Szkice nie tylko piórkiem

Szkice nie tylko piórkiem

Konwencja o zapobieganiu i zwalczaniu przemocy wobec kobiet i przemocy domowej oraz reakcje na nią pozwalają obserwować, jak rozchodzą się ścieżki naszego myślenia. Jak błądzą i jak pokrętne bywają. Rozsądny zwykle bp Tadeusz Pieronek oświadcza, że konwencja zmierza do wyeliminowania „wszelkich zwyczajów zakorzenionych w polskiej rodzinie”. I dodaje: „Przeżyłem nazizm, komunizm, przeżyję i genderyzm”. Skoro tak myślą nawet rozsądni do tej pory biskupi, to jak myślą nierozsądni? Ktoś dowcipnie to skomentował: „Gdy rozum śpi, budzą się biskupi”. A ja czasami nawet z biskupami się zgadzam. Tak, rzeczywiście chodzi tu o zmianę pewnych – ale nie wszelkich – zwyczajów dotyczących rodziny. Najpierw trzeba powiedzieć, że polska rodzina, podobnie jak europejska, jest w wielkim kryzysie, rozpada się jej dawny model. Na rewolucję obyczajową pracują równouprawnienie kobiet i antykoncepcja, ważny jest też zakaz bicia dzieci. Już przecież wiemy, że najczęściej własne dzieci biją ludzie bici w dzieciństwie. Wszyscy okrutni dyktatorzy w dzieciństwie byli okrutnie traktowani. A jeśli bije się dzieci, to łatwo się przerzucić na maltretowanie żony. Tak, panuje głęboki kryzys tradycyjnego małżeństwa i rodziny, gdyż rozsypują się dawne zasady i reguły gry, a nowe jeszcze nie powstały. Jednak powrót do patriarchalnego modelu jest już w Europie niemożliwy. Małżeństwo i rodzina muszą więc znaleźć dla siebie nową formułę. Okres przejściowy zawsze jest trudny i bolesny. Konserwatyści są spanikowani, liberałowie bezradnie rozkładają ręce. Radykalizacja islamu, który czuje się zagrożony, również tu ma swoje źródła.

Andrzej Bobkowski w „Szkicach piórkiem” pisał: „Najburzliwsze okresy zarówno w życiu zbiorowości, jak i w życiu jednostki są zawsze okresami walenia się dotychczasowych absolutnych wierzeń – uczuć. Obrona uczuć nie zna kompromisu, nie zna rozsądku. Stąd bezwładny opór konserwatystów, zwykle nie bronią oni myśli, lecz uczuć”. Po latach wracam do lektury „Szkiców piórkiem” i czytam znowu w zachwycie. Ten literacki dziennik to jedna z najważniejszych polskich książek. Lata 40. XX w. Niemcy atakują Francję. Bobkowski na rowerze ucieka na zachód. I opisuje tę niezwykłą podróż dzień po dniu. A potem swoje lata w okupowanym Paryżu. To połączenie książki przygodowej, eseju, analizy francuskiej duszy, duszy Zachodu, a przy okazji duszy polskiej. Uogólnienia zawsze są ryzykowne, ale jego zdają się wyjątkowo celne i zweryfikowane przez czas. Wojna, ekstremalne sytuacje, piękno i tradycje Paryża. I ciągle ta Polska w tle. Tak, to jest przede wszystkim książka o Polsce, przenikliwa, bezlitosna i celna. Polacy: „Jakaż przedziwna mieszanina bohaterstwa, szlachetności, samozaparcia, a jednocześnie hołoty. No i dosiadanie wielkiego konia z byle okazji”. Książka znakomita literacko. „Uliczki są ciche, schowane, szemrze w nich jeszcze Paryż Balzaca razem z rozmaitością jego typów, spraw, afer. Szmer koszyka wypełnionego ślimakami”.

Po wojnie Bobkowski wyjeżdża z żoną na stałe do Gwatemali. Ucieka z Europy, która go zawiodła i którą gardzi, na pewno przesadnie. Żyje z prowadzenia sklepiku z modelami samolotów, które sam robi. Wróci na krótko do formy dziennika, gdy będzie umierał. Jest rok 1961, pisze w swoim ironicznym stylu: „Jestem trochę pijany. Na tamtym świecie nie można się zalać. Smutne to życie pozagrobowe bez whisky. Niech to szlag trafi”. Dalej notuje: „Nagle przyszło mi do głowy, że mi się nie chce umierać – w tym sensie, w jakim nie chce się człowiekowi wykonywać jakiejś ciężkiej i nudnej pracy. Nie chce mi się, strasznie mi się nie chce. To chyba szczyt lenistwa”.

„Szkice piórkiem” Jerzy Giedroyc wydał w roku 1957, zanim Witold Gombrowicz skończył pisać swoje dzienniki. Wpływ tej książki na krajową literaturę mógłby być podobnego wymiaru. Tak jednak się nie stało. Szkoda. Ale to już inny temat.

Z rosnącym niepokojem obserwowałem, co się działo na wschodniej Ukrainie. Jak stan zapalny zmieniał się w zakażenie. A od tego można umrzeć. Współczułem politykom – każdy zdecydowany ruch, jak choćby uzbrojenie Ukrainy, wydawał się groźny, brak ruchu zaś fatalny. Mówi się, że Europa jest już stara, zmęczona i bezwładna. Ale przed I wojną światową była zwarta i gotowa. I co się stało? To, że II wojna światowa wybuchła tak szybko po tej pierwszej, też jest znamienne. Jesteśmy równie głupi i bezradni jak nasi przodkowie. Gdyby nie broń atomowa, już mielibyśmy wielką wojnę o Krym. W każdej chwili mogła jednak zostać uruchomiona reakcja łańcuchowa, której nie da się zatrzymać. Nie mieści się nam to w głowie, co stwarza złudzenie, że to nie może nam się zdarzyć. Porozumienie mińskie otwiera szanse, ale czy będzie trwałe? Już nikt nie ufa Putinowi.

Wydanie: 8/2015

Kategorie: Felietony, Tomasz Jastrun

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy