Tag "Tomasz Miłkowski"
Uczcie się od klasyków
W nowej polskiej dramaturgii obowiązuje nudziarstwo Nie zawsze to, co nowe, nowym jest w istocie, a to, co stare, jest starym. Ten wzniosły banał ciśnie się na usta po przeglądzie wyróżnionych w tegorocznym konkursie Ministerstwa Kultury na najlepsze wystawienie polskiej sztuki współczesnej w ubiegłym sezonie. Konkurs jest, oczywiście, poza podejrzeniem, chwała, że jest, że pobudza zainteresowanie najnowszą rodzimą dramaturgią. Wszelako niekoniecznie przynosi same zdrowe owoce. Więcej nawet pogoń za nowością sprawia, że polska klasyka
Laureaci kapuścianych pierogów
Międzynarodowy Festiwal Bałtycki Dom w Petersburgu stał się jednym z najważniejszych przeglądów teatralnych w Europie Siergiej Szub miał doskonały pomysł, kiedy jako koło ratunkowe dla upadającego Teatru im. Leninowskiego Komsomołu w Petersburgu rzucił pomysł zorganizowania międzynarodowego festiwalu teatralnego. Na pozór nic tej idei nie sprzyjało: pustki w kasie, zamieszanie programowe, rozpad dawnych struktur, niepewność jutra. A jednak właśnie ona miała się okazać sposobem nie tylko na przetrwanie, lecz także na stworzenie ważnego ośrodka skupienia twórczych
Debiutanci i mistrzowie
Przewodnik po aktorach (nie tylko) warszawskich w sezonie 2004/2005 „Nikt już nie umie grać Fredry, nikt Musseta, frak uwiera bardziej niż zbroja Makbeta” – Andrzej Łapicki. Charakterystyczne polskie narzekanie nie omija żadnej dziedziny życia społecznego, a więc i teatru. Nie jest od niego wolny Andrzej Łapicki, niedawny dostojny jubilat, którego 80. rocznicę urodzin obchodziliśmy 8 listopada ub.r. na scenie warszawskiego Teatru Polskiego. A jednak niepomny tej mizantropijnej przestrogi, z wiarą, że ktoś jednak potrafi, po kolejnym sezonie
Czy teatr jest „happy”?
W polskim teatrze do głosu dochodzi nowa generacja, sama stawia diagnozy i opowiada o swoim zagubieniu Sezon zakończył się optymistycznie „Happy endem” Brechta-Weila w Teatrze Narodowym. Ale czy teatr może być „happy”? Czy publiczność jest „happy”? Miniony sezon przyniósł sporo symptomów ożywienia, nowego ducha i w poszukiwaniu nowego repertuaru, i w odnajdywaniu porozumienia z widzem. Nie znikły jednak jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki kłopoty niedoboru: walki o środki, o widza, o obecność, o egzystencję. Nie zmalała liczba premier, bo wyrosło
Teatr po szwedzku
Przeciętny Szwed chodzi do teatru pięć razy częściej niż Polak O czym mowa, kiedy wspominamy o szwedzkim dramacie czy teatrze współczesnym? – pyta Ann Mari Engel, szefowa szwedzkiego oddziału ITI (Międzynarodowego Instytutu Teatralnego). – O Ingmarze Bergmanie? Aastrid Lindgren? Zespole Cullberg Ballet? Oczywiście tak, przede wszystkim o nich, no, może jeszcze o Larsie Norénie, który na dobre już zadomowił się w Europie, w tym w Polsce, i jest dzisiaj prawie tak sławny jak Strindberg.
„Makbet” na każdej scenie
Takiego wysypu sztuki Szekspira jeszcze w Polsce nie widziano Coś wisi w powietrzu. Na kilku scenach polskich w Krakowie, Opolu, Warszawie już teraz, a na kilku lada chwila na afiszu Makbet Szekspira. Takiego wysypu tej tragedii jeszcze w Polsce nie widziano. Owszem, Szekspir już dawno temu został adoptowany przez polski teatr, stał się nieoficjalnym wieszczem narodowym, często gęsto używanym, aby mówić o sprawach boleśnie dla nas aktualnych. Odkrył to Wyspiański, pisząc, że w Polsce zagadką
Teatr made in Poland
Największe niespodzianki i skandale w teatrach 2004 r. Piętnaście lat po transformacji polski teatr odzyskuje równowagę w nowym odmiennym świecie, w którym konkurencja, komercja i zaradność odgrywają równie ważną rolę, co wrażliwość i wyobraźnia. Dzisiaj nie wystarcza umiejętność twórczego myślenia i przyoblekania myśli w niebanalny kształt artystyczny, trzeba jeszcze to umieć sprzedać, aby być zauważonym, dostrzeżonym i docenionym, a dzięki temu otrzymać lub też wychodzić niezbędne środki na prowadzenie działalności. Wprawdzie offy teatralne można produkować za psie pieniądze,
Powieść w kinoteatrze
Wydarzenie: „Wniebowstąpienie” Konwickiego w Teatrze Telewizji A więc stało się: Maciej Englert, reżyser z krwi i kości teatralny, odstąpił od klasycznego i odchodzącego w przeszłość modelu spektaklu telewizyjnego, który usiłował udawać (z pewnymi modyfikacjami) teatr żywego planu. W pokazanym 10 stycznia w poniedziałkowym Teatrze Telewizji „Wniebowstąpieniu” według Tadeusza Konwickiego wybrał formę kinoteatru. Powstało jedno z najznakomitszych widowisk ostatniej dekady. Bezkompromisowe, rozliczeniowe, ale pozbawione jadu nienawiści pożegnanie z widmem PRL, zostało przyobleczone w niezwykle sugestywną, artystycznie pociągającą






