Tag "kaczyzm"
Weto Nawrockiego uderza w 2 mln Polaków
Państwo nie jest od wychowywania ludzi
Dr hab. Sebastian Gajewski – podsekretarz stanu w ministerstwie pracy, rodziny i polityki społecznej. doktor habilitowany nauk prawnych, profesor uczelni, radca prawny. Przygotował kilkadziesiąt projektów ustaw zgłaszanych w IX kadencji Sejmu RP przez klub parlamentarny Lewicy, m.in. ustawę wprowadzającą rentę wdowią, zmiany w zasiłku pogrzebowym czy projekt ułatwiający nabywanie emerytury minimalnej przez pracujących na śmieciówkach. Wchodzi w skład władz krajowych Nowej Lewicy.
Zaskoczyło pana weto prezydenta Nawrockiego do ustawy o statusie osoby najbliższej?
– Należało się tego weta spodziewać. Wskazywały na to wypowiedzi współpracowników prezydenta, a także postawa jego kancelarii w trakcie prac nad projektem ustawy. Reprezentujący prezydenta RP minister Paweł Szefernaker i minister Barbara Socha wzięli udział w posiedzeniu komisji na etapie sejmowym, ale nie przedstawili konkretnych propozycji, nie byli zainteresowani podjęciem realnego dialogu. W Senacie przedstawiciele prezydenta nawet się nie pojawili, a przecież to najlepsze miejsce do poprawiania ustaw. Więc tak, spodziewaliśmy się tego weta.
W kampanii wyborczej Karol Nawrocki zapowiadał, że ustawę podpisze.
– Owszem, w trakcie kampanii wyborczej deklarował, że jest zainteresowany przyjęciem ustawy o statusie osoby najbliższej. Ponadto w październiku 2025 r. byłem z dużą częścią rządu w Pałacu Prezydenckim, przy okazji posiedzenia Rady Dialogu Społecznego. Tam prezydent z własnej inicjatywy – bo dyskusja dotyczyła bezpieczeństwa energetycznego Polski, zatem spraw odległych od kwestii związanych ze statusem osoby najbliższej – zadeklarował, że jest zainteresowany podpisaniem, wsparciem takiej ustawy. Przyjmowałem tę deklarację jako dobrą monetę.
Jako zachętę do kompromisu?
– Powstał projekt ustawy o statusie osoby najbliższej, bardzo łagodny, uwzględniający różne wrażliwości. W naszej ocenie był to projekt dający to minimum, na które, jak sądziliśmy, zgodzą się i nasi przyjaciele z koalicji, z Polskiego Stronnictwa Ludowego, jak i może zgodzić się pan prezydent. Nie jest tajemnicą, że ten projekt był przedmiotem wspólnej pracy z jednej strony Lewicy, a z drugiej PSL.
PSL reprezentowała Urszula Pasławska. Mówiła, że chodziła do Kancelarii Prezydenta i tam wszystko ustalała.
– Urszula Pasławska była bardzo zaangażowana w pracę nad ustawą o statusie osoby najbliższej. Usiłowała przekonać Pałac Prezydencki, ażeby tę ustawę prezydent podpisał. To się nie udało.
Prawie 2 mln obywateli RP zostało z niczym.
– Realnie ok. 2 mln Polek i Polaków żyje w związkach nieformalnych,
r.walenciak@tygodnikprzeglad.pl
Małżeństwo à la Nawrocki
Gdy Kaczyński wyciągnął go z kapelusza i poprowadził do prezydentury, obiecał, że jego najważniejszym celem, a wręcz misją, będzie obalenie rządu Tuska. I tego zobowiązania Nawrocki konsekwentnie dotrzymuje. Ponad 40 wet prezydenta ma jeden cel. Paraliżowanie prac rządu i doprowadzenie do zmiany władzy w przyszłym roku. Jest oczywiste, że Nawrocki z destrukcją na tak wielką skalę mocno będzie wpływać na osłabienie skuteczności rządu. I tych planów władzy, które miały być realizacją obietnic wyborczych. Jak można szybko maszerować, gdy ktoś cały czas z premedytacją kopie doły na trasie? Knucie i blokowanie rządu to codzienny program Kancelarii Prezydenta. Za setki milionów złotych dostajemy popisy ludzi, których celem jest zbudowanie wokół Nawrockiego nowego obozu politycznego. Trzeba im to wybijać z głowy i sprowadzać ich na ziemię, póki jeszcze są słabi.
Nadszedł już czas,
Oszukał miliony Polaków. Obsesje Nawrockiego
Co gwarantowały ustawy o statusie osoby najbliższej?
• Nadanie oficjalnego, chronionego prawem statusu „osoby najbliższej w związku”, zrównującego prawa partnerów.
• Gwarancja dostępu do informacji o stanie zdrowia oraz dokumentacji medycznej partnera.
• Prawo do reprezentowania partnera przed sądami i organami administracji publicznej.
• Możliwość działania za partnera w sprawach tzw. zwykłego zarządu (np. na poczcie) w razie jego przemijającej niedyspozycji. Odebranie dziecka z placówki, gdy ty nie możesz tego zrobić, jest klasyczną sprawą zwykłego zarządu, do której partner zyskuje twarde, oficjalne upoważnienie.
• Prawo do odmowy składania zeznań przeciwko partnerowi w postępowaniach karnych, cywilnych i administracyjnych.
• Domyślna rozdzielność majątkowa, jednakże z pełnym prawem do ustanowienia wspólności majątkowej.
• Wspólne rozliczenie PIT: prawo do łącznego opodatkowania dochodów na takich samych zasadach jak małżeństwa (w przypadku wyboru wspólności majątkowej).
• Brak podatku od spadków i darowizn: Zaliczenie partnerów do zerowej grupy podatkowej, co zwalnia z podatku przy darowiznach i dziedziczeniu.
• Możliwość zagwarantowania w umowie wsparcia finansowego (alimentów) w razie niedostatku po ewentualnym rozstaniu.
• Renta rodzinna (wdowia): prawo do ubiegania się o rentę rodzinną po zmarłym partnerze z ZUS, KRUS i w służbach mundurowych.
• Zasiłek opiekuńczy: prawo do płatnego zwolnienia z pracy (L4) na opiekę nad chorym partnerem.
• Możliwość zgłoszenia partnera do własnego ubezpieczenia zdrowotnego jako członka rodziny.
• Prawo do organizacji pochówku i pobrania zasiłku pogrzebowego po zmarłym partnerze.
• Ochrona mieszkaniowa: prawo do korzystania z mieszkania należącego do partnera.
• Zabezpieczenie przed eksmisją: Możliwość wpisania do umowy konkretnego terminu na wyprowadzkę w razie rozpadu związku, chroniącego przed nagłą utratą dachu nad głową.
• Prawo do wstąpienia w stosunek najmu lokalu mieszkalnego po śmierci partnera.
• Możliwość dołączenia do umowy odrębnych, wzajemnych testamentów sporządzonych bezpośrednio u notariusza.
Burza w sieci
Bożena O.: Tym wetem pokazał swoje oblicze: pogarda, buta, brak szacunku dla 1,8 mln obywateli, którzy żyją w związkach nieformalnych. #SzkodliweWeto. (Facebook)
Małgorzata M.: Akurat dla dobra obywateli byłoby podpisanie tej ustawy, a nie jej zawetowanie, panie Prezydencie nie wszystkich Polaków. (Facebook)
Aventura E.: Ciekawe czy gdyby Pana córka była w związku partnerskim, to by Pan nie podpisał… Szok, żeby być tak mało empatycznym. (TikTok)
lukem0: Wyjątkowy status małżeństwa, mówi to facet który reprezentuje partię, w której zaraz będzie więcej rozwodów niż ślubów. (TikTok)
Black B.: Politycy prawej strony udają ślepych na to, że coraz więcej ludzi żyje razem bez zawierania małżeństwa i dotyczy to głównie par heteroseksualnych. I to się nie zmieni, przeciwnie, instytucja małżeństwa będzie coraz rzadziej wybierana z biegiem lat. Ale PiS i Konfa myślą, że zmuszą ludzi do zawierania małżeństw, mhmm. (TikTok)
Urszula G.: Sytuacje patologiczne to są, kiedy dwa nieroby mają czwórkę dzieci i chleją z zasiłku, ale to jest święta rodzina. A wy nazywacie patologią ludzi, którzy kochają inaczej. Wstydu nie macie, katolicy inaczej. (Facebook)
Piotr M.: Kolejna obietnica Nawrockiego po tańszym prądzie (tym niezależnym od wszystkiego), która dowodzi jego wyborczych kłamstw. Ma w tym doświadczenie. (Facebook)
Piotr Z.: Jeżeli Pan Prezydent jest częściowo za, ale jednak przeciw, to czy z Kancelarii Prezydenta wyjdzie propozycja ustawy regulującej obszary, które Pan Prezydent byłby skłonny poprzeć? (Facebook)
o. Łukasz Sośniak, jezuita: Szkoda, że prezydent zawetował tę ustawę. Nie było w niej nic, co by zagrażało rodzinie. Czy prawo do dziedziczenia, wgląd w dokumentację medyczną w szpitalu czy wspólny kredyt w jakikolwiek sposób ubliżają sakramentowi małżeństwa? To zwykła ochrona prawna osób, które de facto tworzą wspólnoty domowe i mają prawo do godnego pochówku partnera czy wspólnego lokalu. To minimum prawne, które ludziom po prostu się należy. Jako katolicy mamy obowiązek promować małżeństwo, dawać świadectwo o jego pięknie i wyjątkowości. Nie oznacza to jednak, że wolno nam utrudniać życie tym, którzy naszej wizji życia nie podzielają. Weto prezydenta nie uratowało małżeństwa, bo ono nie było zagrożone. Odebrało jedynie szansę na ucywilizowanie statusu setek tysięcy Polaków, nie dając nic w zamian poza poczuciem wykluczenia. (portal X, wyświetlenia: 367 tys.)
Wyobraź sobie sytuację, gdy osoba, z którą od kilkunastu lat dzielisz życie, opłacasz wspólnie rachunki i wychowujesz dzieci, nagle trafia w ciężkim stanie do szpitala. Biegniesz na oddział i od lekarza dowiadujesz się, że partner jest nieprzytomny, a ty – bez wcześniejszych formalnych upoważnień w karcie pacjenta – nie uzyskasz żadnej informacji o stanie jego zdrowia. Według państwa bez osobnych umów czy pełnomocnictw notarialnych wciąż jesteś „kimś obcym”. To poczucie niepewności czy braku automatycznej, systemowej ochrony miała zlikwidować ustawa o statusie osoby najbliższej.
Przed wyborami „obywatelski” kandydat Karol Nawrocki, popierany przez Prawo i Sprawiedliwość, przedstawiał wizję bezpiecznego, ludzkiego państwa i zapewniał, że jest zwolennikiem uregulowania statusu osób najbliższych. Rok po kampanii, już jako prezydent RP, wyrzucił do kosza ustawę, na którą czekało ok. 1,8 mln dorosłych ludzi żyjących w relacjach nieformalnych.
Rozczarowanie w polityce
Rzecznik praw PiS
Wystawienia Adama Borowskiego jako kandydata na rzecznika praw obywatelskich jest hucpą
„Pańska droga życiowa jest pięknym świadectwem odwagi, patriotyzmu, wierności wartościom oraz nieustannej służby drugiemu człowiekowi. Wieloletnia działalność społeczna i obywatelska stanowi wzór dla kolejnych pokoleń Polaków oraz dowód, że konsekwencja, uczciwość i troska o dobro wspólne mają fundamentalne znaczenie dla budowy silnego państwa. Jesteśmy przekonani, że doświadczenie, autorytet moralny oraz głębokie zrozumienie spraw obywatelskich czynią Pana najlepszym kandydatem do pełnienia tej zaszczytnej i odpowiedzialnej funkcji. Pańskie życie i dokonania są inspiracją dla wszystkich, którym bliskie są prawda, sprawiedliwość i służba Narodowi”, napisali w portalu X prawnicy ze Stowarzyszenia „Veritas et Ius. W Służbie Narodowi”, gratulując Adamowi Borowskiemu nominowania przez Jarosława Kaczyńskiego.
Takie poparcie nie jest przypadkowe. Veritas et Ius skupia propisowskich sędziów, prokuratorów i adwokatów, a działalność zainaugurowało w siedzibie warszawskiego klubu „Gazety Polskiej”, którego szefem jest Borowski. Na czele stowarzyszenia stoją owiani złą sławą neosędziowie Piotr Schab i Michał Lasota, zwani „rzeźnikami”, „katami” lub „egzekutorami” Zbigniewa Ziobry. Panowie ci za rządów PiS zrobili zawrotne kariery. Schab został głównym rzecznikiem dyscyplinarnym sędziów sądów powszechnych, a Lasota jego zastępcą. Zasłynęli z represjonowania sędziów za to, że ci stosowali się do wyroków Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej, Europejskiego Trybunału Praw Człowieka i Sądu Najwyższego, protestowali przeciwko upolitycznianiu sądownictwa i uczestniczyli w akcjach w obronie praworządności. Między innymi za represje wobec sędziów, ale też inne popełnione przestępstwa, Schaba i Lasotę ściga teraz prokuratura.
W każdym cywilizowanym kraju taka rekomendacja byłaby kompromitująca dla kandydata na urząd ombudsmana, ale Borowski nie ukrywa swoich propisowskich, zamordystycznych poglądów (dwukrotnie bez powodzenia startował z list PiS do Sejmu, był w komitecie poparcia Karola Nawrockiego). Zaciekle zwalcza obóz demokratyczny, który jest dla niego spuścizną zdradzieckiego układu okrągłostołowego, a oprócz tego zgniłe brukselskie elity, liberałów, ekologów i tęczowe lewactwo. Może to dziwić, bo w czasach PRL Borowski działał w opozycji, za co był represjonowany. W wolnej Polsce uznał chyba, że jedyna demokracja, jaka jest do przyjęcia, to ta firmowana przez PiS. Ale to niejedyny powód, dla którego nie nadaje się na RPO.
Wszyscy dotychczasowi rzecznicy byli prawnikami, często wybitnymi, i mieli ogromny szacunek dla prawa, do tego cechowała ich empatia. Wystarczy wspomnieć profesorów Ewę Łętowską, Tadeusza Zielińskiego, Adama Zielińskiego czy Andrzeja Zolla. Tymczasem Adam Borowski, absolwent technikum mechanicznego, nigdy nie zajmował się prawami człowieka. Nie ma bladego pojęcia o prawie. W sposób lekceważący podchodzi do porządku prawnego, jeśli nie jest mu z nim po drodze.
Partyzant wolnego słowa
Na kandydacie na urząd RPO ciąży wyrok za zniesławienie Romana Giertycha, o którym Borowski powiedział, że „współpracuje z przestępcami”. Chodzi o głośną sprawę Polnordu, w związku z którą Zbigniew Ziobro chciał wsadzić wpływowego mecenasa do aresztu, czemu przeciwne były kolejne sądy. Oczywiście na swoje twierdzenia Borowski nie miał żadnych dowodów. Sąd warunkowo umorzył postępowanie przeciw niemu, ale nakazał mu publikację przeprosin w mediach społecznościowych. Borowski przeprosin nie opublikował, bo uznał, że byłoby to poniżej jego godności. W związku z tym został skazany na pół roku więzienia w zawieszeniu na rok, ale nadal uparcie nie wykonał wyroku. Gdy realne stało się, że Borowski trafi do więzienia, propisowskie media rozpętały histerię, że brutalny reżim Tuska eliminuje przeciwników politycznych, wsadzając ich za kraty.
Jesienią 2021 r. Borowski przeprowadził w Warszawie „patriotyczną” akcję poprawiania tablic w miejscach walk i martyrologii z czasów II wojny światowej. Płaskorzeźby wykute w piaskowcu według projektu Karola Tchorka zawierają motyw krzyża maltańskiego z tarczą, na której umieszczono słowa: „Miejsce uświęcone krwią Polaków poległych za wolność ojczyzny”. Na dole każdej z tablic znajduje się też krótka informacja o mordach dokonanych przez hitlerowców. Jednak Borowski uznał, że tablice kłamią, i słowo „hitlerowcy” zakleił paskiem z napisem „Niemcy”, bo zgodnie z propagandą PiS nasz zachodni sąsiad jest wrogiem Polski i ideowym spadkobiercą III Rzeszy. „Ten napis »hitlerowcy« powstał za czasów komunizmu. (…) A to nie hitlerowcy podpisali pakt Ribbentrop-Mołotow,
Otruty snusami
Zaczęło się lato i w mediach sezon ogórkowy. Tak było, ale odkąd do Belwederu trafił Nawrocki, zamiast ogórków mamy snusy. Nie wiem, czy producenci tej nikotynowej używki jakoś nagradzają człowieka, który jest dla nich chodzącym słupem reklamowym. Naśladowców i konsumentów tego badziewia z pewnością przybyło. Zwłaszcza wśród młodzieży. Bo skoro tak robi wybraniec narodu, to oni też mogą. Choć nie powinni, bo sięgając po nikotynę w jakiejkolwiek postaci, robią głupio i szkodzą nie tylko sobie.
Jak paskudny jest to nałóg i co może robić z człowiekiem, widzimy u Nawrockiego. Prawie codziennie jako „my, naród” dokłada kolejnymi wetami swoją cegłę do paraliżowania państwa. Jest przeciw rządowi prawie we wszystkim. Ktoś mu powiedział, wiadomo nawet kto, że na tym polega praca prezydenta u Kaczyńskiego. Interesy PiS są w jego kancelarii skutecznie realizowane. Pozwalają Nawrockiemu na małe odstępstwa od tej wiernej służby w sprawach bez większego znaczenia. Na razie, póki prezes trwa. Co może się zmienić,
Rozszarpywanie krzyża
Robert Bąkiewicz i jego szturmowy oddział pojechali do Berlina dźwigać duży, drewniany krzyż. Zamierzali go postawić na pohybel szwabom obok miejsca upamiętniającego męczeństwo Polski. Bąkiewicz nam dojrzewa i rośnie w oczach. Uderza w tym człowieku niezwykła harmonia, jego uroda i duchowość tworzą godną podziwu jedność. To dziecko PiS, ich wychowanek i ulubieniec. Czasami tylko z lekka od niego się dystansują, porządny chłopak, ale bywa, że przesadza. Generalnie to jednak nasz człowiek. Tak, to jest wasza prawdziwa twarz, niekiedy ukrywana pod maską. Prezesowi zresztą coraz częściej ta maska spada, stał się nerwowy, też dlatego, że traci kontrolę nad partią.
Niemiecka policja zarekwirowała niesiony krzyż, była wielka szarpanina, wyrywano go sobie, szarpano jak kawał sukna, w końcu skuto kajdankami naszych wysłanników Chrystusa. Skuwani wołali: „Gestapo, gestapo!”. Niemcy nas biją! Wzruszyłem się. A prezes woła w związku z tym wielkim głosem: „Jedynego, czego możemy się spodziewać ze strony Niemiec, które ani nie przepracowały swojej nazistowskiej i imperialistycznej przeszłości, ani swojego stosunku do Polaków, to noża w plecy”.
Polska jest w strasznej sytuacji, zupełnie jak w 1939 r. Niemcy nam nóż w plecy, a Ukraińcy nóż w brzuch. A tak naprawdę to groźni jesteśmy sami dla siebie, co ma długą tradycję. I aktualne jest, co pisał Jan Pasek w „Pamiętnikach” z roku Pańskiego 1664. Uprzykrzyła się nam wojna z nieprzyjacielem, zachciało się nam spróbować samym ze sobą.
Afera szpitalna i jazgot prawicy,
Nieuchwytny Michał Kuczmierowski
Były szef Rządowej Agencji Rezerw Strategicznych skutecznie unika wymiaru sprawiedliwości
Taka postawa nie pasuje do absolwenta filozofii Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego i instruktora Związku Harcerstwa Rzeczpospolitej, prawicowej organizacji odwołującej się do wartości chrześcijańskich, który po katastrofie smoleńskiej postawił słynny krzyż pod Pałacem Prezydenckim. Ale, jak stwierdził angielski filozof i polityk John Dalberg-Acton, „władza demoralizuje, a władza absolutna demoralizuje absolutnie”. Dzięki politycznym koneksjom Kuczmierowski stał się człowiekiem majętnym i o potężnych wpływach w rządzie PiS, a ostentacyjne okazywanie religijności i odwoływanie się do patriotyzmu były tylko zasłoną dymną.
Przestępczy proceder
Prokuratura chce postawić Kuczmierowskiemu zarzuty udziału w zorganizowanej grupie przestępczej oraz przekroczenia uprawnień i niedopełnienia obowiązków w celu osiągnięcia korzyści majątkowej. Chodzi o kilkaset milionów złotych (według Jacka Harłukowicza, dziennikarza Onetu, który ujawnił aferę, mogło to być nawet 700 mln) wyprowadzonych z Rządowej Agencji Rezerw Strategicznych do zaprzyjaźnionych biznesmenów, którzy zbili gigantyczne fortuny na państwowym majątku. Tylko do Pawła S., producenta patriotycznej odzieży Red is Bad, trafiło co najmniej 300 mln zł, a Dominik B., który w 2019 r. odpowiadał za kampanię wyborczą Mateusza Morawieckiego, wzbogacił się o 150 mln zł. Przekręt polegał na tym, że w wyniku nieformalnych decyzji Kuczmierowskiego (ale pewnie też premiera Morawieckiego) dostawali oni zlecenia na zakup m.in. agregatów prądotwórczych i środków ochrony osobistej, na które narzucali gigantyczne marże. Jakby tego było mało, okazało się, że zakupiony towar był wadliwy. I np. niesprawne agregaty, które miały trafić na Ukrainę, politycy PiS rozdawali strażakom w czasie kampanii wyborczej.
Szokujące jest to, że o złodziejstwie Centralne Biuro Antykorupcyjne wiedziało jeszcze za rządów PiS, kiedy to ferajnę objęto inwigilacją, ale śledztwo wszczęto dopiero 1 grudnia 2023 r., czyli na chwilę przed zaprzysiężeniem gabinetu Donalda Tuska.
W aferze RARS zarzuty usłyszało kilkanaście osób, w tym Anna W., zaufana Mateusza Morawieckiego i szefowa jego biura w KPRM. Prokuratura zarzuciła jej udział w zorganizowanej grupie przestępczej oraz przyjęcie 3,5 mln zł łapówki. Wiele wskazuje, że zarzuty usłyszy również Morawiecki, który był patronem przestępczego układu. Justyna G., szefowa działu zakupów w RARS (także z zarzutami), zeznała, że nad Kuczmierowskim „na pewno był ktoś, kto polecał mu określone działania i nadawał mu główne kierunki postępowania”. A tą osobą mógł być tylko ówczesny premier. To Morawiecki bezpośrednio nadzorował RARS i to on ulokował Kuczmierowskiego na stołku prezesa agencji.
Warto mieć na uwadze, że nie kto inny jak właśnie Morawiecki stał za karierą ambitnego harcerza. Gdy był jeszcze prezesem BZ WBK, ściągnął go do banku i zrobił z niego menedżera (choć młodzieniec nie miał żadnych kompetencji ani doświadczenia w bankowości). Po przejęciu władzy przez PiS awansował zaś na szefa marketingu w państwowym banku PKO BP, a potem skierował do zarządu Polskiej Grupy Zbrojeniowej. Kuczmierowski był tak bezczelny, że marzył mu się nawet fotel prezesa PGZ! W mejlu do Morawieckiego pisał: „Jeśli uznasz, że warto jednak w tym temacie powalczyć o moją kandydaturę, mogę zorganizować sobie, oprócz zapewne Twojego (najważniejszego), wsparcie ze strony o. Tadeusza oraz Pani A. Bieleckiej”.
Ojciec Tadeusz to oczywiście Rydzyk, a Anna Bielecka to architektka, pierwsza żona Czesława Bieleckiego, byłego posła AWS i kandydata PiS na prezydenta Warszawy w 2010 r. Dama ta uchodziła za nieformalną doradczynię Jarosława Kaczyńskiego. W jej mieszkaniu przy ul. Wilczej 23 w Warszawie,
Czy PiS i Konfederacje wyprowadzą nas z Unii
Czy grozi nam polexit? Oczywiście. Jak najbardziej. Chmury się zbierają. Rośnie liczba Polaków niechętnych naszej obecności w Unii. Coraz głośniejsi są politycy i publicyści, którzy atakują i obrzydzają nam Brukselę. Okręt płynie więc przez wzburzony ocean. I nikt nie wie, jak ta podróż się skończy.
W lutym publikowaliśmy apel o ustawę, która utrudniłaby wyjście Polski z Unii. Bo dziś jest to banalnie proste – wystarczy zwykła ustawa sejmowa i podpis prezydenta. Wszystko w jeden dzień. Wtedy też cytowaliśmy wyniki sondażu pracowni OGP, która zadała pytanie: „Gdyby w najbliższą niedzielę odbyło się referendum w sprawie wyjścia Polski z Unii Europejskiej, jak by Pan/i zagłosował/a?”.
I cóż, za polexitem opowiedziało się 24,5% ankietowanych. To gigantyczny wzrost, bo jeszcze w lutym 2019 r. za wyjściem z Unii było 6,7% Polaków. Podobne wyniki przyniósł majowy sondaż United Surveys by IBRiS dla Wirtualnej Polski. Mamy więc kolosalną zmianę. I nasuwa się pytanie, co takiego się stało, że Polska tak się zmieniła? I czy to trwała tendencja?
Wiele tłumaczą kolejne dane. Otóż wśród wyborców rządzącej koalicji odsetek zwolenników polexitu jest praktycznie zerowy. Natomiast jeśli chodzi o wyborców PiS, w styczniu 2026 r. tylko 46,4% chciało pozostania w Unii, natomiast 43,6% było za wyjściem. Wyborcy Konfederacji są jeszcze bardziej antyeuropejscy – 42,6% jest za Unią, 47,3% wybiera polexit.
I pytanie zasadnicze: co było pierwsze? Czy wyborcy prawicy są antyeuropejscy dlatego, że są zwolennikami partii prawicowych, czy przeciwnie – dlatego są zwolennikami PiS lub Konfederacji, że są antyeuropejscy?
Bardziej logiczna wydaje się odpowiedź numer 1. Że politycy PiS i obu Konfederacji, szukając politycznego paliwa, rozniecają nastroje antyunijne. Te działania przyniosły efekt, więc później, ponieważ walczą o tego samego wyborcę, zaczęli się licytować, kto bardziej dowali Unii. I poszło. Ich wyborcy ruszyli za tymi hasłami. Często bezrefleksyjnie. Na zasadzie, że hasła „naszych” z definicji muszą być słuszne. W ten sposób rolnicy,
r.walenciak@tygodnikprzeglad.pl
Wracamy do sporu o historię
Wydawało się, że w relacjach polsko-ukraińskich nastąpił zasadniczy przełom. Reakcją na napaść Rosji na Ukrainę i bohaterski opór stawiany przez Ukraińców pod przywództwem prezydenta Zełenskiego była zarówno spontaniczna pomoc, jakiej polskie społeczeństwo udzieliło ukraińskim uchodźcom, jak i pomoc humanitarna udzielana walczącej Ukrainie. Zdawało się to tworzyć zręby nowych relacji między naszymi zwaśnionymi narodami. Pomoc państwa polskiego w przekazywaniu broni i wszelkiego sprzętu wojskowego budowała dobre relacje na szczeblu międzypaństwowym. Przywódcy naszego kraju demonstrowali wręcz nie tylko dobre stosunki z Ukrainą, ale nawet serdeczne, przyjacielskie, osobiste stosunki z prezydentem Zełenskim. W Polsce dominowało przekonanie, że Ukraińcy odpierający rosyjską agresję bronią także nas przed odbudową rosyjskiej dominacji w tej części Europy. Świadomość, że tym razem oni walczą „za swoją wolność i naszą”, wydawała się w Polsce powszechna. Wydawała się tylko. Niestety.
Narastające w Polsce nastroje antyukraińskie, zrazu demonstrowane sporadycznie w różnych, początkowo marginalnych środowiskach, zostały wywleczone do głównego nurtu dyskursu politycznego. Nienawistne wypowiedzi Brauna, głupkowate Mentzena sączyły jad nienawiści plemiennej skierowanej i przeciw uchodźcom z krajów muzułmańskich, których jest relatywnie niewielu, ale łatwo ich wypatrzeć po kolorze skóry, i przeciw Ukraińcom, których jest już w Polsce niemal 2 mln. Niechęci do ukraińskich uchodźców towarzyszyło szczucie na ukraińskie państwo.
Znów, po ponad 80 latach, aktualna stała się sprawa rozliczeń za ludobójstwo ukraińskie na Wołyniu i w Galicji Wschodniej, a problem ekshumacji szczątków ofiar tych zbrodni stał się nagle niezwykle palący. Każdemu należy się godny pochówek, tym bardziej należy się on ofiarom zbrodni ludobójstwa. Podejrzewam,
Wszystkie chwyty Ziobry
Jak były minister i prokurator generalny pogrywa z wymiarem sprawiedliwości
Jeszcze kilka miesięcy temu był umierający. Łamiącym się głosem mówił, że zdiagnozowany u niego nowotwór przełyku z przerzutami daje mu mniej niż 10% szans na przeżycie. Zaatakowany chorobą organizm został dodatkowo osłabiony serią chemioterapii, immunoterapii i radioterapii, a następnie wielogodzinną operacją usunięcia przełyku i części żołądka. Jakby tego było mało, pacjent musiał regularnie przechodzić zabiegi poszerzania przewodu pokarmowego, aby móc oddychać i przyjmować pokarm. Koledzy partyjni prosili Polaków o modlitwę za zdrowie pierwszego szeryfa III RP. A pisowscy intelektualiści pod wodzą Bronisława Wildsteina wystosowali do posłów apel o niewyrażanie zgody na tymczasowe aresztowanie, które mogłoby „skutkować nieodwracalnym pogorszeniem stanu zdrowia Zbigniewa Ziobry lub nawet jego śmiercią”.
Minęło ledwie pół roku, a były minister sprawiedliwości cudownie ozdrowiał. Chrypka zniknęła, po problemach z mówieniem nie ma już śladu. Ziobro jest w tak znakomitej formie, że zatrudnił się jako amerykański korespondent TV Republika i zamieszcza filmiki z komentarzami w mediach społecznościowych. Śmieje się z „nieudaczników” Donalda Tuska i Waldemara Żurka, którzy pozwolili mu na ucieczkę do USA. Odgraża się „prześladowcom”, że wkrótce nastanie prawo i sprawiedliwość, a oni trafią na długie lata do więzienia.
Przy czym nic nie robi sobie z zarzutów, które chce mu postawić prokuratura. Przypomnijmy: według śledczych były minister, działając w zorganizowanej grupie przestępczej, miał się dopuścić 26 przestępstw związanych z rozkradaniem Funduszu Sprawiedliwości, za co grozi mu nawet 25 lat odsiadki. Miliony złotych zamiast na wspomożenie ofiar przestępstw zostały przeznaczone na zakup cyberbroni Pegasus do zwalczania przeciwników politycznych oraz na kampanie wyborcze polityków Solidarnej/Suwerennej Polski, trafiły do zaprzyjaźnionych mediów lub wprost do kieszeni działaczy partyjnych i związanych z nimi osób.
Jednak Ziobro jest mocny tylko w gębie. Gdy Sejm w listopadzie 2025 r. uchylił mu immunitet, dając zielone światło do zatrzymania i aresztowania, a prokuratura skierowała do sądu stosowny wniosek, nasz szeryf był już na Węgrzech, gdzie załatwił sobie azyl polityczny. Jednocześnie rozpoczęły się korowody prawne.
Sąd się nie śpieszy
Wniosek o aresztowanie prokuratura skierowała do Sądu Rejonowego dla Warszawy-Mokotowa 13 listopada 2025 r. Ale posiedzenie aresztowe wyznaczono dopiero na 22 grudnia. Tłumaczono to obszernością materiału dowodowego, z którym musi się zapoznać sędzia. Była to osobliwa argumentacja. Sądy rzadko zapoznają się z całością materiału zebranego przez prokuraturę, a jeśli już, robią to niezwłocznie, zazwyczaj w ciągu kilkunastu godzin, nie odwlekając procedury. Tyle że do rozpoznawania sprawy Ziobry wylosowana została Agnieszka Prokopowicz, członkini Stowarzyszenia Iustitia,








