Tag "równouprawnienie"
Dziedzictwo Polski Ludowej
Siedzi w nas, czerpiemy z dorobku PRL, nie uświadamiając sobie tego, jak bardzo
Wbrew temu, co wieszczono przed laty, nie słabnie zainteresowanie Polską Ludową. Nie tylko dlatego, że żyją jeszcze miliony ludzi, którzy się w niej urodzili, kształcili i pracowali. Także, a może przede wszystkim, ze względu na dziedzictwo – wielorakie, nie do zakwestionowania – jakie po sobie zostawiła. A w zasadzie jakie zostawiła Polska Rzeczpospolita Ludowa, która tak de iure istniała dopiero od 1952 r. Polskę Ludową traktuję jako państwo istniejące w latach 1944-1989, toteż nie będę rozwijał wątku, kiedy formalnie powstała. Ani kiedy przestała istnieć i dlaczego. O tym jest moja najnowsza książka, zatytułowana „Pożegnanie z Polską Ludową. Rozmowy o schyłku PRL i narodzinach III RP” (Wydawnictwo Iskry).
Chcę już na wstępie jednoznacznie powiedzieć: dziedzictwo Polski Ludowej siedzi w nas, czerpiemy z jej dorobku, często nawet nie uświadamiając sobie tego, jak bardzo. Dlatego też nie ma mojej zgody na to, co robi się z PRL od ponad 30 lat, a szczególnie po powstaniu Instytutu Pamięci Narodowej. Oto bowiem w ramach oficjalnej państwowej polityki historycznej zmarginalizowano, a tak naprawdę wyrzucono z historii Polski okres PRL, niemalże zrównując go z okresem rozbiorów. Przed nimi istniała I Rzeczpospolita, w latach 1918-1939 była II Rzeczpospolita, a po 1989 – III RP. Czasy Polski Ludowej uznano za jakąś czarną dziurę, hybrydę, twór (państwowy?), który nie może istnieć w głównym nurcie historii Polski, a jedynie na jej obrzeżach. I w zasadzie zasługuje wyłącznie na potępienie oraz obśmianie.
Tę prostacką wizję niedawnej przeszłości charakteryzuje myślenie ahistoryczne, nie uwzględnia się tego, że każde państwo pozostawia po sobie dziedzictwo i że jest ono wianem dla kolejnego. III RP, trzymając się powszechnej terminologii, nie była budowana na gruzach PRL, ale właśnie na jej dziedzictwie i dorobku. Na gruzach, po tragicznej wojnie, ogromnych stratach ludzkich i materialnych, budowano natomiast Polskę Ludową. Nie wolno o tym zapominać, bo wpłynęło to w znaczący sposób na politykę i działania rządzących oraz społeczeństwa Polski Ludowej.
Nie zamierzam wdawać się w rozważania, czym była Polska Rzeczpospolita Ludowa. Nie była państwem w pełni demokratycznym, suwerennym, ale rządzący robili wiele, by uniezależniać się od Moskwy, co z dekady na dekadę następowało. Poluźniali krępujący Polskę gorset, co dobrze rozumiał prymas Stefan Wyszyński. Słowem, Polska Ludowa wybijała się na niepodległość. Warto więc pokazać, co po niej zostało, co wniosła do III Rzeczypospolitej. Nie będę pisał oczywistości, w rodzaju zagospodarowania Ziem Odzyskanych, odbudowy stolicy czy bezpłatnego szkolnictwa na poziomie średnim i wyższym. Muszę natomiast przypomnieć coś, co ma znaczenie w patrzeniu na historię Polski, tę prawdziwą, a nie politykę historyczną rodem z IPN.
Ciągłość historii
Jak dorobek II Rzeczypospolitej, a właściwie jej zacofanie oraz II wojna światowa odcisnęły się na Polsce Ludowej, tak dziedzictwo PRL miało wpływ na III RP. To w PRL położono podwaliny pod obecny kształt państwa. Choćby w całej sferze ustrojowej. To w Polsce Ludowej zdecydowano się (także w wyniku porozumienia ekipy gen. Jaruzelskiego z opozycją) na demokratyczne formy rządzenia, na parlamentaryzm i na nowe organy władzy.
Dziś mało kto pamięta, że jeszcze przed Okrągłym Stołem w PRL utworzono instytucje tak ważne dla funkcjonowania państwa, ale również dla zwykłych Polaków, jak Trybunał Konstytucyjny (w 1982 r., a jego działalność orzecznicza rozpoczęła się w 1986 r.), Trybunał Stanu (istniał przed wojną, przywrócono go w 1982 r.) i Rzecznik Praw Obywatelskich (powołany ustawą z 1987 r., rozpoczął działalność rok później, a pierwszym rzecznikiem została prof. Ewa Łętowska). Jeszcze w czasach PRL utworzono inne proobywatelskie instytucje,
Silne kobiety i zagubieni mężczyźni
Jeśli chodzi o poziom praw kobiet i narrację polityczną, to się cofamy
Prof. Magdalena Środa – filozofka, etyczka, feministka
Marzec kojarzony jest ze świętem kobiet. Jest co świętować?
– Jasne! Kobiecość! Lepiej przez cały rok, i to we wszystkich jej formach. To święto się zmienia – ciekawe, że nikt nie opisał jego historii. Dobrym przyczynkiem do tego było święto kobiet zorganizowane przez Marię Kaczyńską. Zaprosiła do Pałacu Prezydenckiego prawie setkę znanych pań, które bawiła Maria Czubaszek, ja miałam tam wygłosić poważną mowę o prawach kobiet. Nie chodzi jednak o to, co mówiłyśmy, tylko jak nas tam przyjęto. W dużej sali, która pamiętała jeszcze czasy świetności i elegancji Jolanty Kwaśniewskiej, ustawiono na stołach paluszki i termosy z lurowatą herbatą, biały cukier stał w jakichś prowizorycznych pojemnikach, a tradycyjne szklanki na spodeczkach…
Dość przaśnie.
– Byłyśmy zniesmaczone. Na otwarcie spotkania z głośników usłyszałyśmy piosenkę „Za zdrowie pań” i do sali wtargnęli faceci w garniturach, dając każdej z nas goździk, pudełko z rajstopami i poprosili o pokwitowanie darów. Zrozumiałyśmy – Kaczyńska cofnęła nas w lata 70. Świetny pomysł. Kolejnym – na tym samym spotkaniu – była inicjatywa zbierania podpisów za prawem do aborcji. Pani prezydentowa też się podpisała, w związku z czym zaraz po uroczystościach ojciec Rydzyk nazwał ją czarownicą. Czyż to nie piękny zestaw różnych elementów historii kobiecego święta w Polsce? Lata 70., te z trudem zdobywane rajstopy, znienawidzone goździki, a potem ograniczenie praw kobiet symbolizowane przez ustawę antyaborcyjną, no i szaleństwa polskiego katolicyzmu, przypominające XVI w., kiedy naprawdę palono tysiące czarownic. Najpierw opresja komunistyczna, potem katolicka…
Aż taka zła była ta PRL?
– Przez wiele lat Dzień Kobiet traktowano jako rytuał. Jednak gdybym miała ważyć opresję kobiet pod komunizmem i pod katolicyzmem, orzekłabym, że ta druga jest znacznie większego formatu. Dziś temat PRL jest tabu, wolno tylko opluwać ten okres, a jednak pod względem praw kobiet był on niewiarygodnie postępowy, jeśli go porównać np. z sanacją czy z czasami katolików u władzy. Nie chodzi tylko o politykę socjalną, żłobki, przedszkola, opiekę zdrowotną dzieci, kolonie, ale również o otwarcie horyzontów. Nikt nie mówił małej dziewczynce, że musi być dobrą matką i żoną. Dziewczynki mogły wszystko. Mnie pani w przedszkolu tłumaczyła, że mogę i powinnam zostać kosmonautką. Nie chciałam, ale też nie było mowy o żadnej tradycyjnej roli.
Tymczasem polska dekomunizacja była zarazem deemancypacją. Głoszone przez Kościół hasło powrotu kobiet do tradycyjnych ról opłaciło się państwu. Już premier Bielecki przestał łożyć na żłobki i przedszkola, szkolna opieka zdrowotna poszła do lamusa, podobnie jak wczasy zakładowe czy kolonie, młodzież szkolna przestała jeździć na wycieczki krajoznawcze, w zamian biorąc udział w pielgrzymkach. Nad Polską zapanował cień „pobożnego” biznesmena Rydzyka (i jemu podobnych), wzmacniany zarówno przez każdą aktualną władzę, jak i Jana Pawła II.
Potem przyszedł okres transformacji. Emancypacja wtedy wyhamowała?
– Tak jak powiedziałam, to był okres deemancypacji i „ewangelizacji”, ale nie na modłę Jezusa, lecz na modłę Konstantyna; chodziło nie o miłość bliźniego, ale o władzę i mamonę. Kościół domagał się rządu dusz, by mieć pełną kiesę. I dostał ją. Władza oddała mu prawa kobiet, a potem nadała przeróżne przywileje ekonomiczne, w ogólne nie przejmując się tym, że stał się on jedyną instytucją w demokracji, która nie jest poddana jakiejkolwiek kontroli: moralnej, prawnej, ekonomicznej. Poza tym transformacja to mały i średni biznes – jeśli Polska odniosła tu zwycięstwo, to dzięki kobietom, bo to one ten biznes dzierżyły w dłoniach. Lecz gdy przyszło do fetowania sukcesu transformacji, o kobietach zupełnie zapomniano; na wszystkich uroczystościach panowie wręczali sobie medale, a nieliczne panie zapraszane były jako widzowie i tytułowane (w zaproszeniach) „Szanowny Panie”. Znów stałyśmy się niewidoczne. Strasznie to wściekło Henrykę Bochniarz i to ona postanowiła, że coś trzeba z tym zrobić. Tak powstał Kongres Kobiet.
Współczesna kobieta jest feministką?
– Każda z nas, która choć trochę zna historię kobiet, musi być feministką. Bo kto walczył o naszą dzisiejszą niezależność? Feministki. Każdy, kto choć
k.wawrzyniak@tygodnikprzeglad.pl
Wszystkie jesteśmy Hausfrau
Wmawianie nam, że powinnyśmy pracować jeszcze więcej dla dobra gospodarki, to bezczelność – mówią Szwajcarki
Cisza w Worblaufen na przedmieściach Berna wybrzmiewa razem z miarowym szumem pobliskiej autostrady. Jeśli skręcić za ostatnim niskim domem, można już zobaczyć zarys ośnieżonych szczytów Alp Berneńskiego Oberlandu. (…) Stojący tuż za pastwiskiem wiejski pałacyk zwraca uwagę czerwienią piętrzących się na parapetach geranii. W tym budynku na prowincji mieści się najważniejsze archiwum dokumentujące historię ruchu praw kobiet w Szwajcarii. Jego twórczyni, Marthe Gosteli, już w latach 80. wzięła na siebie rolę strażniczki pamięci i zaczęła systematyzować spuściznę emancypantek. Białe segregatory z korespondencją, dokumentami, wycinkami z gazet, petycjami zaczęły piąć się po regałach w jej rodzinnym domu. I tutaj zostały. Dzisiaj dzieło założycielki archiwum kontynuuje fundacja jej imienia.
Jedną z zarządzających archiwum jest Simona Isler, historyczka specjalizująca się w kwestii pracy kobiet. Żeby pomóc mi zrozumieć znaczenie roli kobiet w rozwoju gospodarczym jednego z najbogatszych krajów na świecie, Simona zabiera mnie do Szwajcarii sprzed rewolucji przemysłowej. Wówczas jeszcze nie istniał ścisły podział na pracę zarobkową i domową.
– W źródłach z tamtego czasu w ogóle nie znalazłam kategorii „prace domowe”. Mówiło się o gospodarowaniu, co jest znacznie szerszym określeniem zajęć, wykonywanych nie tylko we własnym domu, ale i odpłatnie w innych miejscach – mówi Simona. Gospodarstwa domowe były przedsiębiorstwami rodzinnymi, w których każda praca była tak samo ważna i każdy, bez względu na płeć, zajmował się tym, co akurat było do zrobienia, a dochody trafiały do wspólnej kasy. – Podział na pracę poza domem, tę płatną, i w domu, nieodpłatną, to wytwór wcale nie tak bardzo odległy historycznie, pojawił się wraz z industrializacją.
A ta do Szwajcarii w porównaniu z innymi krajami zachodnimi dotarła dość późno i stworzyła kategorię kobiety „aktywnej zawodowo”, czyli zatrudnionej poza domem, wtedy głównie w fabryce. Chętniej niż mężczyzn kobiety zatrudniano w będącym motorem industrializacji przemyśle tekstylnym – ponieważ uważano je za istoty bardziej uległe, łatwiej poddające się nowej dyscyplinie wymaganej przez masową produkcję. Pracodawcy korzystali też na tym, że mogli płacić kobietom mniej. Różnicę płac uzasadniano faktem, że kobiety mieszkały z mężami lub ojcami, którzy też zarabiali. Ponieważ rozwój przemysłu w Szwajcarii często dokonywał się rękami kobiet, do prawa pracy w przemyśle dość wcześnie na tle Europy, bo już w 1877 r., weszły przepisy chroniące pracownice, m.in. zabraniające pracy w niedziele i w nocy. Kobietom, które oprócz pracy w fabryce miały obowiązki domowe, przysługiwała dłuższa przerwa obiadowa, a od urodzenia dziecka musiało minąć co najmniej sześć tygodni, zanim pracodawca mógł wymagać obecności kobiety w pracy. W kompetencji rządu było wskazanie branż, w których kobietom w ciąży nie wolno było pracować wcale (…). Choć te przepisy miały być dla kobiet parasolem ochronnym, współczesne historyczki zwracają uwagę, że stały się „pierwszym krokiem w kierunku ograniczenia płatnej pracy kobiet”, ponieważ „umacniały podział na zawody »męskie« i »kobiece«, usprawiedliwiając tym samym lukę płacową między mężczyznami i kobietami”. (Prawne zrównanie warunków pracy kobiet i mężczyzn nastąpiło z wejściem w życie nowych przepisów w sektorze przemysłowym dopiero w 2000 r.).
Fragmenty książki Agnieszki Kamińskiej Złota klatka? O kobietach w Szwajcarii, Wydawnictwo Poznańskie, Poznań 2024
To nie były paprotki
Po 1989 r. komunistki nie tyle zastąpiono, ile wymazano z historii. Nasze feministki uznały, że jedyna rewolucja, jaka dokonała się w Polsce, to rewolucja Solidarności Dr Agnieszka Mrozik – Instytut Badań Literackich PAN, autorka książki „Architektki PRL-u. Komunistki, literatura i emancypacja kobiet w powojennej Polsce” Czy to, co się wydarzyło po 1945 r. na ziemiach polskich, można nazwać rewolucją płci? – Zdecydowanie tak, choć ta rewolucja zaczęła się już wcześniej, wojna bowiem była jej katalizatorem, w jakimś
Szklane ściany, ruchome schody
Kobiety wciąż mają trudniej na rynku pracy. Zresztą nie tylko w Polsce, właściwie na całym świecie Prof. Magdalena Musiał-Karg – politolożka, prodziekanka Wydziału Nauk Politycznych i Dziennikarstwa Uniwersytetu Adama Mickiewicza w Poznaniu Dlaczego kobiety w Polsce zarabiają mniej niż mężczyźni? – Odpowiadając najkrócej: bo wciąż mają trudniej na rynku pracy. Zresztą nie tylko w Polsce, właściwie na całym świecie. A rozwijając myśl? – Wciąż mamy do czynienia z poziomą i pionową segmentacją zawodową. Pozioma segmentacja dotyczy podziału sektorów gospodarki
Znikający biali studenci
Amerykańscy mężczyźni omijają uniwersytety coraz szerszym łukiem Korespondencja z USA W drugiej połowie stycznia na uczelniach w USA rozpoczął się wiosenny semestr. 60% powracającej do ławek lub przed ekrany komputerów „uniwersyteckiej braci” będą stanowiły kobiety. Brzmi to dziwacznie, zwłaszcza po polsku, w takim razie powinniśmy mówić o raczej „uniwersyteckich siostrach”. Okazuje się, że nie jest to jednak największe kuriozum związane z edukacją wyższą w USA. W grupie znikających mężczyzn jest bowiem podgrupa znikająca szczególnie wyraźnie: biali
Komisja europarlamentu poparła legalną aborcję
Komisja Parlamentu Europejskiego ds. Praw Kobiet i Równouprawnienia (FEMM) przegłosowała 11 maja raport „Sytuacja zdrowia seksualnego i reprodukcyjnego oraz praw kobiet w UE w kontekście zdrowia kobiet”. Już po raz drugi Parlament Europejski ubiega się o przestrzeganie prawa
Pytamy: czy wyrównanie zarobków jest postulatem do zrealizowania?
Unia Europejska zapowiada jawność płac, aby wyrównać zarobki kobiet i mężczyzn. Pytamy: czy wyrównanie zarobków jest postulatem do zrealizowania? Paulina Piechna-Więckiewicz, dyrektorka Biura Koalicyjnego Klubu Parlamentarnego Wiosna Uważam, że tak – inaczej praca pokoleń
Dziewczyny na politechnikach
Wciąż mało jest kobiet w obszarach technologicznych i na najwyższych stanowiskach akademickich Dr Bianka Siwińska – pomysłodawczyni akcji „Dziewczyny na politechniki!”, programów dla studentek kierunków technicznych: „Nowe technologie dla dziewczyn!”, „IT for SHE”, „Shesnnovation” oraz największego wydarzenia dla kobiet w technologiach w Europie – Perspektywy Women in Tech Summit. Laureatka m.in. Bizneswoman Roku 2015 (Sukces Pisany Szminką), Polish Woman of Power 2017 (US Embassy). Jaki jest obraz kobiety w technologiach 2020 r.
Kaczyński to mistrz żeglowania pod wiatr
Polacy są coraz bardziej otwarci, ale PiS lepiej zmobilizowało niezadowolonych i przestraszonych zmianą Dr hab. Przemysław Sadura – socjolog polityki Jesteśmy najbardziej homofobicznym, religijnie konserwatywnym i podzielonym politycznie społeczeństwem w Europie – mówią jedni. Drudzy wskazują, że Polacy są z każdym rokiem bardziej tolerancyjni, świeccy, proekologiczni, a władza tylko sztucznie nakręca lęki i niechęć do mniejszości. W statystykach zaś znajdziemy dowody na tezy obu stron. Jak jest naprawdę? – Możemy ten pozorny paradoks wyjaśnić. Mamy








