Trafiony uwłaszczony

Na ustawie uwłaszczeniowej zarobią przede wszystkim ci, co już mają niemało. Ale nie tylko oni

“Moc bieli” – głosi reklama pewnego proszku. Zaiste, wielka jest moc Bieli Adama, która objawiła się przy okazji głosowania nad prawem o powszechnym uwłaszczeniu.
Skromny profesor z Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego doprowadził do stworzenia ustawy, którą przyjął Sejm, mimo gromów od pierwszej chwili sypiących się na ten projekt. Charakterystyczne, że najostrzejsze słowa krytyki padły ze strony autorytetów ekonomicznych po prawej i lewej stronie. Mniej srogo wypowiadali się specjaliści od biedy i poziomu życia.

Niech moc będzie z bogatymi

To niesprawiedliwa ustawa – podnoszą krytycy – bo sprawi, że bogaci staną się jeszcze bogatsi, ci zaś, co nic nie mieli, dostaną prawdopodobnie bardzo niewiele. “Prawdopodobnie” – gdyż ustawa bardzo dokładnie reguluje zasady otrzymywania na własność mieszkań i nieruchomości, o tym zaś, na co mogą liczyć ludzie, którzy mieszkań nie dostaną, informuje bardzo pobieżnie. Wiemy zatem, że rozmaici prominenci i ich rodziny, którym władza centralna czy terenowa wynajęła luksusowe mieszkania komunalne w dobrych punktach, z dnia na dzień dostaną prezenty o wartości setek tysięcy złotych. Ci zaś, którzy zamieszkują kwaterunkową klitkę w ruderze na przedmieściach, mogą nawet stracić na uwłaszczeniu, bo sami będą musieli zapłacić za remont.
A ci, co nawet tego nie mają i mieszkają kątem przy rodzinie, mogą liczyć na mityczny bon. Mityczny – bo nikt nie wie, jaką może mieć on wartość, czy dla każdego taką samą, czy może zróżnicowaną, od czego to zależy, jak i kiedy będzie można go zamienić na gotówkę? W ustawie o tym nie ma ani słowa!
Jeżeli wziąć pod uwagę wartość pozostałego jeszcze majątku państwowego, który można przeznaczyć na powszechne uwłaszczenie, to pełnoletni obywatel Polski może liczyć teoretycznie na bon o wartości maksimum
850-1000 zł. Średnio 200 razy mniej niż wspomniany prominent uwłaszczony na mieszkaniu kwaterunkowym. I wcale nie wiadomo, czy ogromne potrzeby naszego budżetu pozwolą na wygospodarowanie tych 850 zł. W trakcie prac nad ustawą nie przeprowadzono jakiegokolwiek rachunku potrzeb i możliwości. Równie dobrze może się okazać, że bon uwłaszczeniowy podzieli los niesławnych świadectw udziałowych NFI.

Frajerzy i szczęściarze

Wyłącznie na bon mogą liczyć ludzie, którzy przez lata ciężko harowali, by wykupić swe mieszkanie i co gorsza, już to zrobili. Ci, co nie wypruwali sobie żył, a teraz dostaną mieszkanie z mocy prawa, mogą śmiać im się w nos i uważać ich za frajerów. Podobne powody do radości mają szczęściarze, którzy zaciągnęli kredyt mieszkaniowy przed 31 maja 1992 r., bo zostanie im on w połowie umorzony. Pechowcy, którzy zrobili to później, mogą tylko zgrzytać zębami i dalej w pocie czoła walczyć z odsetkami.
Trudno również uznać za sprawiedliwe, że gminy, które oczekiwały dochodów ze sprzedaży budynków komunalnych, teraz muszą je oddać za darmo.
Nie można także nie zauważyć, że obecna hojność AWS-owskiej ekipy ma oczywiste podstawy polityczne, a powszechne uwłaszczenie właśnie dlatego przyjęto w przedwyborczym czasie, by poprawić pozycję Akcji Wyborczej Solidarność w sondażach – i zarazem narobić kłopotów lewicowej opozycji.

Oni też coś dostaną

Wszystko to prawda. Ustawa jest niesprawiedliwa, niezwykle trudna do zrealizowania, przyjęto ją z powodów politycznych. Ale prawda też, że dzięki niej kilkanaście milionów ludzi w Polsce, często żyjących na krawędzi biedy, dostanie coś od państwa (które bynajmniej nie rozpieszcza swoich obywateli) – i nieco się wzbogaci. Dla wielu z nich otrzymanie na własność mieszkania, o czym mogliby tylko marzyć, stanie się nieoczekiwanym uśmiechem losu. Warto też zwrócić uwagę, że ustawa uwłaszczeniowa zahamowała wzrost cen lokali na wolnym rynku, na co skarżą się przedstawiciele agencji nieruchomości. A to jest dobra wiadomość dla osób starających się o własne mieszkanie.
Nie wiadomo, ilu ludzi dostanie mieszkanie, a ilu tylko bon uwłaszczeniowy. Ale nawet te kilkaset złotych z tytułu bonu będzie miało znaczenie dla wielu skromnych budżetów rodzinnych – choć zapewne wzbudzi zazdrość wobec bogatszych i szczęśliwszych, którym lepiej się powiodło. Być może też powszechne uwłaszczenie zagrozi budżetowi państwa – ale czyż rolą budżetu państwa nie jest właśnie dbanie o budżety polskich rodzin?
A jeśli już o sprawiedliwości mowa – nie da się ukryć, że polskie przemiany własnościowe raczej nie przystają do wzorca sprawiedliwości. Dość przypomnieć prywatyzację Banku Śląskiego czy pakiety akcji, jakie zwykłych ludzi zmieniły w milionerów tylko dlatego, że pracowali akurat w takiej, a nie innej firmie. Powszechne uwłaszczenie nie odbiega zbytnio od tych standardów.

Podpisać, nie podpisać

Senat najprawdopodobniej przyjmie ustawę, która trafi potem do prezydenta, stawiając go przed koniecznością podjęcia kłopotliwej decyzji. Ekonomiści z obu stron, jak choćby Bogusław Grabowski, Wiesław Kaczmarek czy Waldemar Kuczyński uważają, że ustawa, ze względu na swe wszystkie wady, jest absolutnie nie do przyjęcia. O tym, co o niej myśli elektorat, wiemy na razie niewiele. Spośród ponad 20 tys. osób, które zadzwoniły do telewizyjnego programu “Forum”, 8 tys. było jej zwolennikami, 12,5 tys. – przeciwnikami. Do tego programu dzwoni jednak lepiej wykształcona i bardziej interesująca się sprawami publicznymi część widowni. Można więc przypuszczać, że w próbie reprezentatywnej liczba zwolenników uwłaszczenia byłaby znacznie wyższa.
Prezydent, odmawiając podpisania, narazi się, oczywiście, na ataki przedstawicieli AWS, którzy wykorzystają ten fakt w kampanii wyborczej i zarzucą mu chęć ograbiania zwykłych ludzi. Nie wpłynie to na ostateczny wynik wyborów, ale może sprawić, iż konieczna stanie się druga tura, co będzie oznaczać wielki sukces Mariana Krzaklewskiego.
Podpisanie ustawy oznacza zaś konieczność jej realizacji z wszystkimi wynikającymi stąd kłopotami. Nastąpi to już po wyborach parlamentarnych, a więc zasiadająca w ławach opozycji i nie ponosząca żadnej odpowiedzialności Akcja Wyborcza Solidarność będzie nadzwyczaj gromko krytykować jakiekolwiek problemy z wdrażaniem uwłaszczenia. To zaś z kolei może wpłynąć na spadek notowań lewicy. Jak widać – tak źle i tak niedobrze.
Najbardziej logiczne wydaje się więc przekazanie ustawy w ręce Trybunału Konstytucyjnego, zwłaszcza że pozbawienie gmin własności lokali komunalnych budzi poważne wątpliwości specjalistów. A rozwiązanie to ma ten dodatkowy atut, że orzeczenia Trybunału Konstytucyjnego są ostateczne i wiążące.

 

Wydanie: 30/2000

Kategorie: Wydarzenia

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy