Szynka babuni z chemiczną wkładką

Szynka babuni z chemiczną wkładką

Utajniono nazwę producenta wędlin ukaranego za wprowadzanie klientów w błąd

Jak pozyskać klienta? Dobrym hasłem reklamowym. W końcu nie od dziś wiadomo, że reklama jest dźwignią handlu. A ponieważ konsumenci chcą jeść zdrowo, najlepiej sprzedają się produkty wiejskie, oparte na tradycyjnych recepturach. Taka miała być szynka babuni, produkowana przez duże polskie zakłady mięsne. Okazuje się, że „babcia” dodała do mięsa białko sojowe, stabilizatory E 450, E 451, E 407, przeciwutleniacz E 316, barwnik E 162 i sporo wody. Taka sama mieszanka znalazła się w wędzonce wiejskiej, a szynka biała, czyli rozdrobniony filet z kurczaka, został wzbogacony gumą ksantanową.

Sprawa ciągnęła się pięć lat. W październiku 2015 r. inspektorzy Wojewódzkiej Inspekcji Jakości Handlowej Artykułów Rolno-Spożywczych przeprowadzili kontrolę jakości produktów mięsnych, m.in. szynki babuni, wędzonki wiejskiej i szynki białej. Okazało się, że o niektórych składnikach tych wyrobów producent nie wspomniał na etykiecie. Nie było tam również informacji o zawartości wody, a być powinna, gdy jej ilość przekracza 5% masy produktu. Ponadto w przypadku szynki babuni i wędzonki wiejskiej przewidziany przez producenta czas przydatności okazał się za długi o siedem dni. Nie napisano również, z jakiego zwierzęcia pochodziło mięso, nie podano, że w produktach znajdują się częste alergeny – arachidy i białko sojowe. IJHARS uznała, że producent mięsa oszukiwał konsumentów, nazwy sugerowały bowiem naturalne receptury i tradycyjny sposób przygotowania wyrobów, tymczasem w rzeczywistości były one nasycone chemią. Inspektorzy uznali też, że trudno nazwać szynką białą rozdrobniony filet z kurczaka. – Podczas kontroli przeprowadzanych u producentów żywności inspektorzy IJHARS bardzo często stwierdzają nadużywanie marketingowych, modnych ostatnio haseł typu: domowy, wiejski, swojski lub w 100% naturalny – mówi główny inspektor Andrzej Romaniuk. – Określenia te zupełnie nie korelują ze składem tych wyrobów. Zachęcam gorąco konsumentów do odwiedzania strony internetowej, www.ijhars.gov.pl, gdzie znajduje się wyszukiwarka umożliwiająca znalezienie informacji dotyczących zafałszowanych artykułów rolno-spożywczych według nazwy producenta, województwa, grupy technologicznej bądź podstawy prawnej. Dzięki temu, że podajemy do publicznej wiadomości nazwy nieuczciwych producentów, konsumenci mają możliwość wyboru pełnowartościowego produktu. Fałszerze żywności muszą się liczyć z utratą dobrego imienia firmy, zaufania klientów czy też ograniczeniem popytu na wytwarzane przez nich wyroby.

Za wprowadzenie do obrotu trzech partii sfałszowanych produktów, o łącznej wartości 1100 zł, Wielkopolska Inspekcja Jakości Handlowej Artykułów Rolno-Spożywczych nałożyła na firmę mięsną karę 10 tys. zł. Choć to kwota niezbyt wysoka, producent wniósł o jej anulowanie, jednak główny inspektor w 2016 r. odrzucił jego wniosek, powołując się na Ustawę z 21 grudnia 2000 r. o jakości handlowej artykułów rolno-spożywczych oraz rozporządzenie UE z 28 stycznia 2002 r., ustanawiające ogólne zasady prawa żywnościowego.

Producent felernych wyrobów nie dał za wygraną i skierował sprawę do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Warszawie, broniąc się, że swoje produkty dostarczał głównie do zakładów karnych, jednostek wojskowych i sanatoriów (!), a więc do zawężonego kręgu odbiorców. WSA orzekł, że to wciąż wprowadzenie produktu do obrotu i podtrzymał wyrok. Dopiero w grudniu 2020 r. sprawę zakończył prawomocny wyrok Naczelnego Sądu Administracyjnego, który orzekł winę producenta i potwierdził podstawę prawną do nałożenia na firmę kary. Co jednak najciekawsze, nazwy producenta nie podano.

Fot. Adobe Stock

Wydanie: 3/2021

Kategorie: Kraj