Tajniacy, seks i aktywistki

Tajniacy, seks i aktywistki

Agenci policji brytyjskiej mieli służbowe romanse z kobietami, które szpiegowali

W Wielkiej Brytanii wybuchł skandal policyjny. Zdaniem lewicowego dziennika „The Guardian”, afera świadczy o „kulturze paranoi na wysokim szczeblu rządowym”. Okazało się, że agenci jednostki specjalnej przez lata infiltrowali organizacje ekologów, alterglobalistów, lewicowców i innych kontestatorów. Tajniacy stosowali specyficzne techniki – wbrew przepisom romansowali z aktywistkami. Kobiety obecnie czują się pokrzywdzone i rozważają oskarżenie dawnych amantów przed sądem. Co więcej, wiele wskazuje na to, że agenci działali także jako prowokatorzy, podżegając do sprzecznych z prawem czynów.
Szpicle i ich oficerowie prowadzący opływali w luksusy. Siedmioletnia misja tylko jednego agenta, Marka Kennedy’ego, kosztowała 1,75 mln funtów. „Kennedy miał całkiem niezłą robotę. Wspinał się na drzewa, kupował sobie drinki, spał z dziewczynami, przykuwał się łańcuchem do elektrowni atomowych, a wszystko na koszt podatnika”, szydził „The Guardian”. Popularny konserwatywny dziennik „Daily Mail” stwierdził, że brytyjska policja naoglądała się za dużo telewizji, społeczeństwo domaga się jednak normalnej pracy stróżów prawa, a nie Jamesa Bonda. Komentatorzy podkreślają, że misja agentów okazała się drogim fiaskiem. Poza niesłychanie wysokimi kosztami i kompromitacją policji nie przyniosła żadnych korzyści.
Operację prowadziła tajemnicza agencja o orwellowskiej nazwie Jednostka Wywiadu Narodowego Porządku Publicznego (National Public Order Intelligence Unit, NPOIU). To jedna z kilku jednostek antyterrorystycznych podlegających Zrzeszeniu Wyższych Oficerów Policji (Association of Chief Police Officers, ACPO). ACPO nie jest urzędem, lecz prywatną firmą wysokich rangą stróżów prawa. Scotland Yard zleca jej delikatne misje, o których nie powinna się dowiedzieć opinia publiczna. Założona w 1997 r. ACPO jako firma prywatna nie podlega ustawie o swobodnym dostępie do informacji ani nie odpowiada przed społeczeństwem w takim stopniu jak policja. Zebrała ona bank danych z informacjami o 2 tys. aktywistów. Nie tylko udostępnia je policji, lecz także sprzedaje właścicielom elektrowni i innych przedsiębiorstw, które obawiają się strat z powodu protestów ekologów. NPOIU została powołana 12 lat temu w celu poskromienia wojujących obrońców praw zwierząt. Potem jej kompetencje objęły zwalczanie wszystkich „domorosłych ekstremistów”.
Według „Daily Mail”, na liście 2 tys. inwigilowanych znalazł się 85-letni John Catt, weteran ruchu pokojowego z Brighton. Jeden z tajniaków zamieścił w raporcie wstrząsającą informację, że Catt przybył na wiec

gładko ogolony.

Inny agent zaalarmował: „Podczas demonstracji John Catt siedział na składanym krześle i wydawało się, że rysuje”. Oburzony weteran zaprotestował: „Nie jesteśmy potencjalnymi wrogami państwa. Nie jesteśmy domorosłymi ekstremistami. Jakim prawem policja mówi o nas w tak agresywny sposób?”.
W sierpniu 2003 r. rozpoczął misję tajny agent NPOIU, Mark Kennedy. Na zebraniu ekologów z ruchu Earth First wyglądał jak modelowy hipis, przeciwnik systemu: miał długie włosy związane w kucyk i imponujące tatuaże na ramionach. Przedstawił się jako Mark Stone, zawodowy wspinacz prowadzący dochodowe interesy za granicą. W odróżnieniu od innych aktywistów jadł mięso i niechętnie uczestniczył w teoretycznych dyskusjach. Za to był życzliwy i zawsze miał pieniądze, co w środowisku stanowiło rzadkość. Agent szczodrze – z funduszy policyjnych – wspierał sprawę, ponadto chętnie podwoził innych swoim niebieskim pickupem. Szybko zdobył zaufanie działaczy z różnych organizacji – angażował się we wszystkie ruchy kontestacyjne: ekologów, alterglobalistów, anarchistów, antyfaszystów itp. Stworzył rozległą sieć kontaktów w całej Europie, uczestniczył niemal we wszystkich demonstracjach, wiecach, marszach i zadymach w 22 krajach. Przykuł się łańcuchem w elektrowni atomowej w Hartlepool, wspiął na dźwig w elektrociepłowni Didcot, protestował przeciwko budowie tamy na Islandii, bratał się z ekologami w Hiszpanii, penetrował środowiska autonomistów niemieckich i anarchistów we Włoszech. Szedł na czele demonstrantów podczas szczytów grupy G-8 w Gleneagles i Heiligendamm. Wyróżniał się radykalizmem i podjudzał towarzyszy do rewolucyjnych czynów. Irlandzki aktywista Mark Malone opowiada: „Podczas majowych demonstracji w Dublinie Stone należał do tych, którzy podgrzewają nastroje. Namawiał nas do przerwania blokady policyjnej”. W Berlinie widziano, jak Kennedy podczas zamieszek

podpalał pojemniki ze śmieciami.

W 2008 r. nakłonił 29 aktywistów do uprowadzenia pociągu transportującego tysiąc ton węgla do elektrowni w Drax. Okazał się tak gorliwy, że niektórzy nabrali podejrzeń i nazywali go za plecami „detektyw Stone”.
Szpicel otrzymywał królewskie wynagrodzenie. Niekiedy płacono mu za 22 godziny pracy na dobę. Potem opowiadał: „Tajny agent kosztuje 250 tys. funtów rocznie. Nawet kiedy byłem w domu, leżałem w łóżku czy oglądałem telewizję, zaliczano mi pięć nadgodzin dziennie. Mojemu oficerowi prowadzącemu tyle samo. Kiedyś jadłem w bardzo drogiej restauracji z owocami morza koło Tower Bridge. Rachunek opiewał na setki funtów. Pomyślałem sobie: to jest życie!”. Ale Kennedy podkreśla, że zasługiwał na wszystkie te dobrodziejstwa. Narażał się przecież dla ojczyzny i niekiedy musiał jeść dania wegetariańskie w obozach ekologów urządzonych tak prymitywnie, że miewał wszy. Także oficerowie prowadzący tajniaka wiedli wystawne życie. Jeździli kosztownymi samochodami marki Volvo, nie martwiąc się, że takie auta zwracają uwagę.
Pracowity agent ma żonę i dzieci, nie przeszkodziło mu to jednak romansować z aktywistkami. Zapewnia, że tylko z dwiema, ale erotycznych przygód było z pewnością więcej. Anna miała 21 lat, kiedy Kennedy ją uwiódł w 2005 r. Teraz dziewczyna opowiada: „Wiem, że wtedy uprawiał seks także z innymi kobietami z naszego ruchu. Nie było w tym żadnej miłości”.
Tajniak został zdemaskowany w październiku 2009 r., gdy przyjaciółka odkryła jego prawdziwy paszport. Aktywiści powiedzieli agentowi w twarz: „Wiemy, że jesteś gliną”. Kennedy rozpłakał się i przyznał do wszystkiego. Obiecał, że będzie szczerze pomagać szpiegowanym ruchom. Na wszelki wypadek zbiegł do USA, gdzie ukrywa się zarówno przed dawnymi towarzyszami, jak i przed przełożonymi. Podobno żyje w ciągłym strachu, zabarykadowany w mieszkaniu, zdradzeni aktywiści grożą mu bowiem okrutnym końcem. 41-letni Kennedy opowiedział swoją historię dziennikarzom „Mail on Sunday”, za co zainkasował oszołamiające honorarium. Wyznał, że różne organizacje kontestatorów były infiltrowane przez co najmniej 15 innych agentów. Zdradził ekologom tożsamość agentki Lynn Watson, która, udając pracownicę opieki społecznej, szpiegowała ekologów w Leeds. Skandal wybuchł w styczniu, kiedy sąd zrezygnował z oskarżenia szóstki aktywistów, którzy w 2009 r. zamierzali zablokować elektrownię Ratcliffe-on-Soar w hrabstwie Nottingham. Niestrudzony Kennedy był głównym animatorem tej akcji. Potem obiecał oskarżonym, że pomoże im podczas procesu. Sąd próbował do tego nie dopuścić, lecz całą sprawę zdemaskował „The Guardian”.
Wkrótce potem media ujawniły kolejne rewelacje. Tajny agent Mark Jakobs penetrował grupę anarchistów w Cardiff i przy okazji zabawiał się w ramionach jednej z zaciekłych przeciwniczek wszelkiej władzy.
Służbowy romans nawiązał także funkcjonariusz Jim Boyling, który jako Jim Sutton szpiegował organizację ekologiczną Reclaim the Streets. Jej celem jest zwalczanie ruchu samochodowego m.in. poprzez blokowanie ulic rowerami. Tajniaka nazywano „Jim Van”, ponieważ chętnie podwoził aktywistów swoim samochodem. W 1999 r. został kochankiem artystki Angharad Bevan, uczestniczki ruchu. Rok później przyznał się jej do pracy w policji, zapewnił jednak, że jest ostatnim agentem w tej grupie i właśnie zakończył działalność. W 2005 r. szpieg i aktywistka

wzięli nawet ślub.

Na świat przyszło dwoje dzieci. Ale małżeństwo przetrwało tylko dwa lata. „Poczułam się jak prostytutka, kiedy Boyling powiedział mi, że romanse są dla agenta sposobem maskowania się. Ponadto okłamał mnie, ponieważ naszą grupę przez cały czas penetrowali inni agenci”, żali się 33-letnia pani Bevan. Obrotny agent Boyling czynny jest obecnie w jednostce antyterrorystycznej Scotland Yardu. Brytyjczycy mogą spać spokojnie.
Mocno zakłopotany aferą rząd zapewnił, że NPOIU zostanie podporządkowana Scotland Yardowi i poddana takiej samej kontroli jak regularne jednostki policji. Jej finanse sprawdzi komisja spraw wewnętrznych Izby Gmin. Śledztwo wszczęła także policja. Nad Tamizą nie tylko lewicowi, lecz także konserwatywni komentatorzy zastanawiają się, dlaczego rząd roztrwonił tak gigantyczne pieniądze na szpiegowanie przeważnie nieszkodliwych aktywistów.


Romeo w Berlinie
Afera odbiła się głośnym echem także w innych krajach. Minister spraw wewnętrznych Islandii Ögmundur Jónasson polecił wszczęcie dochodzenia, które wyjaśni, czy agent Kennedy działał na wyspie samodzielnie, czy też policja obu krajów współpracowała w tej sprawie. Według dziennika „The Guardian”, brytyjski tajniak walnie przyczynił się do powstania ruchu radykalnych ekologów na Islandii. Niemiecki tygodnik „Der Spiegel” napisał, że Kennedy był aktywnym kochankiem także w Republice Federalnej i utrzymywał kontakty seksualne z kilkoma aktywistkami w Berlinie. Deputowany do Bundestagu z ramienia Partii Lewicy Andrej Hunko wezwał do przeprowadzenia śledztwa w sprawie Kennedy’ego, „który nawiązywał nie tylko nieszczere długoterminowe przyjaźnie, lecz także relacje seksualne pod ewidentnie fałszywymi pretekstami”. Hunko potępił „przekraczające granice policyjne operacje szpiclowania”, które wymknęły się spod kontroli. Parlamentarzysta Hans-Christian Ströbele, weteran Partii Zielonych, domaga się, aby rząd federalny ustalił, czy Kennedy działał w RFN jako prowokator i czy popełnił czyny karalne. Jeśli tak, powinien stanąć przed sądem, jako że niemieckie prawo obowiązuje także agentów brytyjskich.

Wydanie: 6/2011

Kategorie: Świat

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy