Tag "Róża Luksemburg"

Powrót na stronę główną
Felietony Roman Kurkiewicz

Premierka Domi Lasota? Owszem i szkoda czasu

Tak z grubej rury? A kto to w ogóle? Wystarczy wydać broszurkę w Krytyce Politycznej, by pojawiły się bezkrytyczny zachwyt i nowa idolka, i daleko zakreślone oczekiwania?

A właściwie dlaczego nie? Jeśli taki Kaczyński, człowiek o realnym, przepotężnym wpływie na polską politykę ostatnich dekad, wysuwa na przyszłego premiera postać wuja knura Czarnka, to bez żadnego szacunku (bo niby skąd i dlaczego) dla tego „ruchu” wolę z pełną odpowiedzialnością powiedzieć, że żyje w Polsce ktoś, kto politykuje i rokuje dużo lepiej, sensowniej i racjonalniej. To Dominika Lasota, dzisiaj 24-letnia, częściowo już rozpoznawalna postać aktywistycznej sceny klimatycznej.

Lasota opublikowała właśnie krótką książeczkę (broszurę – stękną dziadersi) „Odwagi! [o zaangażowaniu młodych]”. Jest to zapis niespełna (a może aż) 10-letnich doświadczeń aktywistki klimatycznej, a równocześnie osoby bardzo świadomie i sprawnie poruszającej się w najlepiej rozumianej przestrzeni politycznej, gdzie zarówno intelektualnie, jak i w działaniu rozkłada akcenty, tworząc wartościowy obraz tego, czym polityka winna być. Ma Lasota, w przeciwieństwie do niemal większości klasy politycznej w Polsce, rozpoznane hierarchie wartości i celów politycznych, kluczowych zagrożeń i problemów, ma umysł pokoleniowo oczyszczony z niezdrowych fascynacji kapitalistycznym stanem rzeczy jako modelem niezmienialnym albo i wymarzonym. W to miejsce wprowadza dociekliwość, rozumienie istoty rzeczy i procesów, w tym w wymiarze globalnym. No i ma coś, czego nie da się „zagrać” – polityczną empatię i energię do działania.

Nie znajduję w przypadku większości polityków i polityczek pełniących w ostatnich prawie czterech dekadach funkcję premiera nikogo, kto z podobnym bagażem wchodziłby do Kancelarii Prezesa Rady Ministrów. Być może też mit wieku jest jednym z tych najpotężniejszych, niewidocznych hamulców,

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.

Felietony Stanisław Filipowicz

Róża Luksemburg i Kalwin

Przerzucam wydane niedawno „Notatniki” Alberta Camusa. Coraz mniej mam cierpliwości do zawiłych wywodów. Prawdziwy talent jest lakoniczny. Zresztą, ile warta jest dzisiejsza „literatura”? W czasach, gdy – dzięki funkcji „kopiuj wklej” i wsparciu AI – już właściwie każdy może zostać autorem „książki”? Tych książek, dodam na marginesie, jest coraz więcej, ale nikt ich nie czyta, bo wszyscy są zajęci pisaniem.

U Camusa w notatkach z 1948 r. odnajdziemy cytat pochodzący z rozprawy „O rewolucji” Róży Luksemburg. Czytamy: „Panowanie szerokich mas ludowych jest całkiem nie do pomyślenia bez wolnej, nieskrępowanej prasy, bez swobodnego życia stowarzyszeń i zgromadzeń”.

Jaką siłę mają nasze marzenia o wolności? Bywa różnie. Niestety, na ich drodze bardzo często staje kult prawdy – gdy dochodzi do głosu, wolność zaczyna przeszkadzać. Tak było w czasach wielkich rewolucji, tak jest dzisiaj, w dobie wojen kulturowych, kiedy liberalną zasadę wolności i wzajemnego uznania obezwładnia pomieszana z nienawiścią pogarda.

W jaki sposób prawda staje się narzędziem przemocy? Dlaczego wolne słowo tak często musi się cofać? Niestety, fanatyzm bez trudu usuwa ze swojej drogi sceptycyzm. Wahanie nie może stać się źródłem siły – sceptycy nigdy nie sięgają po miecz. Przewagi wolności słowa mają kruche podstawy: głód prawdy jest zawsze silniejszy niż szlachetne powątpiewanie. Czy nasza przyszłość należy do fanatyków i demagogów?

No dobrze, skręciłem w złą stronę, nasunęły się złe skojarzenia. Wracam więc na właściwe tory. Pomówmy o rozumie i tolerancji, pomówmy o tradycji Zachodu. Kalwin, Genewa, rok 1553, czas reformacji, na szali postawiono prawdy otwierające drogę do zbawienia. Kalwin głosi swoje nauki z najgłębszym przekonaniem,

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.

Historia

Zastrzelony przez pomyłkę

Krzysztof Teodor Toeplitz pisał o morderstwie członka jego rodziny w burzliwym 1906 r. Do dziś sprawa pozostaje zagadką

W wydanej przez Iskry w 2004 r. „Rodzinie Toeplitzów. Książce mojego ojca” Krzysztof Teodor Toeplitz napisał, że jeden z synów jego pradziadka Bonawentury, Edward, „w wieku dwudziestu kilku lat zginął tragicznie w 1906 r. w czasie rewolucji, zastrzelony w zamachu, który wymierzony był w kogo innego. Zamachowcy po prostu pomylili się o jedną bramę i zabili wychodzącego z niej młodego Edwarda”. KTT nie wspomniał, że sprawa była bezpośrednio związana z Różą Luksemburg.

Wczesną wiosną 1906 r. Rewolucja w Warszawie gaśnie, ale komitety fabryczne wciąż podburzają robotników, ideowej amunicji dostarcza im wydawana w wielu tysiącach egzemplarzy socjalistyczna prasa z pepeesowskim „Robotnikiem” i esdeckim „Czerwonym Sztandarem” na czele. W użyciu są też rewolwery. Kule trafiają funkcjonariuszy carskiego reżimu, zdrajców, donosicieli i wrogów klasowych. Broni palnej używa też druga strona: żołnierze, żandarmi i działający w interesie fabrykantów członkowie bojówek terroryzujących robotników. Ogólny zamęt wykorzystują kryminaliści, organizując napady z rewolwerami w ręku. „Do takiego stanu walki wszystkich ze wszystkimi doprowadzili robotników agitatorzy socjalistyczni w Królestwie”, komentuje 6 kwietnia 1906 r. konserwatywny krakowski „Czas”.

Krew obryzgała ścianę

Dzień wcześniej, w czwartek 5 kwietnia 1906 r., „Kurier Warszawski” informował: „Dziś o godz. 9 z rana na ul. Jasnej spełniono jedną z tych zbrodni ohydnych, które dreszczem oburzenia wstrząsają wszystkich. Ofiarą jej padł nie jakiś osobnik podejrzany, nie jednostka w jaki bądź sposób zaangażowana w starciach politycznych, nie krzywdziciel ludzki ani ktoś w ogóle komu bądź szkodliwy, lecz człowiek stojący poza wrzeniem społecznym, spokojny, nikomu wody nie zamącający, i nie mogący mieć wrogów ani politycznych, ani osobistych. Ofiarą tą jest b.p. [błogosławionej pamięci] Edward Toeplitz, współpracownik Domu Handlowego »Herman Meyer«, 28-letni syn zmarłego w r.z. [roku zeszłym] Bonawentury Toeplitza. Przebieg faktu był następujący: gdy dziś z rana Edward Toeplitz wychodził z domu swojej matki przy ul. Jasnej nr 5 do biura, w bramie tuż przy wyjściu podeszło do niego dwóch czy trzech młodych ludzi, którzy już przez kilkanaście minut oczekiwali przed domem. I zapytali go: »Czy pan jesteś właścicielem tego domu?«. Usłyszawszy odpowiedź twierdzącą, napastnicy wyjęli pistolety i w mgnieniu oka oddali trzy strzały. Jedna kula chybiła, trafiając w ścianę, gdzie utkwiła, dwie zaś trafiły Toeplitza w szyję i w brzuch. Po oddaniu strzałów napastnicy umknęli, a ranny padł na ziemię, brocząc we krwi, która obryzgała ścianę i zalewała wnętrze bramy”.

Już w dniu morderstwa „Gazeta Polska” twierdziła, że zbrodni dokonało „trzech młodych Żydów, z których jeden miał na sobie czapkę ucznia szkoły handlowej”. Z innych relacji wynika, że sprawców było dwóch i wystrzelili dwie kule – jedna przecięła tętnicę szyjną. Musieli znać rozkład dnia Toeplitza, bo

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.

Felietony Roman Kurkiewicz

Ustawa o wychowaniu w patriotyzmie i przeciwdziałaniu rewolucjom

Wicepremier Władysław Kosiniak-Kamysz, minister obrony narodowej, w iście olimpijskim stylu ściga się z własnym cieniem, tak bardzo chce być na przedzie politycznego peletonu. Pomysł goni pomysł, inicjatywa inicjatywę, wszystko to jednak sprawia wrażenie pewnego zagubienia. Można je zresztą zrozumieć – sam fakt, że lekarz zostaje ministrem wojny, wprowadza niemały dysonans. Bycie szefem obrotowej formacji politycznej (z każdym w interesie własnym) również nie ułatwia zajmowania postaw pryncypialnych, a tak widzi politykę wicepremier Władysław, kiedy jako rozwodnik grzmi na ewentualność prawnego usankcjonowania związków partnerskich, które mogłyby być trwalsze od jego małżeństwa sakramentalnego.

Ostatnimi czasy nasz bohater stanął na straży idei, że najlepsze jest centrum (polityczne, a nie porozumienie) i zaproponował użycie w tym celu pałki patriotyzmu. Wedle Kosiniaka-Kamysza konieczne jest uchwalenie ustawy, która kwestię patriotyzmu ujmie w rygory artykułów, zapisów, zobowiązań, zaleceń, ale i – co chyba konieczne – narzędzi dyscyplinujących. Można zaryzykować tezę, że jest to całkowicie nowatorskie w znaczeniu filozoficzno-politycznym podejście do pewnej postawy, która dotąd żywiła się swoją niejednorodną różnorodnością. W trudnych czasach, a nasze akurat w tym znaczeniu nie bardzo do nich należą, postawa manifestowania uczuć czy zachowań patriotycznych dotyczyła zawsze mniejszości – wymagało to odwagi, determinacji, braku wyrachowania, idealizmu, podejmowania ryzyka.

Patriotyzm jest zresztą dość młodym dzieckiem idei państwa narodowego, trochę ponad 200 lat w ludzkiej historii. To pogląd, że ojczyzna jest najważniejsza, że dla niej najlepiej ponosić ofiarę z życia, zdrowia, wolności; że nasze jest lepsze z definicji od inne; że identyfikacja narodowo-państwowa jest nadrzędną formą samookreślania się. Najpierw zatem jesteśmy Polakami (na ten przykład), potem ludźmi, a dalej co tam już chcecie – katolikami, piłkarzami, krakusami czy chłopami lub hrabiami.

Historycznie patrząc, wzorcową postacią antypatriotyczną była najbardziej znana na świecie Polka – rewolucjonistka Róża Luksemburg, która nie wzięła udziału w wyścigu o niepodległość Polski, uznając, że własne państwo narodowe będzie niezmiennie wyzyskiwać najsłabszych, że duma narodowa nie znosi podziałów klasowych, które najmocniej decydują o losie i życiu.

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.

Kraj

Róża Luksemburg wraca do Warszawy

Plac Centralny przywróci Złotą 16 – najbardziej znany warszawski adres kojarzony z rewolucjonistką Fragmenty bruku i budynków przy nieistniejącym odcinku ulicy Złotej odkryto w trakcie prac ziemnych w środkowej części placu Defilad, między Muzeum Sztuki Nowoczesnej a Pałacem Kultury. Powstanie tu nowy plac, Centralny, z oznaczeniem układu dawnych ulic, obrysem zabudowy i dziedzińców kamienic. Na jednym z nich ostatniego dnia lutego 1895 r. poślizgnęła się i złamała lewą rękę matka Róży Luksemburg.

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.

Felietony Roman Kurkiewicz

Nacjonalizm – to się leczy

Nacjonalizm dokonuje gwałtu na naszym życiu i historii Teoretycznie dobrą wiadomością jest to, że pod naciskiem protestów i sprzeciwów społecznych szefem wrocławskiego IPN nie został (tzn. został, ale zaraz się podał do dymisji) regularnie i konsekwentnie faszyzujący doktor, z KUL, a jakże, Tomasz Greniuch, współzałożyciel ONR, organizator wielu demonstracji o antysemickim i szowinistycznym charakterze, uwieczniony w geście hitlerowskiego pozdrowienia apologeta Léona Degrelle’a – walońskiego nacjonalisty, hitlerowskiego kolaboranta, nazisty i pułkownika Waffen SS, ultrakatolika. Idąc za ciosem,

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.

Opinie

Niepoważna historia

Gdyby nie Róża Luksemburg, wszyscy jej bliżsi i dalsi krewni mogliby się podpisać pod oświadczeniem prof. Andrzeja Friszkego Prof. Andrzej Friszke, prezentując w rozmowie z Robertem Walenciakiem (PRZEGLĄD nr 8/2021) swoją książkę „Państwo czy rewolucja”, rozróżnia Żydów, którzy zasilali Polską Partię Socjalistyczną, oraz tych, którym bliższa była Socjaldemokracja Królestwa Polskiego i Litwy: „Żydzi opowiadali się za głębokimi zmianami, które ich równouprawnią jako ludzi. To pewną ich część poprowadziło do ruchu socjalistycznego. Do PPS, do SDKPiL. Choć mam wrażenie, że jest

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.

Aktualne

Komiks o Czerwonej Róży

Róża Luksemburg jest jedną z czołowych myślicielek rewolucyjnego socjalizmu. Jednak była kimś więcej niż tylko teoretyczką. Sprawiła, że jej głos był słyszalny w świecie wrogo nastawionym do opinii ambitnych i zdeterminowanych kobiet. Przezwyciężyła fizyczne niedomagania i stawiła

Felietony Roman Kurkiewicz

Pamiętajmy o Róży Luksemburg

Była jedną z najbardziej niezwykłych przedstawicielek swojego pokolenia, wykształconą, odważną, nieprzeciętną w skali Europy, pierwszą Polką z doktoratem z ekonomii – drugą z doktoratem w ogóle – kiedy jeszcze w większości krajów europejskich kobiety nie miały wstępu na studia (a słowo studentka było bardzo śmieszne, bo nie istniały takie osoby). Jest do dzisiaj jedną z dwóch najbardziej (wyłącznie) powszechnie rozpoznawalnych Polek w historii świata (obok Marii Skłodowskiej-Curie). Przed dwoma laty w akcie kretyńskiej, analfabetycznej kulturowo dekomunizacji skuto

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.

Wywiady

Czerwona niepodległość

Piłsudski był ukształtowany jako demokrata i po takiego lewica powinna sięgać. I nie dać go sobie wyrwać Prof. Michał Śliwa – specjalizuje się w historii idei i doktryn politycznych. Autor wielu prac o polskim ruchu socjalistycznym i jego działaczach, m.in. biografii Bolesława Limanowskiego, Ignacego Daszyńskiego, Zygmunta Żuławskiego, Feliksa Perla i Mieczysława Niedziałkowskiego. W latach 1999-2005 i 2008-2016 rektor Uniwersytetu Pedagogicznego im. Komisji Edukacji Narodowej w Krakowie. Czy lewica ma szczególne powody, by podkreślać swoje zasługi w odzyskaniu niepodległości Polski? –

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.