Trybunał przedobrzył

Trybunał przedobrzył

Przez Austrię przetacza się fala krytyki decyzji o unieważnieniu wyborów prezydenckich

Korespondencja z Austrii

Wyraźnie błędne rozstrzygnięcie. Tak unieważnienie drugiej tury wyborów prezydenckich przez Trybunał Konstytucyjny ocenia najbardziej znany austriacki konstytucjonalista, prof. Heinz Mayer.
Krytyczny tekst byłego dziekana Wydziału Prawa Uniwersytetu Wiedeńskiego ukazał się w tygodniku „Falter” osiem tygodni po ogłoszeniu wyroku. W momencie gdy rozpoczyna się sześciotygodniowa kampania prezydencka dwóch kandydatów, którzy wystartują w powtórce majowych wyborów, Mayer twierdzi, że pisemne uzasadnienie wyroku pokazuje jasno, że Trybunał Konstytucyjny (Verfassungsgerichtshof, VfGH) sam odszedł od zapisów ustawy zasadniczej. Podkreśla jednak, że nie zmienia to faktu, że wyroki Trybunału są niepodważalne i należy je respektować.

Przeliczyć, nie przeliczyć

Przypomnijmy. Drugą turę austriackich wyborów prezydenckich wygrał wywodzący się z partii Zielonych Alexander Van der Bellen. O włos wyprzedził „brunatnego” kandydata, Norberta Hofera z FPÖ. I tydzień przed zaprzysiężeniem dowiedział się, że musi walczyć od nowa. Orzeczenie TK z 1 lipca oznacza nielegalność drugiej tury wyborów prezydenckich.

Według Mayera VfGH myli się w zasadniczym punkcie: nie doszło do sytuacji, w której nieprawidłowości mogły wpłynąć na wynik wyborów, co pozwoliłoby je unieważnić. Mogło tylko zaistnieć prawdopodobieństwo wystąpienia takiego wpływu, a to co innego. Interpretacja VfGH była więc nadmiernie „przyjazna ochronie prawa”. Wyliczenia prawdopodobieństwa wpływu nieprawidłowości na wynik wyborów dokonane przez statystyka Ericha Neuwirtha z Uniwersytetu Wiedeńskiego wykazały, że taki wpływ wynosił mniej niż jeden promil, był więc praktycznie wykluczony. Wystarczyłoby nakazać ponowne przeliczenie głosów w okręgach z nieprawidłowościami.

Podawać, nie podawać

Profesor podważa także „wymyślony przez VfGH wymóg »czystości« wyborów”. Chodzi o przekazanie do publicznej wiadomości częściowych wyników głosowania. Według Trybunału miało to wpływ na przebieg wyborów i spowodowało ich niezgodność z prawem w całości. Zdaniem Mayera wyrok TK stoi w sprzeczności z jego kompetencjami do decydowania o powtarzaniu części wyborów.

Podobne opinie pojawiły się w Austrii już wcześniej, choć ich autorami nie były autorytety prawnicze. Znany bloger Robert Misik pisał, że VfGH mógł przy wszystkich wątpliwościach rozstrzygnąć inaczej, ale nie uwolnił się od politycznych realiów. Nie chciał napędzać agresywnej retoryki FPÖ, wiecznych krytyków TK, i rozstrzygnął po ich myśli. To krótkowzroczność, gdyby bowiem teraz wygrał Hofer, naprawdę mogłoby dojść do kryzysu konstytucyjnego. Zdaniem Misika werdykt VfGH jest odpowiedzią na polityczną potrzebę i dowodem na „państwo prawa”, ale tylko na chwilę uspokoi agresję FPÖ wobec instytucji prawa. „Trybunał pokazał figę 50,3% wyborców, anulował 2 254 484 głosy i stwierdził, że głosy większości są mniej warte niż głosy kipiącej oburzeniem przegranej partii”, ocenia bloger.

Publikować, nie publikować

Krytyka uzasadnienia wyroku prowadzi również do wznowienia dyskusji na temat zdania odrębnego sędziów. Czy powinno być ono publikowane, jak to się dzieje w krajach anglosaskich i w Niemczech? Sędzia, który nie opowiedział się po stronie większości, powinien móc opublikować swoje argumenty i stanowisko, uważają austriaccy socjaldemokraci, Zieloni i Neos (Nowa Austria i Forum Liberalne). SPÖ twierdzi, że dostępność „zdań odrębnych” pokazuje, na ile jednomyślnie zapadał wyrok. W ten sposób jest zapewniona transparentność prac. Przeciwna publikowaniu zdań odrębnych jest FPÖ. Widać tu wyraźną zmianę punktu widzenia, bo kiedy werdykty Trybunału były dla wolnościowców nieprzychylne, tak jak w 2001 r., żądali publikowania zdań odrębnych sędziów, by móc prezentować argumenty za swoją sprawą.

Wiele wskazuje na to, że powtórką wyborów Trybunał Konstytucyjny Austrii zrobił prezent prawicowemu kandydatowi, a reszcie obywateli pokazał, że nawet ta instytucja – niezależnie od intencji – nie jest wolna od bieżącej polityki. Siłą rzeczy musi teraz się liczyć z utratą zaufania społecznego. Trybunał to bardzo delikatna i wrażliwa instytucja, zagrożona nawet wtedy, kiedy nie musi walczyć o przetrwanie jak w Polsce.

Wydanie: 35/2016

Kategorie: Świat

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy