Szpieg w krainie literatury

Szpieg w krainie  literatury

Każdy porządny wywiad chce mieć jak najwięcej agentów. Albo się ich pozyskuje, albo sami przychodzą

Aleksander Makowski – oficer polskiego wywiadu, autor książek: „Tropiąc Bin Ladena”, „Bez przebaczenia”, „Bez sumienia” (w przygotowaniu „Następne pokolenie”); bohater wywiadu rzeki Pawła Reszki i Michała Majewskiego „Zawód: szpieg”.

Minęło nie tak dużo czasu, odkąd został pan ujawniony jako agent wywiadu, a już zrobił się z pana pisarz. Zaczynał pan przewidywalnie – wspomnienia własnej akcji, potem wywiad rzeka, ale później na rynku pojawiły się dwie powieści i jest zapowiedź trzeciej. Dlaczego zajął się pan literaturą piękną? Zainspirował pana Vincent Severski?

– Dwie pierwsze książki, a zwłaszcza „Tropiąc Bin Ladena”, to była moja odpowiedź na raport, który ujawnił mnie jako agenta wywiadu wojskowego i odsłaniał operację afgańską. Każdy chce przedstawić własną wersję wydarzeń, a czytelnik, obserwator sceny politycznej niech wyrobi sobie pogląd w kwestii ich prawdziwości. „Zawód: szpieg” to był pomysł Pawła Reszki i Michała Majewskiego. A jeśli chodzi o beletrystykę, nie przeczę, że odegrała tu rolę twórczość mojego przyjaciela Vincenta Severskiego, z którym znam się ponad 30 lat. On mnie namówił. Jego książki mają źródło w przeżyciach i zdarzeniach, których był świadkiem. Właśnie na taką formę literatury może sobie pozwolić były oficer wywiadu i rozwinąć nieco wyobraźnię.

Po co napisał pan te książki? Nie miał pan ukrytego zamysłu? Jakiegoś celu?

– Akcja mojej trylogii – teraz pracuję nad redakcją trzeciej części – toczy się głównie w Stanach Zjednoczonych, ponieważ tam w różnych okresach spędziłem prawie dziewięć lat. Tam kończyłem szkołę średnią, studia podyplomowe na Harvardzie, tam pracowałem jako dyplomata i – powiedzmy – szpieg. Stany Zjednoczone to kraj, który chyba dobrze rozumiem.

Owszem, Ameryka odgrywa ważną rolę w pana książkach, ale nie tylko tam toczy się ich akcja. Po lekturze odnoszę wrażenie, że pisze pan powieści dydaktyczne. Sprytnie wybrał pan popularny typ powieści – sensacyjną – po który sięga wielu ludzi. Prowadzi pan wątek sensacyjny, a zarazem wykład z historii najnowszej. Do tego odsłania pan mechanizmy rządzące światową polityką.

– Może da się tak to ująć, podoba mi się nawet określenie powieść dydaktyczna, ale pamiętajmy: żaden wywiad nie działa w próżni, wywiad zawsze wiąże się z polityką. Musi jej dotyczyć, bo przeznaczeniem wywiadu jest przede wszystkim uzyskiwanie informacji politycznych. Nawet informacje wojskowe mają znaczenie polityczne sensu stricto. Kiedy więc opisuję przygody moich bohaterów, nie mogę się oderwać od realiów politycznych, ponieważ oficerowie wywiadu są usługodawcami polityków, a nie odwrotnie. W związku z tym, jeśli pisze się o pewnych mechanizmach wywiadowczych, o pewnych okresach w historii świata – a dla wywiadu okres zimnej wojny był jednym z najciekawszych – nie sposób nie pisać o mechanizmach politycznych. Ponieważ wydaje mi się, że przynajmniej trochę orientuję się, jakie mechanizmy rządzą światem, uważałem za stosowne je przedstawić. Bo opis suchych przygód wywiadowczych nie ma specjalnego sensu. Bez polityki byłaby to ułomna opowieść.

A jakie mechanizmy rządzą światem?

– Przede wszystkim dążenie do władzy. Władza to zaspokojenie pewnych ambicji, ale i pieniądze. Polityk bez pieniędzy nie istnieje. Fundusze na politykę są zdobywane w różny sposób. W Stanach Zjednoczonych bodaj dwa czy trzy lata temu Sąd Najwyższy pozwolił komitetom wyborczym kandydatów na różne urzędy, w tym na urząd prezydenta kraju, przyjmować nieograniczone sumy od osób prywatnych, korporacji czy kogokolwiek. W związku z tym zrodziło się pytanie, kto rządzi polityką. Ponieważ gospodarką rynkową rządzi pieniądz, staram się odpowiedzieć, kto de facto o wszystkim decyduje. Politycy, z których większość nie jest zbyt bogata, czy ci, którzy są zasobni.

I sugeruje pan, że rządzą pieniądze. W „Bez sumienia” pisze pan o Lidze Rodów, która decyduje o polityce międzynarodowej. Wymyślił pan taką strukturę czy przeczuwa jej istnienie?

– Nazwę oczywiście wymyśliłem, ale przeczuwam, że taka struktura jest, bo sytuacja na świecie ma istotne znaczenie dla wielkiego biznesu. Ten może funkcjonować najwydajniej wtedy, gdy wokół panują cisza i spokój. Wojna to najgorsze rozwiązanie, bo prowadzi do ubóstwa.

Strony: 1 2 3 4

Wydanie: 9/2016

Kategorie: Wywiady

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy