Taniej ropy nie będzie

Taniej ropy nie będzie

Na Bliskim Wschodzie wojna w Ukrainie jest traktowana jako element amerykańsko-chińskiej rozgrywki


Krzysztof Płomiński – dyplomata, specjalista od krajów arabskich. W MSZ przepracował kilkadziesiąt lat (1971-2006), był m.in. ambasadorem Rzeczypospolitej Polskiej w Iraku (1990-1996) i Arabii Saudyjskiej (1999-2003), a w latach 2004-2006 dyrektorem Departamentu Afryki i Bliskiego Wschodu. W 2019 r. opublikował wspomnienia „Arabia incognita. Raport polskiego ambasadora”.


Arabia Saudyjska i Zjednoczone Emiraty Arabskie odrzuciły namowy USA, by zwiększyć wydobycie ropy i tym samym obniżyć jej cenę na światowych rynkach. Dlaczego odmówiły Ameryce?
– ZEA złożyły deklarację, że zwiększą produkcję ropy. A jeśli chodzi o Arabię Saudyjską… Kraj ten ma tradycję podejmowania decyzji o strategicznym znaczeniu po dłuższym zastanowieniu. Zwłaszcza że gdy Saudowie odchodzili od przemyślanego podejmowania decyzji, kończyło się to problemami. Przykładem jest wojna w Jemenie, która nie wiadomo jak długo jeszcze potrwa.

W 1985 r. Arabia Saudyjska przyjęła propozycję Ronalda Reagana, by zwiększyć wydobycie ropy.
– Wtedy Saudyjczycy też się zastanawiali. Ale w końcu zdecydowali się na jednostronne odejście od kwot produkcyjnych OPEC, co spowodowało gwałtowne, trwające kilka lat załamanie cen ropy naftowej, dewastujące finanse Związku Radzieckiego (a przy okazji Iraku) i przyczyniające się istotnie do demontażu całego imperium. Wprawdzie w Polsce o tym nie pamiętamy, ale na Kremlu na pewno nie zostało to zapomniane.

Kalkulacja Rijadu

Dlaczego więc teraz Arabia Saudyjska jest powściągliwa?
– Powodów jest wiele. Niektóre są bardziej jasne, inne głębiej schowane. W Rijadzie muszą zadawać sobie wiele strategicznych pytań: jak długo ta wojna będzie trwała? Jaki będzie jej przebieg? Jakie przyniesie długofalowe skutki? Czy odcięcie Rosji od rynku europejskiego, programowo przechodzącego na czyste źródła energii, nie spowoduje przekierowania dostaw rosyjskich do Chin, wywołując wojnę cenową z dostawcami arabskimi i dając Pekinowi pozycję rozgrywającego na globalnym rynku ropy? Nie bez znaczenia pozostają też saudyjskie interesy w sąsiedztwie. Wszak Rosjanie wraz z wojną w Ukrainie nie utracili wpływów i pozycji na Bliskim Wschodzie. Także inne czynniki muszą być przez Saudyjczyków brane pod uwagę.

Czyli?
– Najistotniejsze jest to, że na Bliskim Wschodzie, również w Rijadzie, wojna w Ukrainie traktowana jest przede wszystkim jako element rozgrywki globalnej. Takiej, która rozpoczęła się i toczy z błogosławieństwem NATO i Stanów Zjednoczonych, bez konsultacji i uwzględniania interesów sojuszników na Bliskim Wschodzie. Ta wojna jest tam postrzegana jako element amerykańsko-chińskiej rozgrywki, w której mniejsze państwa, nawet tak liczące się jak Arabia Saudyjska, są traktowane przedmiotowo. I łatwo mogą się stać potencjalnymi ofiarami.

A pozostałe czynniki?
– Na pewno Rijad bierze pod uwagę dotychczasowe stosunki ze Stanami Zjednoczonymi, przede wszystkim z administracją Bidena. A znajdują się one w czymś w rodzaju strefy cienia. Saudyjczycy od dawna są poirytowani za pouczanie w kwestiach praw człowieka, polityki wewnętrznej czy wojny w Jemenie. Jednocześnie mają podejrzenia co do amerykańskich intencji w sprawie Iranu. Od zniesienia sankcji, przez odejście USA od wypierania wpływów irańskich w regionie, po program atomowy. Saudyjczycy są tym zaniepokojeni. A Stany Zjednoczone na słowa zaniepokojenia nie reagowały. Trudno więc się dziwić, że gdy strona amerykańska ma jakieś postulaty, Rijad odpowiada na to z rezerwą. Czasami nawet posuniętą do pewnej arogancji – jeżeli bowiem rzeczywiście następca tronu odmawia odebrania połączenia od prezydenta USA, jest to otwarta demonstracja niezadowolenia. I zapewne również chęć zmuszenia partnera do poważnego potraktowania, zwrócenia uwagi na saudyjskie interesy.

To był bardzo twardy gest.
– Myślę, że w głowach polityków rządzących Arabią Saudyjską coraz częściej pojawia się pytanie: jeżeli wobec nas są ze strony Zachodu, Stanów Zjednoczonych różnego rodzaju naciski polityczne, żądania takich, a nie innych posunięć, to czy w którymś momencie i na nas nie zostaną nałożone sankcje? Takie myślenie może się wydawać irracjonalne, ale jeżeli załamuje się zaufanie do partnera, do sojusznika, wątpliwości mogą mieć miejsce. Poza tym wszystko układa się w szerszym wymiarze – regionalnym.

Region układa się sam

Jak ten wymiar wygląda?
– Amerykanie przestali traktować priorytetowo Bliski Wschód, ich priorytetem są Chiny, a obecnie, przynajmniej częściowo i w ścisłym związku, także Ukraina. To zmusza kraje regionu do zajęcia się bardziej sobą. Widzimy to w stosunkach saudyjsko-izraelskich, w których następuje zbliżenie. Oto informacja z ostatnich dni – Saudyjczycy zdecydowali się zainwestować w izraelskie start-upy poprzez fundusz inwestycyjny Jareda Kushnera. To wydarzenie bez precedensu, zwłaszcza że zostało upublicznione, nagłośnione.

Jared Kushner to zięć Donalda Trumpa.
– Bliski Wschód szykuje się na nowe rozdanie, którego najważniejszą częścią będzie rosnąca rola Chin i zacieśnianie stosunków między Pekinem a Rijadem, bez specjalnego oglądania się na Stany Zjednoczone. Przykładem rosnącej asertywności Arabii Saudyjskiej wobec USA są coraz poważniejsze przymiarki, by część saudyjskich dostaw ropy do Chin była rozliczana w juanach, a nie w dolarach. W optyce bliskowschodniej Stany Zjednoczone przestają być tym najważniejszym, rozdającym karty na świecie. I przynajmniej w wielu przypadkach ustąpiły miejsca Chinom.

A Rosja? Czy Arabia Saudyjska liczy się z Rosją?
– Te stosunki, tak bym ocenił, znajdują się w okresie przejściowym. Rosja poprzez udział w OPEC Plus była elementem globalnego układu naftowego, który funkcjonował i zapewniał zarówno stabilność podaży, jak i w miarę racjonalne ceny, z punktu widzenia interesów gospodarki światowej.

Rosja to drugi światowy producent ropy naftowej.
– Trzy państwa są na bardzo zbliżonym poziomie, jeśli chodzi o produkcję ropy naftowej – Rosja, Stany Zjednoczone i Arabia Saudyjska. Wszystkie produkują między 10 a 11 mln baryłek dziennie. Potem jest grupa z produkcją 4-5 mln baryłek dziennie – to Kanada, Irak, który w ostatnim okresie poważnie zwiększył produkcję, Chiny i Zjednoczone Emiraty Arabskie. I w zasadzie na tym zamyka się stawka potentatów. Wypadły z grona wielkich producentów Wenezuela i po części Iran.

Jeżeli więc z tego i tak już kulejącego rynku wypadnie Rosja, przynajmniej częściowo…
– …to światowy system handlu ropą w dużym stopniu zostanie zburzony. Nie ma prostych sposobów zapewnienia ropy Europie poprzez przekierowanie jej z innych obszarów. Eksporterzy mają ograniczenia, nie mogą też z dnia na dzień zwiększyć produkcji. W tej sytuacji jest także Arabia Saudyjska.

Czy może być więcej ropy?

O jakie ograniczenia chodzi?
– Saudi Aramco, które w ubiegłym roku miało zysk netto ponad 100 mld dol., opracowało program inwestycji koniecznych do zwiększenia produkcji. Obejmuje on cztery kolejne lata, w których wydawanych będzie mniej więcej 45-50 mld dol. rocznie na infrastrukturę, na zwiększenie produkcji, zagospodarowanie nowych złóż. Kwestia inwestycji jest zasadniczym problemem wszystkich najważniejszych producentów ropy naftowej. To dlatego m.in. Angola, Nigeria, również inne kraje, nie mają możliwości szybkiego zwiększenia produkcji i nie wykorzystują w pełni pułapów przyjętych przez OPEC. W tej chwili trzy kraje OPEC znajdują się poza systemem ustalonych kwot – Irak, Wenezuela i Libia. Poza Irakiem, który w ostatnim okresie wydatnie zwiększył produkcję, wynosi ona ok.4,5 mln baryłek dziennie, ani Libia, ani Wenezuela nie mają możliwości wykorzystania swojego potencjału. Libia wykorzystuje go w połowie.

Może więc tu są rezerwy?
– Saudyjski minister energii książę Abdulaziz bin Salman mówił niedawno, że ceny ropy naftowej są napędzane przede wszystkim przez ogromny wzrost kosztów rafinacji – wzrosły one o 60% więcej niż ceny ropy. Mówił też, że w niedalekiej przyszłości powstanie głęboki deficyt na globalnym rynku ropy, związany z ograniczonymi możliwościami rafinerii, które także borykają się z zaniedbaniami inwestycyjnymi.

A Iran? Wydawało się, że lada dzień zostanie uruchomiony eksport irańskiej ropy, zniesione zostaną sankcje. Jednak stoi to w miejscu.
– Z jednej strony, stoi w miejscu, z drugiej – Iran od dawna obchodził sankcje. A w ostatnim czasie, kiedy porozumienie w Wiedniu wydawało się przesądzone – dziś blokuje je Rosja – mniej czy bardziej legalny eksport irańskiej ropy naftowej z miesiąca na miesiąc się zwiększał. Według niektórych ocen jest to prawie 2 mln baryłek dziennie. Poza tym w zasadzie bez przerwy mieliśmy eksport irańskiej ropy do Turcji. Lecz również w przypadku Iranu prostych możliwości skokowego zwiększenia produkcji nie ma. Teheran potrzebuje ogromnych inwestycji, a te nie były realizowane ze względu na sankcje i brak środków.

Innymi słowy, jeśli chodzi o ropę, o jej podaż na rynkach, świat balansuje na cienkiej linie.
– Jestem przekonany, że jeśliby doszło do zaostrzenia sytuacji, a w szczególności włączenia się NATO do tej wojny, Saudyjczycy przestaną się zastanawiać i zrobią wszystko, żeby stabilność i bezpieczeństwo rynku paliwowego w skali europejskiej i globalnej nie zostały naruszone. To można uznać za pewnik – że w takiej sytuacji zwiększą produkcję, żeby stabilizować ceny ropy. Pytanie, czy to wystarczy, należy pozostawić bez odpowiedzi.

Chiny depczą po odciskach

A na razie Rijad się przygląda.
– Saudyjczycy, podobnie jak inne kraje regionu, nie wiedzą, na ile pozycja Rosji w związku z wojną w Ukrainie ograniczy jej możliwości na Bliskim Wschodzie. Moskwa zachowuje wpływy w Iranie. Jest również Syria, gdzie obecność rosyjska ma charakter moderujący, jeżeli chodzi o interesy Izraela i powstrzymywanie wpływów irańskich w Damaszku. Dochodzi Libia. Oraz relacje Rosji z różnego rodzaju ugrupowaniami, które mogą działać destabilizująco. A wiele państw Bliskiego Wschodu będzie zagrożonych skutkami wojny w Ukrainie, przede wszystkim w zakresie bezpieczeństwa żywnościowego. To będzie się przenosiło na bezpieczeństwo regionalne.

Arabia Saudyjska związana jest przecież gospodarczo z Zachodem, to jej główny odbiorca.
– Nie do końca! Głównym odbiorcą saudyjskiej ropy naftowej są Chiny i inne kraje azjatyckie. Już od paru lat. Stany Zjednoczone wyszły z zależności od saudyjskiej ropy, w tej chwili w puli ropy sprowadzanej przez USA ta saudyjska stanowi ledwie 6-7%.

A Europa?
– Do Europy kierowane jest ok. 10% saudyjskiego eksportu.

Też niewiele.
– I to tłumaczy, dlaczego Europa nie była zainteresowana pogłębioną współpracą z Arabią Saudyjską, w przeciwieństwie do Chin, które nigdy nie pytały, jak tam wyglądają prawa człowieka, tylko wykładały projekty i pieniądze na stół. Jeśli spojrzeć na stosunki saudyjsko-chińskie, to obejmują one nie tylko dostawy ropy, ale i ogromne inwestycje. Wzajemne. Chińczycy np. zbudowali w Arabii Saudyjskiej dużą rafinerię, a Saudyjczycy podobną rafinerię sfinansowali w Chinach. Jest głęboka współpraca w różnych dziedzinach gospodarki, m.in. Saudyjczycy rozwijają wysokie technologie, sztuczną inteligencję, źródła odnawialne. Prawie ze wszystkimi krajami Bliskiego Wschodu Chińczycy mają podpisane porozumienia w ramach inicjatywy Pasa i Drogi. Coraz bardziej nadeptują na odciski Amerykanom, przynajmniej poza obszarem bezpieczeństwa. Rozbudowane są relacje chińsko-izraelskie. Kilkakrotnie już Amerykanie interweniowali, jeśli chodzi o współpracę we wrażliwych dziedzinach. Pekin wchodzi do regionu również jako dostawca broni. Zjednoczone Emiraty niedawno podpisały list intencyjny dotyczący dostawy 28 treningowo-bojowych chińskich myśliwców. Stosunki Chin z państwami regionu rozwijają się niezwykle dynamicznie. I ma to konsekwencje.

r.walenciak@tygodnikprzeglad.pl

Fot. Krzysztof Żuczkowski

Wydanie: 22/2022

Kategorie: Świat, Wywiady

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy