To nie koniec świata

To nie koniec świata

W latach 90. lewica pozaparlamentarna miała za złe SLD uwikłanie w autorytarną PRL. Od 2001 r. te środowiska budują tożsamość na przeciwstawieniu się bezideowemu SLD, uosabianemu przez

Leszka Millera. Razem także pozycjonuje się w kontrze do SLD jako lewica wiarygodna, ideowa, prawdziwa. Jak pan to ocenia?

– Od zawsze młodzi odcinają się od starszych, zarzucają im bezideowość i konformizm. Starszych polityków lewicy obciąża okres transformacji, młodzi inaczej go rozumieją i oceniają. Historia rządów SLD też jest niejednoznaczna, poza niewątpliwymi sukcesami, takimi jak wejście do Unii, popełniono wiele błędów. OPZZ nigdy nie akceptowało pomysłów SLD wprowadzenia podatku liniowego.

Adrian Zandberg w czasie debaty telewizyjnej powiedział, że za sympatyczną postacią Barbary Nowackiej kryją się Leszek Miller i Janusz Palikot. Może lepiej by było, gdyby zmierzyli swoją faktyczną moc, kandydując z dalszych miejsc, a nie z jedynek?

– Ocena poszczególnych polityków należy do Zjednoczonej Lewicy i partii koalicyjnych, a nie do mnie. Moim zdaniem, jedną z przyczyn słabszego wyniku ZL było zbyt późne zawiązanie koalicji. Zabrakło czasu na dopięcie strategii i programu. ZL za mało mówiła językiem zwykłych ludzi, których interesują bezpieczeństwo socjalne, praca, zarobki, służba zdrowia i edukacja. PiS nie miało z tym problemu. Podobnie jak Razem. Podczas debaty Zandberg podbił serca wielu wyborców i dziennikarzy.

Nie podpowiadał pan Zjednoczonym, by przyjęli inną formułę niż koalicja? Gdyby to zrobili, nie mieliby co prawda kilkumilionowej subwencji przez kolejne cztery lata, za to wprowadziliby do Sejmu 30 posłów.

– Nie robiłem tego, ponieważ moja rola sprowadzała się do zaproszenia wszystkich partii, przekazania im naszego programu i apelu, by przyjęli go jako własny, bo jest zgodny z tym, czego chcą dziś ludzie. Moim zdaniem, na wyniku wyborów zaważyła nie tyle przyjęta formuła koalicji, ile kwestia wiarygodności części kandydatów na posłów. Wyborcy powtarzali: dziś mówicie o obniżeniu wieku emerytalnego, ale w Sejmie głosowaliście za jego podniesieniem, skąd mogę wiedzieć, co zrobicie jutro. Pozbawienie lewicy miejsca w Sejmie pewnie przyspieszy jej przemianę wewnętrzną. Może przyszedł czas, by ci, którzy są znużeni i zmęczeni polityką, od niej odpoczęli?

Niektórzy politycy SLD mówią, że partia Razem wbiła nóż w plecy Zjednoczonej Lewicy.

– Nie zgadzam się z taką oceną. Partia Razem przyciągnęła głównie niezdecydowanych, choć pewnie poparła ją także część potencjalnych wyborców ZL. Zamiast nerwowo szukać winnych w swoim środowisku, partie tworzące koalicję powinny spokojnie się zastanowić nad przeprowadzeniem głębokich reform. Mają czas i pieniądze.

Razem też otrzyma sporą dotację z budżetu, będzie budować struktury.

– Pewnie tak, ale nie sądzę, by zamykali się we własnej grupie, bo po tych wyborach wiedzą, że działając szerzej, można uzyskać więcej. Razem przede wszystkim musi rozstrzygnąć problem lidera. Polityka się spersonifikowała, jest kojarzona z konkretnymi twarzami.

Czego oczekuje pan teraz od lewicowych partii politycznych?

– Tego samego, co wcześniej: bycia w pierwszej kolejności lewicą społeczną, socjalną, a nie skupioną na sporach światopoglądowych. Oczekuję od lewicy troski o sprawy zwykłych ludzi, walki o prawa pracownicze.

Inicjatywa jednoczenia lewicy pod dachem OPZZ będzie mieć ciąg dalszy?

– Jednoczenie lewicy musi mieć ciąg dalszy. Zjednoczona Lewica to znaczy razem. Razem to znaczy jednoczyć siły, by uzyskać najlepszy efekt w osiągnięciu wspólnego celu. Ale jednoczenie lewicy zależy nie ode mnie, lecz od partii.

Foto: Krzysztof Żuczkowski

Strony: 1 2 3

Wydanie: 45/2015

Kategorie: Wywiady

Komentarze

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy