Tag "Wisła Kraków"
Polskie Porto i piłkarscy koloniści
Najlepsze lata polskiej reprezentacji przypadały na czas, gdy po kilku kadrowiczów grało ze sobą w silnym klubie
Kwestia transferu Oskara Pietuszewskiego, uchodzącego za najzdolniejszego polskiego młodzieżowca, rozpaliła nadwiślańskie głowy, wszak odeszło nasze nastoletnie dobro narodowe, któremu zwiastuje się światową karierę. Wyłożone przez FC Porto 10 mln euro to prawie rekord Ekstraklasy (Moder i Kozłowski odchodzili w swoim czasie do Brighton za 11 baniek każdy), dla Jagiellonii to kosmiczna kwota równa rocznemu budżetowi klubu, ale nie brakuje marudnych głosów besserwisserskich, że to dużo za mało, że Polaków się nie szanuje, że taki talent poszedłby za trzy razy więcej, gdyby był Hiszpanem albo Anglikiem. Osobiście widzę same zyski – Jaga będzie miała okazję wzmocnić kadrę przed wiosną na dwóch frontach, o ile oczywiście pieniądze zostaną rozdysponowane rozsądnie. Nasz zdolny skrzydłowy trafił zaś do drużyny, której kluczowymi graczami w tym sezonie są dwaj reprezentanci Polski – Jakub Kiwior i Jan Bednarek.
O tym, ile obaj znaczą dla legendarnych Dragões, mogliśmy się przekonać na własne oczy w minioną środę, kiedy w ćwierćfinale krajowego pucharu rozegrano portugalskie El Clásico między Porto a Benficą. Jedyną bramkę w meczu zdobył głową właśnie Bednarek, który ponadto ze stoickim spokojem kierował blokiem defensywnym, Kiwior w ostatnich chwilach zaliczył interwencję ratunkową, blokując na linii bramkowej strzał rywali – obaj nasi obrońcy są regularnie wybierani na najlepszych defensorów miesiąca w Liga Portugal. Trudno temu się dziwić, skoro Porto po prostu nie przegrywa, prawie w ogóle nie traci goli i pewnie zmierza po dublet. W Lidze Europy, grając na pół gwizdka, Smoki też mieszczą się w ósemce, a w najbliższy czwartek w Pilznie można się spodziewać europejskiego debiutu Pietuszewskiego w nowych barwach.
Polacy mają nierówne szczęście do FC Porto. Pierwszym naszym bramkarzem, który sięgnął po piłkarski Puchar Mistrzów, był Józef Młynarczyk, przed bez mała 40 laty jeden z bohaterów zwycięskiego finału przeciw Bayernowi Monachium. Ależ się wtedy ekscytowaliśmy golem, którego bezczelnie strzelił piętą Bawarczykom Rabah Madjer, niejako mszcząc się za „hańbę w Gijon” z Mundialu 1982, kiedy to Niemcy dogadali się z Austriakami, aby wyeliminować Algierię.
W Porto spędził kilka sezonów także Grzegorz Mielcarski, ale
Mażcie po murach, nie gwałćcie dzieci
Idzie, bardziej krąży, nóżka ciągnie się po krzywych liniach, ale posuwa się do przodu, tam się potknie, na kolano przyklęknie, zaklnie, zabolało, dźwignie się, ramieniem walnie w coś, w płot, latarnię, słup, auto zaparkowane. Idzie, a nie może dojść. Nagle coś uderza go w twarz, oddaje z całej bezprzytomnej siły, to szyba na przystanku, nie odpuszcza, wali ją, zauważa kosz na śmieci, wyrywa go, łups, nie ma szyby, oddech się uspokaja, krew z dłoni wytarta o kurtkę. Jutro niczego
Klubowa piłka, czyli show dla ubogich
Telewizyjna kroplówka utrzymuje krajowy futbol przy życiu Polski futbol w wydaniu klubowym, choć siermiężny i brutalnie weryfikowany przez rywali nawet ze średniej półki w europejskich pucharach, ma konkretną wartość. Przede wszystkim dla telewizyjnych nadawców. Dla TVP oraz komercyjnego Canal+ wart jest 1 mld zł. Co prawda, w ciągu czterech lat, ale to i tak suma gigantyczna w zestawieniu z jakością oferowanej rozrywki. Można wręcz powiedzieć, że właśnie telewizyjna kroplówka utrzymuje krajową piłkę przy życiu. Gdyby bowiem nie było
Zarobki futbolistów bardziej frapujące niż gra
Zarabiana kasa i sportowa klasa rzadko idą w parze Pieniądze w piłkę nie grają, ale ich podliczanie w futbolowym światku jest często uprawianą dyscypliną. Dla niektórych nawet bardziej frapującą niż gra na boisku. Zwłaszcza że pod naszą szerokością geograficzną zarabiana kasa i sportowa klasa rzadko idą w parze. Właściciele i prezesi klubów nie mają jednak wyboru – uczestnicząc w wyścigu na międzynarodowym rynku, muszą płacić piłkarzom ze średniej półki europejskie stawki. W przeciwnym razie ci wybiorą korzystniejszy z finansowego
Pan Misiek na Wiśle
„Wisła pany”, śpiewają od lat kibice tego klubu. Ale teraz pany to bandyci. O bliskich relacjach krakowskich przestępców z klubem piłkarskim wiedzieli wszyscy o inteligencji ponad 70 IQ . Wiedzieć, a widzieć, to jednak różnica. Pokonał ją Szymon Jadczak („Superwizjer” TVN). Pokazał, kto naprawdę rządzi tym klubem. Prezesem Wisły jest Marzena Sarapata. Wiceprezesem Damian Dukat, szef kibiców. A w tle jest Paweł M. „Misiek”, wynajmujący w klubie lokal na siłownię. Tenże „Misiek” w 1998 r.
Zapowiedzi repertuaru wiosennego
Prezes jest za segregacją. „Jeżeli jest ryzyko, że w dyskotece mogą się pobić dwie grupy, to wpuszczam jednych albo drugich, albo żadnych”. Tak powinno też być na stadionach: wchodzą tylko kibice jednego klubu. Tę prostą receptę na burdy wypisał Zbigniew Boniek trzeciego dnia po meczu derbowym Cracovia-Wisła, w którym, jak wiadomo, kibice Cracovii ostrzelali racami z rakietnic kibiców Wisły, żeby sobie osłodzić klęskę „pasów” na boisku. Że też 13 grudnia zawsze musi się w Polsce wydarzyć coś
Kapelani z opaską na oczach
Policja i kluby są już całkowicie bezradne. Na stadionach rządzą kibole z bejsbolami i maczetami. Wychwalani przez PiS stadionowi bandyci groźbami i przemocą eliminują przeciwników „nowego patriotyzmu”. Są bezkarni i coraz bezczelniejsi. Na meczu Wisły z Cracovią kibole Wisły wywiesili ogromną płachtę wielkości całej trybuny. Wokół kibica Wisły cmentarne krzyże i napis: „Boże miej litość dla naszych rywali bo jak widzisz my jej nie mamy”. Znak czasu. Bo kibole mają kapelana krajowego. A każdy klub swojego księdza.







