Trucizna zatopiona w Bałtyku

Trucizna zatopiona w Bałtyku

Co może nas zaskoczyć na plaży

Kamil Wyszkowski – dyrektor generalny Inicjatywy Sekretarza Generalnego ONZ Global Compact w Polsce

Od kilku lat ekolodzy ostrzegają, że zatopione po wojnie w morzu pojemniki z bronią chemiczną skorodowały i przeciekają. Na co możemy się natknąć na plaży lub podczas kąpieli w Bałtyku? 

– Prawdopodobieństwo trafienia na polskiej plaży na trujące substancje jest niewielkie, m.in. ze względu na prądy morskie. Jednak na niezbyt odległej wyspie Uznam w ciągu ostatnich 20 lat odnotowano łącznie ponad 100 przypadków poparzeń plażowiczów. Niczego nieświadomi, myśląc, że zbierają bursztyn, podnoszą w rzeczywistości grudki białego fosforu, czyli gazu musztardowego, silnie trującej substancji zagrażającej życiu. Na dnie Bałtyku, tuż przy naszych brzegach, w okolicach Darłowa i Kołobrzegu na głębokościach odpowiednio 90 m i 65 m, czy

Dziwnowa na głębokości zaledwie 10-12 m znajduje się kilkadziesiąt ton broni chemicznej, w tym bojowych środków trujących, takich jak iperyt. Szacuje się, że beczki z bronią chemiczną mogą pozostać niezniszczone na dnie Bałtyku przez ok. 150 lat. Tu Bałtyk trochę nam sprzyja. Jest morzem nisko zasolonym i chłodnym, dlatego proces korozji stali postępuje wolniej.
Ale spotykamy się również z innymi danymi. Specjaliści z rosyjskiego stowarzyszenia Oceanotechnika obliczyli, że pojemniki mogły zacząć się rozszczelniać w 2010 r. Jeżeli substancje, które są w środku, wydostaną się do morza, to natura nie będzie dla nas już tak łaskawa. Bałtyk to praktycznie morze zamknięte, z małą wymianą wód, i płytkie. Problem więc będzie duży.

Może warto poradzić wczasowiczom, co powinni zrobić, jeśli natkną się na groźne substancje.

– Na kontakt z iperytem narażeni są głównie rybacy, którzy mogą wyłowić jego bryły w sieciach. Wielokrotnie do tego dochodziło i zostało udokumentowane m.in. w raporcie unijnego projektu CHEMSEA, międzynarodowego programu badawczego, którego liderem był Instytut Oceanologii Polskiej Akademii Nauk. Raport końcowy projektu jest ogólnodostępny, można z nim się zapoznać.
W 1997 r. załoga polskiego kutra rybackiego WŁA 206 wydobyła obiekt o wadze ok. 5-7 kg, który przypominał glinę, a okazał się bryłą gazu musztardowego. Spowodowała ona poważne oparzenia ośmiu członków załogi. Wszyscy musieli być hospitalizowani. W kontakcie z tą niebezpieczną substancją nasza skóra może zostać dotknięta nawet martwicą, pojawiają się zaburzenia oddychania i krążenia oraz wymioty. Jeżeli podejrzewamy, że natknęliśmy się na substancję trującą, należy bezzwłocznie powiadomić odpowiednie służby, w żadnym wypadku nie wchodzić z nią w bezpośredni kontakt.

Jakie są perspektywy pozbycia się kłopotu, który dotyczy nie tylko ludzi, ale np. ryb? Ponoć trafiają do rybackich sieci skażone, poparzone itd.

– Wydobycie i zdetonowanie broni chemicznej to ogromny koszt i wyzwanie także pod względem bezpieczeństwa, są jednak firmy, które tym się zajmują. Niemieckie przedsiębiorstwo Dynasafe odnosi sukcesy na Morzu Północnym, podobnie japoński koncern Kobelco, działający na wodach terytorialnych Japonii, gdzie alianci zrzucili na spadochronach tysiące min, by zatrzymać flotę japońską w portach i nie wypuszczać jej na Pacyfik. Koncern wydobył i zdetonował ponad 3 tys. bomb i jest zainteresowany przeniesieniem swoich doświadczeń w inne regiony, także na Bałtyk. W niektórych krajach, np. w Finlandii, podjęto też próby detonacji broni chemicznej w środowisku wodnym. Skutki takiego postępowania mogą być bardzo niekorzystne dla środowiska. Istnieją zdecydowanie bezpieczniejsze technologie.

Gdzie szukać sposobów bezpiecznego usuwania starej broni?

– Warto wspomnieć o powołanym w 2016 r. projekcie Dajmon dofinansowanym przez Unię Europejską. Realizują go naukowcy z Instytutu Oceanologii PAN we współpracy z placówkami badawczymi z Finlandii i Niemiec. Celem projektu jest ocena ryzyka pozostawionej na dnie Bałtyku broni chemicznej. Przy użyciu najnowszych technologii pobrano próbki do badań nad wpływem niebezpiecznych substancji na środowisko naturalne. W przyszłym roku zostanie sfinansowanych kolejnych sześć wypraw badawczych.

Mamy więc odpowiednie technologie, którymi dysponują m.in. nasza Marynarka Wojenna i wyspecjalizowane firmy, ale wydobycie broni z dna Bałtyku to wciąż ogromny koszt.

Na co więc możemy teraz liczyć?

– Na przykład na realizację przez Inicjatywę Sekretarza Generalnego ONZ Global Compact w Polsce programu Bałtyk, którego istotną częścią jest temat broni chemicznej na dnie naszego morza. W zeszłym roku wydaliśmy raport „Bałtyk dla wszystkich”, jest dostępny na naszej stronie internetowej (ungc.org.pl). Przy realizacji programu współpracujemy z przedstawicielami administracji publicznej, m.in. z Ministerstwem Gospodarki Morskiej i Żeglugi Śródlądowej, a także z innymi organizacjami wchodzącymi w skład systemu ONZ, takimi jak sekretariat Ramowej Konwencji Narodów Zjednoczonych w sprawie zmian klimatu (UNFCCC), Międzynarodowa Organizacja Morska (IMO), Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) czy Europejska Komisja Gospodarcza ONZ (UNECE). Ponadto co roku spotykamy się w Sopocie w ramach Inicjatywy Bałtyckiej – na debacie wysokiego szczebla organizowanej podczas Europejskiego Forum Nowych Idei. O przyszłości regionu rozmawiamy wtedy z ambasadorami krajów akwenu Morza Bałtyckiego, a także sąsiednich bądź tych, które chcą udrożnić wodne korytarze transportowe.

Czy problem nie powinien stać się przedmiotem szerszej debaty w Polsce?

– W Inicjatywie Bałtyckiej biorą także udział przedstawiciele organizacji międzynarodowych, ministrowie zainteresowanych resortów, przedstawiciele Parlamentu Europejskiego oraz Komisji Europejskiej. Przy stole nie brakuje ekspertów ani reprezentantów sektora prywatnego angażującego się w tematykę zrównoważonego rozwoju regionu Morza Bałtyckiego. W tym roku w ramach Inicjatywy Bałtyckiej zainaugurujemy powstanie kolejnego raportu, w którym szczególną uwagę chcemy zwrócić na zagrożenia dla ekosystemu Bałtyku, w tym kwestię broni chemicznej. Ten temat wymaga rozmów na szczeblu międzynarodowym, gdyż dotyczy nie tylko Polski, ale i innych krajów regionu.


United Nations Global Compact jest największą na świecie inicjatywą na rzecz społecznej odpowiedzialności biznesu i wspierania zrównoważonego rozwoju. Buduje partnerstwo między rządami, społeczeństwem obywatelskim, pracodawcami a ONZ.

Wydanie: 26/2016

Kategorie: Ekologia

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy