Trójka muzealna

Trzej ludzie sukcesu w PRL podpisali uroczyście akt erekcyjny nowego stołecznego muzeum. Muzeum komunizmu. Wszyscy trzej wiele dobrego w PRL, pierwszą komuną obecnie zwanej, zrobili. Andrzej Wajda swe najlepsze filmy, obsypywane konkursowymi laurami, nakręcił w czasach komunistycznych. Jacek Fedorowicz najlepsze programy telewizyjne, np. pamiętne „Małżeństwo doskonałe”, najlepsze role filmowe, najlepsze kabarety stworzył za komunistycznych rządów. Wreszcie pan Czesław Bielecki wyuczył się architektury na komunistycznej uczelni i za komunistycznych czasów zdobył sławę znakomitego publicysty politycznego piszącego pod pseudonimem Maciej Poleski.
Dziś Wajda tak znakomitych filmów już nie kręci. Fedorowicz ogrywa komunistyczną formułę dziennika telewizyjnego w publicznej, podobno komunizującej telewizji, czyli żywi się własnym postkomunistycznym ogonem. A pan Czesław Bielecki, odrzucony przez kapitalistyczne społeczeństwo jako poseł, uschły publicysta, chałturzy jako architekt. Wykorzystując znajomości z czasów komunistycznych.
Patrząc kapitalistycznymi oczyma, wspomniana wyżej trójka przodowników pracy socjalistycznej powinna komunizmowi postawić pomnik, nie tylko muzeum. Muzeum, jak zapowiadają, grozy. Ku przestrodze i pamięci. Aby młodzi ludzie nie zapomnieli okropieństw PRL. Bo skandalem jest, żali się w gazecie „Fakt” pan Czesław Bielecki, że obraz komunizmu „kształtują jedynie komedie Barei”. Toteż będą w muzeum nie tylko instalacje multimedialne, jak np. pochód pierwszomajowy albo strajk stoczniowy. Także sklepy z pustymi półkami i ohydnymi sklepowymi. No i gabinety przesłuchań Urzędu Bezpieczeństwa. Te pewnie ciut podrasowane. Niestety, mamy po komunizmie czasy bardzo rynkowego kapitalizmu. Konkurencja panuje też na rynku muzeów. Typowy, ubogi w narzędzia tortur pokój przesłuchań UB przegra. Niechybnie z efektowniejszym komercyjnie obwoźnym salonem tortur średniowiecznych. A muzeum musi zarabiać na siebie, tak deklarują jego twórcy. Ba, nawet chwalą się, że przyczyni się do tego, że Warszawa zacznie wreszcie też zarabiać na Pałacu Kultury i Nauki.
Oczywiście, Warszawa znakomicie już zarabia na podarowanym jej przez Stalina pałacu. O czym na pewno pan Czesław Bielecki wie, ale rżnie przysłowiowego głupa. Czy udziałowcy firmy Muzeum Komunizmu zarobią na niej?
Oczywiście, jeśli sięgną do sprawdzonych w komunizmie metod. Jeśli zmuszą szkoły, aby kierowały tam uczniowskie wycieczki. Jeśli zmuszą dychającą jeszcze „Solidarność”, aby kierowała tam autokary z klasą jeszcze pracującą. No i załatwią obowiązkowe, darmowe kryptoreklamowe relacje w mediach.
Trzej ludzie sukcesu w PRL zarobiliby jeszcze na komunizmie, gdyby oprócz saturatorów z sodówką i koksowników stanowojennych prezentowali w tym muzeum swoje PRL-owskie dokonania. Wajda puszczał tam swe najlepsze filmy. Fedorowicz – filmy i kabarety radiowe. A pan Czesław Bielecki patrzył na ręce bileterom i zbierał kasę, bo to potrafi. Jego publicystyka antykomunistyczna dzisiaj jedynie by odstręczała potencjalnych zainteresowanych. Jednak to kłóci się z martyrologiczno-cierpiętniczą wizją komunizmu, którą udziałowcy przedsięwzięcia przyjęli. W czasie kiedy w Polsce przygotowuje się spust muzeum komunizmu, na świecie triumf święci film „Good Bye Lenin” Wolfganga Beckera. Znakomita synteza NRD-owskiego komunizmu i pożegnanie z nim. Znakomita, bo pozbawiona sztucznego patosu, cierpiętnictwa. Szybko w ślad za niemieckimi triumfami w Polsce rozległy się żale. Czemu Polacy takiego filmu nie nakręcili? Czemu świat, oglądając film Beckera, przekonany jest, że komunizm obalili NRD-owcy?
Ano dlatego, że u nas monopol na pisanie i tworzenie o komunizmie mają ludzie sukcesu z czasów komunizmu. Ci z obu stron barykad. Nie powstał taki film, bo cała twórcza para poszła w działania tuby muzealnej.
W muzea, które będą martwe, bo będą walczyć z nieistniejącym już bytem. Muzea, które trzeba będzie dotować jak za starych, komunistycznych lat.

 

 

Wydanie: 2/2004

Kategorie: Blog

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy