Tag "Włodzimierz Odojewski"
Szkalowanie literatów
Na dokopywaniu literatom można się pośliznąć jak na skórce od banana. Przekonała się o tym Joanna Siedlecka, fanka dojnej zmiany. Ogłosiła w „Do Rzeczy”, że pisanie o bandytach, którzy mordowali po wojnie dzieci i kobiety, czy o szmalcownikach, którzy polowali na Żydów, jest czarną kartą polskiej literatury. Siedlecka zarzuciła Janowi Brzechwie, że „pomawiał wyklętych o rabunek, pijaństwo, a nawet pedofilię”. Bidula, chyba tylko ona nigdy nie słyszała o gwałtach „wyklętych” na nieletnich. A Tadeuszowi Konwickiemu ma za złe, że pokazał gwałcicieli 15-latki, morderców Białorusinów i Żydów.
A Siedlecka ciągle lustruje
To, co pisze Joanna Siedlecka, może brzydzić, ale przecież ludzie nie takie rzeczy robią, by zaistnieć. Siedlecka ma specyficzne hobby. Lubi grzebać w papierach bezpieki i lustrować literatów. Szczególnie tych, którym zazdrości talentu. Taki kompleksik. A już szczególną gulą reaguje na Włodzimierza Odojewskiego. Naujadała na niego w „Do Rzeczy”. Odojewski bywał na naszych łamach. Był czytany. I tłumaczony na ponad 20 języków. A Siedlecka nie. Choć nie można jej odmówić pracowitości. Ani gorliwości, z jaką się zabiera do kolejnych
Czyj upadek?
Niemcy wymyślili i wynaleźli sobie Hitlera, a teraz oglądają o nim nowy film Jeszcze przed trzema, czterema laty przeciętnemu niemieckiemu pięćdziesięciolatkowi powstanie warszawskie kojarzyło się zazwyczaj z wcześniejszym powstaniem w getcie warszawskim, czasem bywało dużo gorzej: 1 września kojarzył się z jakąś jakoby wcześniejszą polską prowokacją, przekroczeniem granicy przez polską bojówkę i napadem na niemiecką radiostację. W szkołach niemieckich o ostatniej wojnie młodzież uczyła się niewiele, podręczniki załatwiały temat jak gdyby w biegu
W stronę półinteligenta
Zaradzić ogłupianiu społeczeństwa może jedynie umiejętna, stanowcza polityka kulturalna państwa Listy bestsellerów w prasie propagują najczęściej chłam. Kupiłem niedawno tom opowiadań amerykańskiej autorki, wysuniętej na czoło takiej listy w jednym z szanowanych tygodników, przeczytawszy tydzień wcześniej w tymże tygodniku z owego tomu entuzjastyczną recenzję szanowanej przez mnie pewnej pani krytyk książka może o jedną kreskę, może tylko o pół kreski wznosiła się ponad poziom pospolitej grafomanii. Do teraz zachodzę w głowę,
Samcze pragnienie pogromu
Niemiecki upiór nacjonalizmu Może zabrzmi to dziwnie, ale swój obecny przyjazd do Warszawy, choć czynię tak niemal regularnie od kilku lat, odczuwam trochę jak ucieczkę przed rosnącą w Niemczech falą nacjonalizmu. Obserwuję zjawisko z przerażeniem, nie tylko dlatego, że pamiętam początki niemieckiej okupacji w Polsce, najpierw w Wielkopolsce, a potem na Wschodzie, ale mam świadomość, do jakich potworności nacjonalizm może doprowadzić i doprowadził już np. na pograniczu polsko-ukraińskim, w Irlandii, w Kraju Basków, na Bałkanach. Tak się potoczyło moje życie, iż w żadnym z polskich miast nie przebywałem







