Tarcza amerykańska czy Bushowska?

Tarcza amerykańska czy Bushowska?

Rządzący muszą zrozumieć, że Obama i Partia Demokratyczna odnoszą się sceptycznie do idei budowy bazy antyrakietowej

W prasie polskiej od pewnego czasu toczy się dyskusja na temat propozycji administracji George’a W. Busha zainstalowania na terenie Polski tzw. tarczy antyrakietowej. Już same tytuły tych artykułów świadczą, że mamy do czynienia z propozycją kontrowersyjną. Przytoczę tylko niektóre: „Budzenie niechęci do Ameryki” (Z. Lewicki), „Bądźmy partnerami Amerykanów, nie ich klientami” (S. Koziej), „Nie damy rady bez pomocy Amerykanów” (B. Klich), „Lepsi z tarczą niż na tarczy” (J.M. Nowak), „Kłamliwa mitologia antyrakietowa” (R. Kuźniar), „Tarcza tak, ale nie taka” (Z. Brzeziński). Postanowiłem również dołożyć kilka swoich uwag na ten temat, wzbogaconych refleksjami z rozmów z Amerykanami w czasie ostatniego ośmiomiesięcznego pobytu w Stanach Zjednoczonych.
Przede wszystkim nazywanie propozycji zbudowania tarczy antyrakietowej w Polsce propozycją „amerykańską” jest nieprecyzyjne. Sugeruje bowiem, że cieszy się ona poparciem wszystkich sił politycznych w USA, a może nawet poparciem całego społeczeństwa amerykańskiego. Otóż jest to propozycja prezydenta George’a W. Busha, wspierana przez jego administrację.

Polityczny Waszyngton

jest w tej sprawie podzielony. Przedstawiciele Partii Demokratycznej odnoszą się sceptycznie do idei budowy bazy antyrakietowej w Europie, a społeczeństwo amerykańskie praktycznie nic nie wie o propozycji budowy tarczy w Polsce. Środki masowego przekazu jeżeli wspominają o tarczy, to jedynie w kontekście stosunków z Rosją, i to przy okazji wizyt sekretarza obrony Roberta Gatesa i sekretarz stanu Condoleezzy Rice w Moskwie oraz przy okazji rozmów na ten temat prezydenta Busha z byłym prezydentem Rosji Władimirem Putinem. O tym, że tarcza ma być zbudowana w Polsce i w Czechach, prawie się nie wspomina. O negocjacjach polsko-amerykańskich w sprawie bazy antyrakietowej w Polsce też się nie pisze w prasie amerykańskiej i nie mówi w mediach elektronicznych.
Trudno nawet określić, jakie jest stanowisko społeczeństwa amerykańskiego wobec kwestii, która tak bulwersuje Polaków. Z moich rozmów w środowisku politologów amerykańskich wynika, że są oni raczej zdziwieni, że Waszyngton prowadzi rozmowy z Polską i Czechami, nie zaś z europejskimi sojusznikami w NATO.
Łatwiej natomiast można określić stanowisko Partii Demokratycznej wobec propozycji prezydenta Busha. Demokraci mają obecnie większość w obu izbach Kongresu i nie ukrywają swych zastrzeżeń wobec rządowych planów zbudowania w Polsce i Czechach elementów systemu antyrakietowego. Wspierani są w tej sprawie również przez niektórych Republikanów w Izbie Reprezentantów i w Senacie.
Oto najważniejsze zastrzeżenia Demokratów wobec Bushowskiej tarczy w Polsce:
1. Budowa bazy w Polsce jest przedsięwzięciem zbyt kosztownym. Stany Zjednoczone mają obecnie najwyższy od trzech dziesięcioleci budżet obronny. Senator Carl Levin, przewodniczący senackiej komisji sił zbrojnych, dokonując analizy projektu nowego budżetu na rok 2009 przedłożonego Kongresowi przez prezydenta Busha, obliczył, że w sumie preliminuje on ponad 800 mld dol. na cele obronne. Przy ogromnym obecnie deficycie budżetowym i planach Demokratów zwiększenia wydatków na cele społeczne postulują oni ograniczenie środków na nowe programy obronne, do których zaliczają m.in. budowę tarczy w Polsce. Nic więc dziwnego, że komisje Kongresu ścinają środki na budowę tarczy w Polsce i na pomoc wojskową dla Polski. 22 maja br. Izba Reprezentantów

skreśliła 700 mln dol.

z programu na budowę systemu antyrakietowego przewidzianego przez Busha w budżecie obronnym na rok 2009.
2. Demokraci uważają, że technologia antyrakietowa nie jest jeszcze w pełni wiarygodna. Nie wszystkie testy zestrzelenia rakiety przez antyrakietę zakończyły się powodzeniem.
W tej sytuacji zamiast budować bazę, opierając się na niepewnej jeszcze technologii, rozsądniej będzie prowadzić prace nad jej doskonaleniem.
3. W tej chwili tzw. państwa hultajskie (np. Iran, Korea Płn.) nie posiadają rakiet międzykontynentalnych i przez nawet kilkanaście najbliższych lat nie będą w stanie zagrozić Stanom Zjednoczonym. Dwie znajdujące się w stanie operacyjnym bazy antyrakietowe, Fort Greeley na Alasce i baza Vandenberg w Kalifornii, wystarczająco zapewniają bezpieczeństwo kraju.
4. Budowa bazy w Polsce i Czechach budzi ostry sprzeciw Rosji, naraża na szwank stosunki amerykańsko-rosyjskie, grozi nowym wyścigiem zbrojeń i naraża Polskę i Czechy na kroki odwetowe ze strony Rosji i innych krajów.
5. Jeżeli prawdą jest, jak twierdzi administracja Busha, że tarcza w Polsce ma służyć również bezpieczeństwu niektórych sojuszników europejskich – mówią Demokraci – to niechaj sojusznicy partycypują w kosztach jej budowy. Dlaczego my, Amerykanie – głoszą Demokraci – mamy ponosić koszty zapewnienia bezpieczeństwa państw europejskich? Dodają, że byłoby wskazane zbudowanie wspólnej tarczy pokrywającej cały obszar euroatlantycki, ponieważ pojawi się w przyszłości realne zagrożenie wynikające z faktu, że coraz więcej państw wchodzi w posiadanie rakiet o coraz większym zasięgu i realna jest również groźba rozprzestrzeniania się broni masowej zagłady.
Wymieniłem niektóre tylko zastrzeżenia występujące w Kongresie wobec idei budowy obecnie tarczy w Polsce. Demokraci żądają od Białego Domu dokładnej informacji na temat stanowiska rządu polskiego wobec budowy bazy amerykańskiej i nie przeznaczą środków na jej budowę, dopóki nie będzie porozumienia między oboma krajami.
Dlatego właśnie administracja Busha tak nalega na szybkie porozumienie z Polską, ponieważ chce postawić przyszły Kongres i przyszłego prezydenta USA przed faktem dokonanym. Nie ma bowiem pewności, jak zachowają się Demokraci, jeżeli zwyciężą w wyborach 4 listopada br. Dwaj główni pretendenci do fotela prezydenckiego, McCain i Obama, różnią się w tej sprawie. Pierwszy jest zwolennikiem tarczy, Obama zaś ma poważne zastrzeżenia do propozycji Busha. Z przyczyn, które wymieniłem wyżej, Demokraci mogą odłożyć na później budowę tarczy w Polsce albo skłonić europejskich sojuszników do budowy wspólnej euroatlantyckiej tarczy. Stąd wypływa zasadniczy wniosek dla rządu polskiego –

nie należy ulegać naciskom

amerykańskim, nie spieszyć się z podpisaniem porozumienia i odczekać do wyborów, które odbędą się za niespełna pięć miesięcy.
Gorący zwolennik budowy bazy amerykańskiej w Polsce, prof. Z. Lewicki, w artykule pt. „Budzenie niechęci do Ameryki” („Rzeczpospolita” 28.05 br.) oskarża przeciwników tarczy o to, że przyczyniają się do „zbędnych sentymentów antyamerykańskich”, że „ośmieszamy się w NATO”, że „stracimy opinię spolegliwego sojusznika” i „będziemy całkiem bezbronni”. Jeżeli przeciwnicy tarczy są „antyamerykańscy”, to znaczy, że Barack Obama, demokratyczni członkowie Kongresu i Zbigniew Brzeziński też są antyamerykańscy. Zbigniew Brzeziński w wywiadzie dla „Polityki” (07.06.br.) na pytanie, czy tarcza jest Polsce potrzebna, odpowiedział: „W ogóle nie jest potrzebna”. Podobną opinię wyraża większość Polaków.

Autor jest profesorem Akademii Finansów, Wyższej Szkoły Komunikowania i Mediów Społecznych, b. marszałkiem Senatu V kadencji

 

Wydanie: 31/2008

Kategorie: Świat

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy