. Czy mi się przydadzą? Mam nadzieję, że tak. Poza tym nie wyobrażam sobie, żebym miał siedzieć w celi i nic nie robić. Można zwariować.

Cieszy się, że rodzina nie zostawiła go samego, na widzenia przyjeżdżają żona i syn. – Kiedy dostałem dożywocie, uznałem, że trzeba żonie dać wybór, czy chce zostać ze mną, czy woli układać sobie życie. Myślę, że każdy normalny człowiek by tak zrobił. A gdyby pani dostała dożywocie, to chciałaby, żeby ktoś czekał i marnował sobie życie? Ale żona zdecydowała, że będzie czekać.

Syn miał rok i dwa miesiące, kiedy Jerzego zamknęli w więzieniu. Nie pamięta taty z wolności. – Miał problemy z tego powodu, że jestem w więzieniu. Było kilka incydentów. Wie pani, jakie dzieci są brutalne – mówi Jerzy. – Moi koledzy, którzy też mieli wyroki, także mieli tego rodzaju problemy z dziećmi. Tam, gdzie mieszka moja rodzina, wszyscy mnie znają. To hermetyczne środowisko, nie udałoby się ukryć, że mam wyrok. Syn chodzi do szkoły, do której i ja kiedyś chodziłem, 50 m od domu.

Kiedy Jerzy skończy na wiosnę kurs suchej zabudowy, będzie się starał o pracę w więzieniu. Na razie pełni funkcję kalifaktora – rozwozi posiłki do cel. To wyraz zaufania ze strony administracji więziennej, bo taka osoba porusza się po budynku i styka z wieloma więźniami. Na pytanie, czy osoby, które lubi, dostają większe porcje, obrusza się: – Nie, tu nie może być żadnego faworyzowania. Są osadzeni, którzy w ogóle nie mają paczek żywnościowych. Jak mógłbym im zmniejszyć porcje? To wykluczone!

Od 17 lat nie był poza murami. Oczywiście wie, jak wygląda życie po drugiej stronie, dzięki spotkaniom z najbliższymi, ale także dzięki temu, że w celi można mieć telewizor i DVD. – My nigdzie nie wychodzimy. Nic się w tym kierunku nie robi i chyba nikt specjalnie się tym nie przejmuje. Jeśli nie wychodzi się na zewnątrz przez 25 lat, to człowiek staje się chyba inwalidą umysłowym. Mówi pani, że osiem osób skazanych na dożywocie przeniesiono do zakładów półotwartych. To dobrze. A warunkowe zwolnienia? Nie wiadomo, kto będzie stawał. Czy będą to ludzie, których ktoś odwiedza, czy będą mieli gdzie wrócić? Uważam, że ludzie, którzy zostali tutaj sami, będą mieli trochę trudniej, kiedy sąd będzie decydować o warunkowym zwolnieniu.

Resocjalizacja…

– Kiedy wprowadzono nowy Kodeks karny, my wszyscy, wychowawcy i psycholodzy, zdaliśmy sobie sprawę, że będzie coraz więcej więźniów, którzy będą u nas bardzo długo i którzy będą się starzeć – przyznaje Kajetan Dubiel, który przez prawie 10 lat pełnił funkcję dyrektora Biura Penitencjarnego i zajmował się resocjalizacją skazanych, czyli szkołami, terapiami, leczeniem odwykowym, programami dla więźniów seksualnych. – W Niemczech są cztery zakłady karne dla ludzi powyżej 70 lat. U nas takich nie ma. Zaczęliśmy przygotowywać specjalny program. Uznaliśmy, że tym osobom trzeba zaoferować pracę i naukę. Stworzyliśmy centra kształcenia ustawicznego. W przypadku szkół zawodowych jest taki problem, że np. jedno stanowisko obróbki skrawaniem kosztuje 60 tys. zł.

– Więźniów dożywotnich resocjalizuje się na ogólnych zasadach – twierdzi Kajetan Dubiel. – Taki więzień może np. chodzić na zajęcia dla anonimowych alkoholików, a potem sam zostać moderatorem i prowadzić grupę. Niektórzy idą w stronę Kościoła. Jeden ze skazanych, o których opowiadał film „Dług”, na konferencji powiedział: „W więzieniu nie ma resocjalizacji. Ale ja się zresocjalizowałem”. A ja mówię, że tak jest najlepiej – gdy więzień nie odczuwa, że jest resocjalizowany. I jest przekonany, że zawdzięcza to tylko sobie.

…czy jednak izolacja

Zgodnie z Kodeksem karnym po 25 latach można wystąpić do sądu penitencjarnego o warunkowe przedterminowe zwolnienie. Do tej pory żaden skazany nie opuścił więzienia przed terminem. Są natomiast tacy, którym sąd w wyroku zaznaczył, że pierwszy raz mogą to zrobić po nawet 50 latach. Takie przedłużone okresy ma 98 skazanych.

Pierwsze wnioski o warunkowe przedterminowe zwolnienie mogą być złożone w tym roku. Nie wiadomo, jak się do nich odniosą sądy penitencjarne. Gdyby opierać się na tym, że skazanych na 25 lat sądy zwalniają warunkowo średnio po 22 latach, można założyć, że uzyskanie zwolnienia przez więźnia dożywotniego nie będzie łatwe. A jeśli sądy jednak zaczną zwalniać, jak zaczynać nowe życie w wieku 50 czy 60 lat?
– Myślę, że to trudne – zgadza się Kajetan Dubiel. – Michel Foucault (francuski filozof, historyk i socjolog – przyp. red.) pisał, że więzienie to nieludzki pomysł, ale nikt nie wymyślił nic lepszego. Dożywocie ma jedno uzasadnienie – izolacja. Jak izolacja, to nie gadajmy o resocjalizacji. Przy resocjalizacji trzeba stosować zupełnie inne bodźce wobec prostego robotnika, a inne wobec docenta. Inne też na początku kary, kiedy skazany się buntuje, inne po kilku latach. Więzienie to takie laboratorium, ostatnia prerogatywa władzy absolutnej. To jest taka Bastylia, taka Syberia. Mam satysfakcję, kiedy któryś polityk trafi do więzienia, zwykle na dzień czy dwa. Wychodzi spocony, mówi: „Byłem w piekle”. On myślał, że nigdy tam nie trafi.

Służba Więzienna nie ma danych dotyczących tego, kiedy pierwsi skazani na dożywocie będą mieli szansę wyjść na wolność. Z badań prowadzonych przez Stowarzyszenie Interwencji Prawnej wynika, że w tym roku dwóch skazanych na dożywocie będzie mogło wystąpić o warunkowe zwolnienie.

Od kiedy w Polsce pojawili się skazani na karę dożywocia, interesują się nimi także naukowcy, m. in. prof. Andrzej Rzepliński. Największe i kompleksowe badania dotyczące tej grupy skazanych wykonało w 2012 r. Stowarzyszenie Interwencji Prawnej wspólnie z Katedrą Kryminologii i Polityki Kryminalnej Instytutu Profilaktyki Społecznej i Resocjalizacji Uniwersytetu Warszawskiego. Zostały przeprowadzone w ramach projektu „Watch More” finansowanego przez Open Society Institute – Budapeszt. Zakończono je kompleksowym raportem „Wykonać karę i co dalej? Wykonanie kary dożywotniego pozbawienia wolności w Polsce”. Dokument ten przygotowała dr nauk prawnych Maria Niełaczna, adiunkt w Instytucie Profilaktyki Społecznej i Resocjalizacji, członkini m.in. Stowarzyszenia Interwencji Prawnej.

– Ustawodawca przewidział, że po upływie jakiegoś okresu kary, czy to jest kara trzech lat więzienia, czy dożywocia, skazany ma prawo złożyć wniosek do sądu penitencjarnego o warunkowe przedterminowe zwolnienie – wyjaśnia dr Niełaczna. – Traktuje on dożywotnich więźniów jak wszystkich innych. Po 15 latach mają szansę awansować do lżejszego reżimu, do zakładu półotwartego, gdzie m.in. mogą z upływem czasu wychodzić na przepustki. To jest związane z pracą nad sobą, z dojrzewaniem do zaufania i odpowiedzialności.

Po upływie 25 lat skazany może złożyć wniosek o warunkowe przedterminowe zwolnienie i może być zwolniony pod pewnymi warunkami, a następnie jeszcze przez 10 lat na wolności będzie pod dozorem państwa, będzie miał kuratora i różne nakazy lub obowiązki, np. podjęcia pracy, powstrzymania się od powrotu do dawnego środowiska.

– Sąd wymierzający wyrok może podnieść próg warunkowego zwolnienia nawet do 50 lat, ale musi to uzasadnić – zaznacza dr Maria Niełaczna. – Ta kara musi spełniać warunki cywilizacyjne. Orzeczenie w przypadku 50-latka kary z takim progiem jest nieludzkie, bo pozbawia go nadziei, jakkolwiek byłaby mglista, że przynajmniej umrze na wolności. Rozumiem potrzebę odpłaty czy sceptyczną opinię społeczną dotyczącą warunkowego zwolnienia. Sama przeżywam różne emocje, kiedy czytam wyroki i dowiaduję się, w jaki sposób ci ludzie żyli, zabijali. Myślę jednak, że takie standardy cywilizacyjne warto utrzymywać.

Administracja więzienna jest jednak bardzo ostrożna. Nikt nie chce brać na siebie odpowiedzialności za to, co skazany mógłby zrobić na przepustce. – Według opinii biegłych sądowych większość skazanych na karę dożywotniego więzienia to ludzie zaburzeni, mający nieprawidłową osobowość, nierzadko niebezpieczni, antyspołeczni, niepotrafiący rozumieć innych, współczuć, odczuwać strachu, przewidywać konsekwencje, kontrolować swoje emocje – tłumaczy dr Niełaczna.

Co piąty nie wierzy, że wyjdzie

Sami skazani – choć liczą na przychylność – nie do końca są przekonani, że opuszczą więzienie. Jak wynika z raportu dotyczącego wykonywania kary dożywocia, 20% badanych nie wierzy, że kiedykolwiek wyjdzie na wolność.

A społeczeństwo? Jeszcze się nie zorientowało, że wyrok dożywocia nie oznacza przebywania w więzieniu aż do śmierci. Ciekawe, jak przyjmie zwolnienie pierwszego więźnia skazanego na dożywocie: jako wyraz humanitaryzmu czy powód do zbiorowej histerii? Jak wtedy, gdy na wolność wyszedł seryjny morderca Mariusz Trynkiewicz, skazany na karę śmierci zamienioną na 25 lat więzienia. Mając to na uwadze, sądy penitencjarne będą zapewne bardzo ostrożne.

Warto jednak pamiętać, że kilkuset czy nawet kilka tysięcy kwalifikowanych zabójców od dawna jest na wolności. Kara 25 lat więzienia za najcięższe przestępstwa, w tym za zabójstwa, była już w Kodeksie karnym z 1969 r. – Myślę, że część z tych skazanych jest ojcami, dziadkami – mówi dr Niełaczna. – Nie możemy demonizować kary dożywocia. Ludzie równie zaburzeni, z równie okrutnymi zabójstwami na sumieniu, już funkcjonują w społeczeństwie. Miałam też kontakt ze skazanymi na 25 lat, którzy są na warunkowym zwolnieniu, i nie słyszałam, żeby dopuścili się zbrodni. O tych, z którymi mam kontakt, wiem, że dobrze sobie radzą i odgrywają te same role społeczne co my.

Czy chociaż jedna z dwóch osób skazanych na dożywocie, które teoretycznie mogłyby zostać w tym roku warunkowo zwolnione, wyjdzie na wolność? Żadna nie została przeniesiona do więzienia o mniejszym rygorze.

– Nie ma wprawdzie takiego obowiązku, że skazany musi być wcześniej przeniesiony do zakładu półotwartego, lecz nie widzę takiego sądu, który komuś, kto spędził 25 lat w więzieniu, dałby za pierwszym razem warunkowe zwolnienie. Taka decyzja jest zależna od tzw. prognozy zachowania na wolności – zauważa dr Niełaczna. – A jak możemy to prognozować, jeśli ten ktoś nie spędził na wolności ani jednego dnia od 25 lat? On jest pozytywny w więzieniu, ale nie wiemy, jak będzie funkcjonował w warunkach wolnościowych. Kto by wziął na siebie odpowiedzialność i dał takiemu człowiekowi szansę? W polskim systemie jest jednak zasada wolnej progresji (uzależnienia warunków odbywania kary od postaw i zachowania skazanego – przyp. red.) i to jest dobre rozwiązanie – chodzi o stopniowe przygotowywanie skazanych do wolności.


Trzy rodzaje dożywocia
W Europie jedynie w kilku państwach nie ma kary dożywocia: w Portugalii, Norwegii i krajach byłej Jugosławii. W Rosji dożywocia nie orzeka się wobec kobiet. W systemie prawnym angielskim i walijskim, które są tożsame, na dożywotnie pozbawienie wolności można zostać skazanym również za gwałt lub rozbój kwalifikowany. – To znaczy, że w niektórych państwach zagrożenie dożywociem jest również za przestępstwa, które u nas są pospolite i zagrożone karą więzienia do 10-12 lat – komentuje dr Maria Niełaczna. – W Anglii są trzy rodzaje dożywocia: jedno bezwzględne, czyli ostateczne, drugie względne, po upływie okresu punitywnego można się starać o warunkowe zwolnienie i wtedy to zwolnienie jest obligatoryjne, czyli człowiek wychodzi, oraz takie, że skazany ma prawo wyjścia, ale do końca swoich dni jest pod kontrolą państwa, ma dożywotni dozór.

Wydanie: 5/2017

Kategorie: Kraj

Komentarze

  1. Juliusz Wnuk
    Juliusz Wnuk 6 lutego, 2017, 07:03

    Wyrok DOZYWOTNIEGO wiezienia powinien byc egzekwowany zgodnie z jego brzmieniem! Nie ma warunkowego przedterminowego zwolnienia….Skazany moze sie sam „zwolnic z plugawego zycia”…

    Odpowiedz na ten komentarz
    • Ziemo
      Ziemo 26 stycznia, 2018, 18:30

      Nie zawsze jest tak jak myślisz, z jednej strony to nienormalne, że ktoś popełnia zbrodnię, z drugiej zaś strony, bywa, że sądy orzekają kary pod presją społeczną, nie zważając na motywy czynów przestępczych. Niestety nie każdy miał szanse wychować się w zamożnej, kochającej rodzinie. Jeżeli jesteś wychowany w takiej rodzinie to miałeś fart, twoje niepowodzenie życiowe to co najwyżej rozbity samochód lub utrata dobrze płatnej pracy. Niepowodzeniem życiowym osoby wychowanej na marginesie społeczeństwa jest np. dokonanie zabójstwa przy kradzieży. Tak działa świat, są bogaci i biedni. Lepsi i gorsi. Ale to, że ktoś urodził się w biedzie to wcale nie znaczy, że jego życie jest plugawe, nawet jeżeli dopuścił się zbrodni.

      Odpowiedz na ten komentarz
  2. toto
    toto 11 maja, 2018, 15:33

    Jest mała pomyłka… Pierwszą kobietą skazaną na dożywocie była Monika Osińska

    Odpowiedz na ten komentarz

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy