Tag "psy"
Trening posłuszeństwa z głową – jak wykorzystać przysmaki dla psa do nauki nowych sztuczek?
Artykuł sponsorowany Wspólna praca z czworonogiem to doskonały sposób na budowanie trwałej więzi oraz rozwijanie jego naturalnych zdolności. Odpowiednio zaplanowane sesje sprawiają, że pupil uczy się chętnie i szybko przyswaja komendy. Podczas codziennych ćwiczeń warto wykorzystać
Urodzeni ratownicy
Portugalskie psy dowodne
Portugalski pies dowodny to duma Portugalek i Portugalczyków. Nie wynika to jedynie z faktu, że sam Barack Obama publicznie prezentował swoje dwa pupile tej rasy. Okazuje się, że historia tej rasy jest arcyciekawa! W latach 70. te zwierzęta niemal wyginęły, a jedną z przyczyn było zmniejszone zapotrzebowanie na ich pracę. Tak, pracę. Otóż były one wiernymi towarzyszami rybaków. Jak sama nazwa wskazuje, to psy, które (przynajmniej teoretycznie) kochają wodę. Przez wiele lat były członkami załogi łodzi rybackich, aktywnie pomagającymi w połowach. Ale nie tylko! Wedle przekazów historycznych w XVI w. psy tej rasy towarzyszyły portugalskim żeglarzom oraz jednostkom marynarki wojennej. Ich pomoc polegała na wciąganiu sieci, przenoszeniu wiadomości między statkami i łodziami czy nawet na ląd, ale także na ostrzeganiu przed rekinami, które podobno potrafią wyczuć. Ze względu na te umiejętności psy dowodne zabierano także na polowania, co wywindowało je do statusu ulubionego psa arystokracji.
Pod koniec XIX w. król Karol I miał dwa portugale (tak potocznie mówi się na nie w Polsce), nazwane na cześć rzek Tejo i Sado, które towarzyszyły rodzinie królewskiej podczas wakacji na jachcie. Sam król uwieczniony został z psami na wielu fotografiach, które zachowały się do dziś. Także na żaglowcu szkolnym marynarki wojennej „Creoula” zamieszkały psy, które funkcjonowały jako ambasadorowie marynarzy po przybyciu do portu.
Ważną postacią jest tu Vasco Bensaúde, przedsiębiorca z Azorów,
Fragmenty książki Anny Bittner Portugalia. W objęciach oceanu, Wydawnictwo Poznańskie, Poznań 2026
Ile smaczków dziennie może zjeść pies, żeby nie przytyć?
Artykuł sponsorowany Trening, budowanie więzi czy po prostu chęć sprawienia przyjemności swojemu czworonożnemu przyjacielowi – istnieje wiele powodów, dla których sięgamy po smaczki. To doskonałe narzędzie motywacyjne i świetny sposób na urozmaicenie dnia. Jednak jako odpowiedzialni opiekunowie
Śmierć psa jest polityczna
Niemal nigdy nie przywołuję swoich okazjonalnych wpisów czy komentarzy w mediach społecznościowych, żyją innym życiem, jeśli to w ogóle jest życie. Ale tym razem było inaczej, moja krótka notka niosła się jak wezbrany wiosną górski potok. W krótkim czasie prawie 1 tys. reakcji, mnóstwo komentarzy. Nie jestem w stanie przypomnieć sobie podobnej dynamiki, kiedy poruszę temat „ważny”.
Ten felieton będzie zatem bardzo osobisty, musi taki być, dlaczego miałby udawać coś innego? W ubiegłym tygodniu wrzuciłem wraz z kilkoma fotkami krótki wpis: „Zaginiona Lomi, ukochana charcica mojej córki R. i wnuczek I. i W., została właśnie znaleziona – martwa, 200 m od domu. Została zabita przez mistrza kierownicy, który musiał potwornie pędzić, tak że psa wraz z płotem wyrzucił 6 m od pobocza. I ja Lomi kochałem, mieszkała ze mną prawie cały grudzień. Była mądra, opiekuńcza, szybka i piękna. We wcześniejszym życiu przeszła inne ludzkie piekło, wykorzystywano ją do kłusowania, kiedy złamała nogę, została cudem odratowana i uzdrowiona. Wielki żal i smutek. Płaczemy”.
Historia, jakich na polskich drogach tysiące. Obok tych, które ostatnio obiegły Polskę, choćby za przyczyną celebryckiego zainteresowania Dody, a które ujawniają potworność procederu przetrzymywania i zarabiania kroci na bezdomnych, sponiewieranych psach. Z jakim oporem pojawiają się w polskim prawie przepisy rozszerzające reguły dobrego traktowania zwierząt. O myśliwych w tym tekście zmilczę. Ustawa łańcuchowa, zakazująca przetrzymywania psów na łańcuchach lub ograniczająca tę możliwość, przeszła przez Sejm, ale została zawetowana przez prezydenta, który nie bez racji zauważył w uzasadnieniu, że „choć intencja wzmocnienia ochrony zwierząt jest słuszna i szlachetna, to – jego zdaniem – przepisy były źle przygotowane, a proponowane w ustawie normy dotyczące kojców całkowicie nierealne do spełnienia”.
Kojec, czyli klatka, potrafi być jeszcze bardziej opresyjną formą nękania zwierząt. Jak często w podobnych kwestiach, zderzają się ze sobą argumenty marne i warte odnotowania, emocjonalne i dziwaczne. Oddzielanie domowego zwierzęcia od świata, od kontaktu z innymi zwierzętami, z ludźmi, musi nieść zarówno cierpienie, jak i – w konsekwencji – trudności adaptacyjne. Żyjemy wciąż w okrutnym biblijnym paradygmacie bezdyskusyjnej ludzkiej dominacji, gdzie zwierzęta, w tym te jakże bliskie nam „pieski”,
Jak wybrać dobrą hodowlę psa? Prosty poradnik dla przyszłych opiekunów
Artykuł sponsorowany Decyzja o zakupie psa to coś więcej niż wybór uroczego szczeniaka ze zdjęcia. To wybór towarzysza na wiele lat. Dlatego tak ważne jest, aby dobrze przygotować się do zakupu i wybrać odpowiednią hodowlę. Dobra hodowla to większa
Psy zamarzają na łańcuchach
Prezydent skazał na niedolę tysiące psów
Jesteśmy w malowniczej wsi pod Białą Podlaską. Wszędzie śnieżny puch. Aż się prosi, żeby wyciągnąć starego Canona i złapać to na kliszę. Na zewnątrz jest minus 20 stopni. Trzy wychudzone psy mieszkają na podwórku w jednej klatce. Nie ma tu nawet kawałka dachu, ziemia pod łapami to rozkopane i zamarznięte błoto. Jeden z psów leży na ziemi i się nie rusza. Śpi? Można się łudzić, ale to zwłoki. Nie śmierdzą, bo konserwuje je mróz. Sąsiadka zauważyła je dzień wcześniej i zaalarmowała o sytuacji w internecie. Wstawiła zdjęcia. Nie było sensu wzywać służb. I tak nic by nie zrobiły. Zamarznięty pies leży, jak leżał, od wielu godzin, chociaż dom właściciela jest kilka kroków dalej. Niby są tu jakieś budy, tylko nie ma w nich nawet kawałka słomy, żeby psiaki mogły się ogrzać. Nogi martwego zwierzęcia są w wielu miejscach nadgryzione. Czyżby towarzysze niedoli byli w aż tak wielkiej desperacji? W końcu w starych garnkach obok budy jest jedynie zamarznięta woda.
Cierpienie przegrywa z polityką
Od trzech tygodni w Polsce panują siarczyste mrozy. Centrum Modelowania Meteorologicznego IMGW co dzień ostrzega przed kolejnymi dużymi uderzeniami zimna. Zaleca się nie wychodzić częściej niż to konieczne. A zima jeszcze długo nie odpuści. 21 stycznia meteorolodzy ostrzegali przed mroźnymi nocami. Średnia temperatura w nocy dla niektórych regionów wynosiła nawet minus 18 st. C. Psy podwórkowe w taką pogodę zamarzają. Od ich właścicieli niewiele się bowiem wymaga. W skrócie – ma być buda i miska z wodą. W lokalnych mediach pojawiają się tymczasem kolejne komunikaty o psach, które zamarzły na łańcuchach.
„W gospodarstwie trzy psy były trzymane stale na łańcuchach – bez bud, bez słomy, bez wody i bez jedzenia poza resztkami ze stołu. (…) Żadnego schronienia, tylko przeciągi i mróz. Najgorzej miał pies przypięty przy pomieszczeniu, w którym brakowało części dachu i ściany. Mróz wchodził tam bez żadnej bariery, a konstrukcja mogła w każdej chwili runąć. Do tego temperatury spadające w nocy do minus 15 stopni… Te psy walczyły o życie każdej nocy. (…). Takie warunki to znęcanie”, piszą w mediach społecznościowych aktywiści z Pogotowia dla Zwierząt.
– Pies w takich warunkach doświadcza jednocześnie cierpienia fizycznego i psychicznego. Fizycznie odczuwa przenikliwe zimno i ból, który z czasem staje się coraz silniejszy. Łańcuch utrudnia mu ruch i tym samym zwierzę nie ma możliwości rozgrzania się. Co więcej, często w niskich temperaturach łańcuch wrzyna się w ciało psa i tu chyba nie muszę podkreślać z jak wielkim cierpieniem się to wiąże. Psychicznie to poczucie bezradności i strachu. Łańcuch odbiera możliwość ucieczki i schronienia się w innym miejscu. Pies czuje narastającą panikę, która z czasem przechodzi w apatię. W takich warunkach pies często przestaje walczyć, rezygnuje, nie szczeka, nie reaguje i czeka na śmierć – wyjaśnia Monika Majchrzyk-Pyzińska z Fundacji Serce w Futrze.
Wiele miała zmienić tzw. ustawa łańcuchowa. Zakaz trzymania psów na łańcuchach uratowałby wiele burków przed śmiercią na mrozie. Jednak prezydent Karol Nawrocki ustawę zawetował. Dokument miał regulować też wiele kwestii związanych z losem zwierząt domowych. W ustawie jest mowa o większym nadzorze nad działalnością schronisk, jak i o zwiększeniu kar za znęcanie się nad zwierzętami.
Nad dokumentem pracował zespół ponad politycznymi podziałami i w
k.wawrzyniak@tygodnikprzeglad.pl
Co by tu jeszcze popsuć?
Wielka polityka i globalne problemy świata czy tysiące zamarzniętych psów w Polsce? Psów na łańcuchach. Ofiar weta prezydenta Nawrockiego. Mija miesiąc tęgich mrozów. W nocy temperatura spada do minus 15 st. C, a często i niżej. Ludziom jest zimno, a co dopiero mówić o psach przywiązanych krótkimi łańcuchami do nędznych bud. Obraz tego okrucieństwa wyrządzanego zwierzętom to niewyobrażalna groza. Wolontariusze, którzy próbują pomagać psom, słyszą w czasie interwencji, żeby sp… bo Nawrocki pozwolił na łańcuchy. Taki jest efekt cynicznych zagrywek otoczenia prezydenta. Za to, co zrobili, kara musi być równie dotkliwa jak to, co zrobili psom.
Zwykle nie piszę o redakcyjnej kuchni i dyskusjach o tym, jak dochodzimy do wyboru tematu, który jest później na okładce. Tym razem w zespole był wyraźny podział. Prawie wszystkie panie uważały, że trzeba sobie dać spokój z polityką, gdy giną psy, a zima może jeszcze zwiększyć tragiczne żniwo. Część męska nie negowała celowości bicia na alarm, ale uważała, że wystarczy, jeśli damy tekst na ten temat w środku tygodnika. Efekt tych dyskusji widzicie.
A teraz o Trumpie. Tak to już jest na tym ziemskim padole, że zawsze ktoś puka spod dna. Historia naszego gatunku pełna jest rozmaitych dziwolągów, które dorwały się do władzy i rujnowały wszystko, co tylko mogły. Od roku rola ta – przyznać trzeba, że dość niespodziewanie – jest już obsadzona. Przez prezydenta USA. Donald Trump do zasad, na których opiera się ład po II wojnie światowej, wprowadził nowe reguły. A właściwie kompletny brak reguł. To tak, jakby drużynę piłkarską zawieźć na basen i kazać skakać z trampoliny. Sensu nie ma w tym żadnego. Ale jest show.
Czy to, co robi Trump, zaskakuje? Jego życiorys jest znany. To zawodowy oszust i kombinator. Swój majątek zbudował na przekrętach i bankructwach wielu kontrahentów, którym nie zapłacił za pracę. Na tej długiej liście jest też wielu Polaków wykiwanych przy budowie Trump Tower. Nie zapłacił i – dzięki prawnikom – wyszedł z opresji. Może prezydent Nawrocki upomni się o pieniądze swoich rodaków? To wtedy Trump nabrał przekonania, że cwaniactwo i bezczelność mogą być trampoliną do jeszcze większych pieniędzy. I że jak ktoś jest słabszy, to można go traktować z buta. A gdy ta rachuba zawodzi, zawsze można się wycofać. Właśnie to teraz robi jako prezydent USA. Tego się nauczył jako szemrany deweloper i to przeniósł do polityki. Na szczęście ta wąska specjalność, tego w gruncie rzeczy analfabety, przestaje mu dawać profity. Koniec z polityką obłaskawiania i nieustannych ustępstw. Niestety, nie wiemy, jak to się skończy.
Smycz zamiast wózka
Coraz więcej młodych woli wychowywać zwierzęta niż dzieci
To nie kaprys, lecz przejaw bezsilności wobec rzeczywistości, w której rodzicielstwo staje się luksusem. Potrzeba opieki pozostała, zmienił się jedynie jej adresat.
W słoneczny weekend wybieram się na spacer na warszawskie Pole Mokotowskie i obserwuję pary przytulające się na ławkach oraz grupy znajomych piknikujące na trawie. W tym sielskim obrazku w oczy rzuca się jeden szczegół. Prawie nigdzie nie widać dzieci, a niemal przy każdej grupce siedzi przynajmniej jeden pies. To nowa moda czy symbol głębokiej zmiany społecznej?
Kaganiec ekonomiczny
Dla niektórych podstawowy problem to pieniądze, a raczej ich brak. – Jeszcze trzy lata temu myśleliśmy z partnerem o powiększeniu rodziny, ale rzeczywistość mocno zweryfikowała te plany – mówi mi 32-letnia Ania, specjalistka od marketingu z Warszawy. – Mieliśmy odłożone kilkadziesiąt tysięcy złotych, które dziś są już warte o wiele mniej. A wychowanie dziecka kosztuje coraz więcej. Pieluchy, ubranka, żłobki, zajęcia dodatkowe… ceny tego wszystkiego poszybowały w kosmos.
Ania, która z partnerem Tomkiem zdecydowała się na adopcję Kluska, kundelka ze schroniska, przyznaje, że jego utrzymanie też sporo ich kosztuje, ale jest to kompletnie inna skala inwestycji. – Jesteśmy szczęśliwi, że możemy dzielić życie z Kluskiem, choć naszym marzeniem wciąż jest dziecko – dodaje Tomek. – Najpierw musimy mieć gdzie mieszkać, a nasza zdolność kredytowa pozwala jedynie na zakup kawalerki z ratami rozłożonymi na 30 lat.
Inwestycja w dzieci w dzisiejszej Polsce stała się dla wielu barierą nie do pokonania. Inflacja zmienia priorytety młodych ludzi, którzy niejednokrotnie rezygnują z planów rodzicielstwa na rzecz mniej kosztownego zajmowania się zwierzęciem.
– We wszystkich rozwiniętych gospodarkach już od dłuższego czasu rodzicielstwo staje się dobrem luksusowym – tłumaczy ekonomista Jan Oleszczuk-Zygmuntowski z Polskiej Sieci Ekonomii. Jako powód podaje fundamentalną zmianę roli najmłodszych w systemie ekonomicznym. – Okazało się, że dziecko nie tylko nie wspiera pracy, ale staje się wręcz znacznym kosztem, wymagającym inwestycji. Trzeba je posłać do szkoły, zapewnić start w dorosłość, a także inwestować w jego kompetencje i rozwój.
Potrzeba opieki
Wybór zwierzęcia domowego jest często jedną z niewielu dostępnych form realizacji potrzeby opieki, która nie zrujnuje domowego budżetu ani nie sprawi, że trzeba rezygnować z dotychczasowych kosztownych przyjemności, takich jak chociażby podróże. Według Jana Oleszczuka-Zygmuntowskiego skala problemu jest alarmująca. Efekt spadku dzietności może być z powodów makroekonomicznych tak duży, że społeczeństwo zmierzać będzie ku „kolektywnemu samobójstwu”. I jest to przypadek Polski czy Korei Południowej.
W takiej pułapce tkwią tysiące młodych. To ludzie z dobrymi zawodami, ale bez pomocy z zewnątrz skazani na niepewność. Pies, który nie potrzebuje własnego pokoju, staje się w tych warunkach racjonalnym i bezpiecznym wyborem. – Pokazuje to, że ludzie mają naturalną potrzebę opiekowania się. W zdrowym społeczeństwie potrzeba ta realizuje się poprzez reprodukcję, wychowywanie dzieci i troskę o starsze pokolenia. Nie jest to ani kwestia konserwatywna, ani liberalna, ale naturalny element funkcjonowania człowieka – mówi ekspert. Tyle że w systemie, w którym żyjemy
Pieskie życie
Co język mówi o naszym stosunku do zwierząt
Zezwierzęcieć, zejść na psy, skundlić. Jeśli przybysze z obcej planety ocenią nasz stosunek do zwierząt na podstawie języka, to nie wypadniemy najlepiej. W polszczyźnie aż roi się (kolejna zwierzęca metafora, ale raczej nieszkodliwa) od określeń, które pokazują, że zwierzę to istota niższa, podległa człowiekowi.
I nie ma w tym nic dziwnego – taką wizję świata przechowują również inne języki i jest ona dość oczywista ze względu na to, że język jest antropocentryczny, stawia człowieka w centrum. A to dlatego, że powstał, byśmy mogli_ły opowiadać o sobie. Gdy poszperamy głębiej, szybko zobaczymy, że nasz językowy stosunek do zwierząt jest w dużej części pogardliwy, a często także pełny przemocy. I widać to choćby w przywołanych przykładach. Jeśli potępiamy jakieś zachowania, uznajemy je za okrutne i zwyczajnie „niegodne człowieka”, to mówimy właśnie o zezwierzęceniu albo zbydlęceniu obyczajów – tak, jakby wszystko, co złe (niemoralne), było właściwe zwierzętom.
Wprawdzie mówimy, że pies jest najlepszym przyjacielem człowieka, ale wartość tej przyjaźni mierzona jest chyba wyłącznie tym, że psy okazują nam wierność (wierny jak pies, psie przywiązanie) i są nam posłuszne (psi obowiązek). Wtedy (i tylko wtedy) jesteśmy w stanie przypisać im pozytywne cechy oraz okazać współczucie. Dlatego np. mówimy, że ktoś czuje się jak zbity pies albo wiedzie psi los, wyrażając w ten sposób przekonanie, że to sytuacja pełna cierpienia i trudności.
Pozostałe określenia dotyczą już wyłącznie negatywnego stereotypu psa. O kłamcy powiemy, że łże jak pies, a o kimś, kto stracił renomę, podupadł moralnie – że zszedł na psy. Kiedy chcemy obrazić kobietę i zasugerować jej „złe prowadzenie się” albo złośliwość, używamy słowa suka. W przypadku mężczyzny będą to kolejno pies na baby i sukinsyn. To, że psom przypisujemy rozwiązłość, widać też w wyrazie… psocić, który (tak, tak!) pochodzi od słowa pies i oznaczał dawniej „cudzołożyć”. Dlaczego? Ponieważ nasi przodkowie kojarzyli rozwiązłość z zachowaniem suki w czasie rui.
Seks to od wieków społeczne tabu, dlatego wszelkie „zachowania odstające od normy” chętnie przypisujemy zwierzętom jako tym, które ze względu na brak kultury kierują się wyłącznie instynktem – chucią, której tak się wstydzimy. Obrazuje to także nasz „ulubiony” wulgaryzm kurwa, który jest żeńskim odpowiednikiem słowa kur w rozumieniu „kogut” i który pierwotnie oznaczał kurę czy kokoszkę. Jak wiemy, koguty nie mają stałych partnerek i spółkują z wieloma kurami w gospodarstwie. Przez analogię do kogucich zachowań oberwało się także samej kurze, która „nie stroni” od przygodnego seksu z takim amantem, a dodatkowo czerpie z tego korzyści, bo kogut nie tylko pozwala się kurom rozmnożyć, ale też ich broni. Dlatego po pewnym czasie neutralna kurwa stała się „kobietą lekkich obyczajów”. Podobny proces zaszedł też w języku francuskim, w którym znajdziemy wyraz cocotte („kurka” oraz „kobieta lekkich obyczajów”).
Ale wróćmy do psów. Z polszczyzny można wyczytać bowiem także, że pies to zwierzę agresywne. Ktoś może być przecież zły jak pies lub można kochać kogoś jak psy dziada w ciasnej ulicy („nie znosić kogoś, być agresywnym w stosunku do kogoś”). Taki stereotyp wiąże się też z wyrazem psikus, który dziś wprawdzie nie kojarzy się z agresją, ale pochodzi od połączenia psi kus, w którym kus to wariant słowa kęs. Całość oznaczała pierwotnie „ugryzienie psa”, następnie „podstępne, wredne ugryzienie”, a w końcu – „złośliwy żart”. A skoro jesteśmy już przy gryzieniu, a więc w pewnym sensie i niszczeniu, to dodam, że od wyrazu pies pochodzi również czasownik… psuć. Niestety, pieskie życie w języku wiodą również koty. (…)
Koty mają się w polszczyźnie chyba nawet gorzej niż psy. Pewnie dlatego, że nie są nam posłuszne.
Kot występuje w naszym języku jako symbol czegoś fałszywego, grzesznego właśnie – i widać to w takich pogardliwych określeniach jak kocia wiara („wiara fałszywa, nieprawdziwa”) czy życie na kocią łapę, czyli „życie w związku nieformalnym, bez ślubu”, które do niedawna powszechnie uznawane było za grzeszne.
Ponadto kot, jako zwierzę dobrze radzące sobie w ciemnościach, od wieków kojarzony był z diabłem.
Kiedy ktoś odwiedza w pośpiechu wiele miejsc, próbując nerwowo coś załatwić, to mówimy, że biega jak kot z pęcherzem. Wbrew naszym makabrycznym skojarzeniom nie chodzi na szczęście o narząd… choć właściwie chodzi o narząd, ale nie koci i nie żywego, ale zabitego wcześniej zwierzęcia. Pochodzenie tego frazeologizmu
Fragment książki Mateusza Adamczyka Jak słowo daję. Współczesny poradnik językowy, Znak Jednym Słowem, Kraków 2025
Psy na ratunek naszym emocjom
Mogą wykrywać ból i stres, reagować na nie i znacznie je łagodzić
Ludzie, którzy czują głęboką więź ze swoimi psami, nie mają wątpliwości, że wsparcie emocjonalne ze strony ich psich towarzyszy jest realne. Naukowcy starali się zrozumieć, co leży u podstaw tego zjawiska, i chociaż nie mają (jeszcze) pełnego obrazu przyczyn, dr Andrea Beetz przestudiowała literaturę naukową na temat relacji człowiek-zwierzę i przedstawiła zestaw hipotez wyjaśniających ten niewątpliwie złożony proces.
Na poziomie fizjologicznym interakcje z psami, zwłaszcza gdy chodzi o dotyk, aktywują wydzielanie oksytocyny w mózgach naszych i psów. Oksytocyna to substancja chemiczna związana z uczuciem miłości. Wprowadza oba gatunki w dobry humor, a poza tym buduje zaufanie i przywiązanie. Jest również hipoteza biofilii, mówiąca o tym, że ludzie ewoluowali, by być blisko innych żywych istot, w tym zwierząt i roślin, po części dlatego, że wywołuje to pozytywne uczucia, a po części zaszczepia poczucie bezpieczeństwa. To coś, co przychodzi ludziom w sposób naturalny – pragnienie znajdowania się blisko psów i innych stworzeń – jest wrodzone, a nie świadome. Istnieje również możliwość, że ludzie antropomorfizują zwierzęta, zwłaszcza gdy ich własne potrzeby społeczne są niezaspokojone i czują się samotni.
I rzeczywiście: badanie przeprowadzone przez Lauren Powell i jej australijski zespół wykazało, że posiadanie psa łagodzi samotność i poprawia nastrój na różne sposoby w ciągu zaledwie trzech miesięcy. Psy zapewniały nie tylko towarzystwo, ale i wsparcie oraz zwiększały interakcje opiekunów z innymi ludźmi dzięki wspólnym spacerom. Jak zauważyli naukowcy, „psy mogą działać jako katalizatory interakcji społecznych”.
Nawet gdy sprawy nie układają się po naszej myśli, psy pomagają nam poczuć się lepiej po prostu dlatego, że są w pobliżu. Badania przeprowadzone przez dr Ilonę Papousek i jej zespół wykazały, że po wykluczeniu społecznym ludziom w obecności nieznanego psa w pokoju poprawiał się nastrój.
Wpływ psów na emocje jest tak silny, że nawet myślenie o nich może sprawić, że poczujemy się lepiej. Dr Christina M. Brown i jej współpracownicy poprosili uczestników eksperymentu, by zastanowili się nad sytuacją, w której zostali społecznie odrzuceni. Następnie ci, którzy wzięli udział w badaniu, wierząc, że psy mają emocje i cechy podobne do ludzkich (przykłady antropomorfizmu), stwierdzili, że samo oglądanie zdjęć psów lub myślenie o nich skutkowało poprawą samopoczucia.
Dwudziestokilkuletnia singielka Maggie w pełni to rozumie. Chociaż ogólnie czuła się dobrze sama, z dala od rodziny, kilka lat temu zdała sobie sprawę, że osiągnęła limit spędzania czasu w pojedynkę bez poczucia samotności i nudy. Na ratunek przyszła jej Maya, mieszaniec chihuahua, chow chow i meksykańskiego kundla, którą adoptowała w styczniu 2021 r. „Od tego czasu czuję się o wiele mniej samotna. Miło jest mieć kogoś, z kim można porozmawiać, nawet jeśli ten ktoś nie rozumie lub nie potrafi odpowiedzieć, mówi Maggie, która pracuje w branży cyberbezpieczeństwa na Florydzie. – Pomogła mi wydostać się z emocjonalnej rutyny”.
Posiadanie ukochanego psa jako partnera emocjonalnego nie jest zjawiskiem jednokierunkowym, w którym tylko ludzie czerpią korzyści. Mamy tu pętlę pozytywnego sprzężenia zwrotnego, która pozwala nam czuć jeszcze silniejszą więź z psami. (…) Istnieje również neurologiczny składnik pogłębiania tej więzi. Johannes Odendaal i Roy Meintjes zbadali fizjologiczne skutki pozytywnych psio-ludzkich interakcji i wykazali obustronny przepływ korzyści. Naukowcy zaobserwowali, że po sesji zabawy z psem nastąpiło obniżenie ciśnienia krwi i u ludzi, i u psów. Odnotowano również wzrost stężenia różnych substancji chemicznych w mózgu, w tym beta-endorfiny (która jest powiązana ze stanami euforii i obniżonym stresem), oksytocyny i prolaktyny (z których oba ugruntowują tworzenie więzi) oraz beta-fenyloetyloaminy i dopaminy (które są związane z przyjemnymi
Fragmenty książki Jen Golbeck i Stacey Colino, Najczystsza więź, przeł. Adam Pluszka, Marginesy, Warszawa 2025








