Uchronić innych przed tragedią

Uchronić innych przed tragedią

Powstała Fundacja im. Hanki Bożyk
Pogotowie Ratunkowe – Dlaczego nie zdążyło

W „Przeglądzie” z 6 czerwca br. poinformowałem Czytelników o tragicznej śmierci mojej żony spowodowanej odmową dyspozytorki pogotowia wysłania karetki do „umierającej chorej”. Dyspozytorka widocznie dosłownie zinterpretowała wezwanie; skoro chora umiera, to i tak prędzej czy później umrze; czysta oszczędność dla pogotowia. Ostatecznie, po powtórnym, dramatycznym telefonie przyjechało ono, ale z 63-minutowym opóźnieniem. Było jednak już za późno (szczegółowe informacje na stronie internetowej: hankabozyk.pl).
W odróżnieniu od większości poszkodowanych przez szpitale, pogotowie ratunkowe czy też pojedynczych lekarzy – nie skierowałem sprawy do prokuratora i nie zażądałem ekwiwalentu pieniężnego za życie kogoś mi szczególnie bliskiego, lecz założyłem fundację, by za jej pomocą uchronić innych przed podobną tragedią. Fundacja ma dwa cele: krótkookresowy i długookresowy. Na co dzień chce monitorować patologie pogotowia ratunkowego w Polsce, poddać pod ocenę publiczną wszystkie przypadki jego niewydolności, zwłaszcza wtedy, gdy kończą się one śmiercią. Uruchomiona strona internetowa służyć ma ich zgłaszaniu do Zarządu Fundacji.
Raz do roku fundacja ma zamiar przyznawać nagrodę im. Hanki Bożyk dziennikarzom pomagającym fundacji w realizacji tego celu, a także ratownikom sensu largo, którzy szczególnie zasłużyli się w niesieniu pomocy potrzebującym.
W dłuższym okresie ambicją fundacji jest usprawnienie polskiego systemu ochrony zdrowia poprzez rozpoczęcie dyskusji medialnej na temat jego podstaw. System ten jest wyjątkowo niesprawny ze względu na błędne założenia, do których zaliczyć należy przede wszystkim brak środków na jego funkcjonowanie. Środki te są niewspółmiernie mniejsze w przeliczeniu na jednego pracownika niż w innych krajach europejskich. Polska służba zdrowia finansowana jest bowiem wyłącznie w oparciu o składki pracownicze, które są relatywnie bardzo wysokie.
Nie ma drugiego kraju w Europie Środkowej i Wschodniej, który usiłowałby sfinansować służbę zdrowia, opierając się wyłącznie na składkach pracowniczych. We wszystkich krajach obciążany jest również budżet państwa bądź pracodawcy, a niekiedy wszystkie podmioty. W rezultacie łączna składka na służbę zdrowia nie wynosi tam 9%, jak w Polsce, lecz przykładowo: w Chorwacji 16% (choć pracownicy płacą tylko 8%), na Węgrzech 14% (pracownicy 7%). W Macedonii pracodawcy płacą 100% składki, na Węgrzech 80%, w Czechach i na Słowacji 60%, a w Polsce – 0%.
U podstaw polskiego systemu ochrony zdrowia znalazły się dwa założenia neoliberalne; pierwsze, że wyłącznie pracownicy powinni finansować koszty funkcjonowania systemu ochrony zdrowia, i drugie, że publiczna służba zdrowia tak nieracjonalnie wykorzystuje przyznawane jej środki, że trzeba ją jak najszybciej skomercjalizować, a najlepiej sprywatyzować. Wtedy środków nie zabraknie, bo na ochronę zdrowia trzeba będzie płacić. Jeszcze parę tygodni temu rząd zarzekał się, że chce tylko skomercjalizować służbę zdrowia, dziś minister zdrowia bez żenady stwierdza, że tylko prywatyzacja uzdrowi lecznictwo w Polsce, politykom zaś pozwoli zrzucić z siebie odpowiedzialność i obciążyć nią samorządy oraz szpitale i inne placówki służby zdrowia.
W tym rozumieniu usługi zdrowotne powinny być jak każdy towar poddane prawom rynkowym na podstawie relacji podaży i popytu. Ta obłędna wizja nie bierze pod uwagę faktu, że nawet Amerykanie wycofali się z niej, bo doprowadzała do nieprawdopodobnych tragedii, gdy umierającego nie przyjmowano do szpitala, bo nie miał karty ubezpieczeniowej bądź pieniędzy.
Pierwsze założenie polskiego systemu ochrony zdrowia o zwolnieniu pracodawców z obowiązku finansowania służby zdrowia ma wyraźny kontekst ideologiczny. Jego zwolennicy argumentują, że wprawdzie zdrowi pracownicy przynoszą realne korzyści pracodawcom, ale to nie może oznaczać, że pracodawcy powinni współfinansować służbę zdrowia; wzrosłyby wtedy koszty produkcji, a ich towary byłyby mniej konkurencyjne. Niech lepiej całość finansują pracownicy, obniża to wprawdzie ich poziom życia, ale o to niech martwią się sami, to nie jest problem pracodawców.
Z drugim założeniem obecnego systemu finansowania służby zdrowia również trudno się zgodzić. Zdrowia ludzkiego nie można traktować na równi z towarem. Takie teorie mogą głosić ci, którzy, jak członkowie rządu, chronią swoje zdrowie w wydzielonych enklawach bądź mają nieograniczone środki finansowe i mogą korzystać wyłącznie z prywatnej opieki zdrowotnej. A co mają powiedzieć ludzie biedni, np. emeryci?
Zwykli Polacy niech umierają, bo szpitale nie mają pieniędzy na zatrudnianie specjalistów, na sprzęt i korzystanie z niego, na operacje, na lekarstwa… Niech czekają latami w kolejkach na przyjęcie przez lekarza. Każdy zgon to czysty zysk dla systemu, jeszcze tylko obniżyć zasiłek pogrzebowy i zadowolenie będzie pełne. Odpowiedzialność za służbę zdrowia ponosi Ministerstwo Zdrowia i ponosić ją będzie również wtedy, gdy sprywatyzowane zostaną wszystkie szpitale. Politykom nie uda się uwolnić od tej odpowiedzialności. Nie pomoże też pozbycie się jej na rzecz samorządów.
Fundacja chce poddać pod publiczny osąd te podstawy systemowe. Chcemy przede wszystkim powołać grupę niezależnych ekspertów znających dobrze system ochrony zdrowia, i to nie tylko w Polsce, lecz także w świecie.
Mam nadzieję, że media nam pomogą. Jak dotąd uczyniły one wiele, by upublicznić przypadek mojej tragicznie zmarłej żony. Poza „Przeglądem” uczyniły to „Rzeczpospolita”, „Życie Warszawy”, „Super Ekspress”, „Chwila dla Ciebie”, pismo pacjenckie „Gladiator”, TVP („Sprawa dla reportera” Elżbiety Jaworowicz), internet („Rynek zdrowia”).
Mam nadzieję, że dalsza współpraca fundacji z mediami pozwoli poddać pod publiczny osąd przynajmniej te najbardziej drastyczne przypadki patologii w niesieniu pomocy chorym.

Wydanie:

Kategorie: Kraj

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy