Służby specjalne na użytek kampanii wyborczej W telewizyjnym programie Tomasza Lisa „Co z tą Polską?” Donald Tusk radził Włodzimierzowi Cimoszewiczowi, by już nie zajmował się sprawą Anny Jaruckiej, by się tym nie interesował. Cała grupa polityków wyraziła swoje niezadowolenie, gdy Cimoszewicz ujawnił, że UOP miał swojego agenta w ośrodku decyzyjnym NSZZ „Solidarność”. Oto dwie afery, dwa zamachy na fundamenty państwa demokratycznego, mają zostać zapomniane, skręcone. Czyżby płk. Miodowiczowi znów miało się upiec? Bezpieka znowu górą? Sprawa Jaruckiej, czyli pułkownicy na Platformie W ubiegłą sobotę sensacją dnia była informacja, że Annę Jarucką przyprowadził do Konstantego Miodowicza Wojciech Brochwicz, również pułkownik. Obaj znają się jeszcze ze studiów, z czasów PRL, kiedy działali w organizacji Wolność i Pokój. Potem obaj zajęli kluczowe miejsca w Urzędzie Ochrony Państwa. Miodowicz był dyrektorem kontrwywiadu, Brochwicz jego zastępcą. Dziś obaj są w Platformie Obywatelskiej. Miodowicz jest jej posłem, kandydatem numer 1 w Świętokrzyskiem, Brochwicz prowadzi kancelarię adwokacją, a w wielu spekulacjach był wymieniany jako kandydat na ważne posady w MSW w rządzie Jana Rokity (również ich kolegi z WiP). I to do niego – jak opowiedział dziennikarzom – przyszła wpierw Anna Jarucka. Opowiedziała mu swoją historię, a on ją kupił. Osoba, która dobrze zna Brochwicza, próbuje zrekonstruować jego sposób myślenia. – To jest człowiek, który na hasło SLD reaguje jak pies Pawłowa i który w ogóle szybciej działa, niż myśli – mówi nasz informator. – W związku z tym najpewniej łyknął te wszystkie opowieści zupełnie bezkrytycznie. Jarucka przyniosła to, na co on czekał i na co czekali jego kumple. Więc on, nie zastanawiając się specjalnie, pobiegł do Miodowicza. Nasz rozmówca sceptycznie traktuje spekulacje, że osobą, która skontaktowała Miodowicza z Jarucką, był ktoś inny, a Brochwicz ją osłania. – Trudno w to uwierzyć, bo to on najwięcej na całej aferze stracił – tłumaczy. – Wiceministrem już nie będzie. Poza tym jego kancelaria prawnicza dobrze szła, zarabiał grube pieniądze, obsługiwał m.in. Krauzego czy Donbas. Teraz część firm może się wycofać. Jeżeli tak, to warto się przyjrzeć wersji Brochwicza. Otóż twierdzi on, że Jarucka przyszła do niego po raz pierwszy 9 sierpnia. Wierząc jej na słowo, umówił ją z Miodowiczem na 11 sierpnia. Wtedy też miało miejsce spotkanie, już nie w trójkę, jak mówił płk Miodowicz, ale w czwórkę – Brochwicz, Miodowicz i Jaruccy. I podczas tej rozmowy, jako jej sfinalizowanie, Jarucka napisała swoje oświadczenie, które trafiło do Komisji Śledczej. Dla prowadzącej śledztwo prokuratury będzie niezwykle ważne ustalenie wszystkich okoliczności związanych z tą sprawą. Czy Jarucka pisała oświadczenie samodzielnie? Trudno w to uwierzyć – miała przecież pod ręką prawnika, no i posła z Komisji Śledczej. A jeżeli jej pomagali, to w których momentach? I Miodowicz, i Brochwicz ocierają się o współsprawstwo. A także mąż Jaruckiej – Michał. Poza tym, co rzuca się w oczy, Jarucka podczas posiedzenia Komisji Śledczej mówiła coś innego, niż napisała w oświadczeniu. Otóż w kancelarii Brochwicza napisała, że wymieniała oświadczenie majątkowe Cimoszewicza w Sejmie. Tymczasem parę dni później, przesłuchana w komisji, mówiła, że wymieniała w MSZ. Płk Miodowicz nie zareagował. To wymaga wyjaśnienia. Podobnie jak okoliczności okazania kserokopii z faksymile, czyli fałszywego dokumentu, który Jarucka dała komisji, a z którym Miodowicz biegał po sejmowym korytarzu, z radością nim machając. Cała sprawa dla prokuratora wyglądać może dwojako. W pierwszej wersji Jarucka wszystkich oszukała, także Brochwicza i Miodowicza, no i swego męża. Wtedy dwaj pułkownicy wychodzą na naiwnych prostaczków, ale ratują skórę. Druga wersja wymagająca sprawdzenia jest inna: zakłada ona, że pułkownicy oraz Jaruccy działali w zmowie, razem wyprodukowali prowokację. Wówczas nasuwa się pytanie – czy sztab Donalda Tuska wiedział o całej akcji, a jeżeli tak, czy również brał w tym udział? Sęk w tym, że wszyscy podejrzani w tej sprawie mieli tygodnie, by uzgodnić zeznania i przyjąć linię obrony. Prokurator będzie więc miał utrudnione zadanie. Najpierw będzie musiał przesłuchać całą czwórkę, zweryfikować zeznania. Mógłby również sprawdzić billingi telefoniczne Miodowicza, to pomogłoby zweryfikować wątek jego kontaktów z Tuskiem. Ale czy będzie miał na to ochotę i wystarczająco
Tagi:
Robert Walenciak







