Szpieg w krainie literatury

Szpieg w krainie  literatury

Zależy kogo.

– Społeczeństwa. A przecież biznes potrzebuje dla własnego rozwoju jakiegoś poziomu dobrobytu ludzi. Dlatego tylko niewielka część handlujących bronią jest zainteresowana jakimś zbrojnym konfliktem. Na ogół największe pieniądze zarabia się na zbrojeniach prewencyjnych. Czyli konflikty, z którymi dzisiaj mamy do czynienia – w Afryce czy na Bliskim Wschodzie – to podstawa interesów. Wielki przemysł zbrojeniowy woli podpisywać kontrakty z Arabią Saudyjską bądź z innym bogatym państwem, które zbroi się prewencyjnie.

Marni są politycy w pana powieściach.

– Większość polityków jest marna.

Bogaczy też.

– No tak, ale jeśli ktoś zdobył wielki majątek, to coś potrafi, natomiast większość polityków mało potrafi – zresztą takie jest przekonanie społeczne, bo gdyby było inaczej, polityk stałby wyżej w hierarchii zawodów, niż stoi. W Polsce i innych państwach. Polityk jest zwykle usługodawcą określonych interesów albo konkretnego lobby. Rzadko kiedy staje się mężem stanu, wybija na niezależność.

Napisał pan w powieści, że KGB to dobrze funkcjonująca struktura, jeśli idzie o działalność wywiadowczą, tylko działa w sferze kiepskich polityków. Czyli siłą rządzącą światem są pieniądze.

– Albo ideologia. Taka czysta, która swego czasu napędzała państwa komunistyczne.

Dużo jest u pana opisów. Przede wszystkim eleganckich ubrań bohaterów, wygodnych, gustownie urządzonych mieszkań, no i wykwintnych potraw. To chyba nie przypadek?

– Człowiek nie ogranicza się do samej polityki. Oczywiście im wyższa sfera, tym bardziej luksusowe życie. Ludzie żyjący na pewnym poziomie przywiązują dużą wagę do takich spraw. Skoro w fabule obracamy się w wyższych sferach, trzeba to opisać. Zresztą takie same opisy zawarłem w „Tropiąc Bin Ladena”. W biednym Afganistanie ludzie, którzy mogą sobie na to pozwolić, smakują życie. A kuchnia afgańska jest znakomita – mieszanka kuchni hinduskiej, pakistańskiej i Azji Centralnej.

Przegrzebki w sosie z szalotek zapieczone w płaskich muszlach, homar z rusztu w tandemie z polędwicą z Kobe, czarny kawior irański… – nie boi się pan, że podpala lont rewolucyjnego gniewu? Że rozbudza w czytelnikach poczucie klasowej krzywdy?

– Nie sądzę. Znałem wielu ludzi, którzy mogli sobie pozwolić na wszystko. Mieli własne wyspy, jachty, samoloty, floty bentleyów i wiem, jakie znaczenie przywiązują do rytuałów związanych z bogactwem. Nieopisywanie tego, gdy stykają się z nimi moi bohaterowie, byłoby niemożliwe, nieprawdziwe.

Pana pierwsza powieść rozpoczyna się w maju 1958 r., retrospekcje sięgają II wojny, akcja kolejnej części kończy się w styczniu 1968. A trzecia część?

– Skończy się na przełomie lat 70. i 80., kiedy nastąpi inwazja ZSRR na Afganistan; będę tłumaczył, dlaczego nastąpiła, jak do niej doszło.

No właśnie, dużo zjawisk pan uświadamia, przypomina fakty. Jedna z bohaterek jest w Egipcie i tam w rozmowie pojawia się informacja, że już Naser miał kłopoty z Braćmi Muzułmanami.

– Bracia Muzułmanie istnieją ponad sto lat, cały czas wpływają i będą wpływać na nasze życie, ponieważ ich filozofia położyła podwaliny części współczesnego terroryzmu islamskiego. Potem doszedł do tego terroryzm palestyński – jako efekt wypędzenia Palestyńczyków z ich ziem – a największy napęd dzisiejszemu terroryzmowi dał Afganistan, początki wojny wywołanej przez inwazję Rosjan.

Strony: 1 2 3 4

Wydanie: 9/2016

Kategorie: Wywiady

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy