Trafili w Biedronkę

Trafili w Biedronkę

Niemal wszystkie sieci supermarketów łamią prawo pracy

Portugalska sieć sklepowa Biedronka należąca do spółki Jeronimo Martins miała lekkiego pecha. Nachalne reklamy (Biedronka, ach Biedronka…) ukazujące sklep jako oazę szczęścia, sprawiły że firma stała się znana i zaczęła budzić zainteresowanie mediów. Efektem był program telewizyjny prezentujący jej placówki jako współczesne obozy pracy, co z kolei wywołało zmasowane uderzenie kontrolne Państwowej Inspekcji Pracy, do którego doszło w maju.

– Dziennikarze pokazują to, co chcą pokazać. Na pewno nie przedstawili rzetelnie naszych działań na rynku i tego, co robimy na rzecz pracowników. Jesteśmy popularną, szybko się rozwijającą siecią handlową, więc najłatwiej było w nas uderzyć – mówi Anna Szostakowska, rzeczniczka portugalskiej spółki.
Oczywiście, każdy rzecznik w podobnej sytuacji powie to samo. Co nie zmienia faktu, że Polska wciąż jest ziemią obiecaną dla wielkich sieci hipermarketów, które różnymi metodami zażarcie ze sobą konkurują. Przez ostanie dwa lata na celowniku naszych mediów były np. wypaczenia w taniej sieci Tesco.
Inspektorzy pracy nie ukrywają, że program telewizyjny wzmógł ich zainteresowanie poczynaniami Biedronki, aczkolwiek portugalska sieć już wcześniej była kontrolowana przez różne okręgowe inspektoraty PIP. Nie da się jednak ukryć, że tym razem nalot na Biedronkę był wręcz dywanowy, prześwietlił właściwie całą działalność sieci, poczynając od rozładowywania dostaw w nocy i o piątej nad ranem (inspektorzy nie dosypiali). W sumie sklepy Biedronki były obiektem 229 gruntownych kontroli. Dla porównania – w 2003 r. w tzw. wielkopowierzchniowych placówkach handlowych należących do 27 sieci, czyli do wszystkich znaczących, przeprowadzono niespełna 200 kontroli.

Portugalczyk jak nóż bezlitosny

Nagły atak inspekcji nie trafił oczywiście w próżnię. Okazało się, że warunki pracy są bezlitosne. Za dużo pracy, za mało kasy, brak wytchnienia – do tego można sprowadzić najważniejsze zarzuty. Drapieżną Biedronkę cechowało bowiem, jak stwierdza raport inspekcji, “dążenie pracodawcy do maksymalnego zysku bez poszanowania istniejącego porządku prawnego”. To nieposzanowanie wyraziło się m.in. w siedmiu zawiadomieniach do prokuratury o podejrzeniu popełnienia przestępstw i w 208 wykroczeniach przeciw prawom pracownika.
PIP stwierdziła, że w Biedronce przekracza się dopuszczalną długość czasu pracy (z niektórych skarg wynikało, że pracownicy byli zmuszani nawet do dwudziestokilkugodzinnej pracy bez przerwy, całymi tygodniami nie mieli wolnych dni). Tej ponadwymiarowej pracy nie traktowano jednak jako nadgodzin i nie płacono za nią. Zatrudnienie obniżano do granic możliwości, pracownicy musieli jednocześnie pełnić kilka funkcji. Do najcięższych robót, takich jak rozładunek ciężarówek, kierowano z innych stanowisk kobiety i pracowników młodocianych, kazano im dźwigać nadmierne ciężary (dostarczane towary ładowano na palety, których ciężar uniemożliwiał ich sprawny rozładunek). Oszczędzano zwłaszcza na zakupach wózków widłowych do transportu palet. Za wózek trzeba bowiem zapłacić, potem odpowiednio go konserwować. Tymczasem można przecież zlecić wykonanie tych samych czynności ludziom – i nie płacić im za pracę, co wychodzi znacznie taniej.
Po kontroli inspektorów pracy oszczędni Portugalczycy wysupłali jednak ponad 703 tys. euro i kupili 372 wózki widłowe dla swoich sklepów, czym oczywiście pochwalili się agencji. Może warto za jakiś czas skontrolować, czy aby nie sprzedali wózków gdzieś dalej i nadal wykorzystują je w swej sieci. Zatrudnili też 150 chłopa, by młodzież i kobiety nie musiały już tak często dźwigać ciężkich skrzyń.

Wykorzystują, ale inwestują

To, co się dzieje w spółce Jeronimo Martins, jest typowe dla naszej hipermarketowej rzeczywistości. – Również w innych wielkich sieciach handlowych obecnych na polskim rynku nasi inspektorzy zauważali wiele nieprawidłowości – stwierdza Anna Hintz, główny inspektor pracy.
Wspomniana ubiegłoroczna kontrola w hipermarketach należących do 27 sieci, choć znacznie pobieżniejsza niż w Biedronce, wykazała podobne zjawiska. Wiele przypadków wykorzystywania pracowników stwierdzono np. w firmach Auchan, Carrefour, Castorama, Géant, Leclerc i Leroy Merlin. Tam też nie dawano wolnych dni i urlopów (ani ekwiwalentów za nie), nie płacono za nadgodziny, kazano pracować 20 i więcej godzin na dobę. A wszystko to często za 850-1000 zł miesięcznie, wypłacane niejednokrotnie z dużym opóźnieniem.
Są jednak pewne symptomy poprawy – raporty PIP mówią, że w większości kontrolowanych hipermarketów, zwłaszcza w największych miastach, warunki pracy nieco się polepszyły, przypadki łamania praw zatrudnionych występują rzadziej niż w 2001 r. Ale nie ma żadnej poprawy, jeśli chodzi o płace – ciągle są zaniżane i wypłacane z opóźnieniem.
Wielkie sieci chcą nadal inwestować w Polsce. W tym roku Tesco otworzy sześć hipermarketów i dziesięć supermarketów (mniejszych placówek), Leclerc – pięć supermarketów, Carrefour – dwa hipermarkety i osiem supermarketów.
Można by powiedzieć, że sieci handlowe były w ostatnich latach klinicznym przejawem patologicznej działalności gospodarczej w Polsce – od przekrętów i łapówek przy uzyskiwaniu atrakcyjnych lokalizacji przez łupienie skóry dostawcom zmuszanym do oferowania towarów po zaniżonych cenach i bezwzględne wykorzystywanie pracowników aż po machinacje podatkowe, sprawiające, że sieci handlowe nagminnie wykazują straty. Tyle że podobnie dzieje się w dziesiątkach tysięcy innych polskich firm, w których pracodawcy starają się traktować pracowników tak źle, jak tylko mogą, i naginać przepisy, tak jak to tylko możliwe.

Wydanie: 29/2004

Kategorie: Kraj

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy