Notes dyplomatyczny

Notes dyplomatyczny

Andrzej Papierz, dyrektor Biura Kadr, został ambasadorem. Tytularnym. To nie koniec listy jego osiągnięć – w styczniu zdał egzamin dyplomatyczny (pisaliśmy, jak to wyglądało), a teraz został przewodniczącym komisji egzaminacyjnej przy egzaminach dyplomatyczno-konsularnych. To jest awans. Jak za pierwszych lat Polski Ludowej.
Dobrze poinformowani mówią o jeszcze innych dziwnych rzeczach związanych z egzaminem dyplomatyczno-konsularnym (nie jest on łatwy, są tam i teoria, i praktyka, samo wkucie konwencji wiedeńskich, by go przejść, nie wystarczy). Otóż do tej pory można było przystąpić do tego egzaminu pod pewnymi warunkami. Przede wszystkim trzeba było odbyć roczną aplikację dyplomatyczną lub konsularną. Jeżeli ktoś jej nie miał, nie mógł przystępować do egzaminu, z tego warunku zwalniało tylko „doświadczenie w sprawach zagranicznych”, czyli wcześniejsza paroletnia praca na placówce. Tymczasem teraz do egzaminu przystępuje duża grupa ludzi, którzy ani roczną aplikacją, ani długim pobytem na placówce pochwalić się nie mogą… Kto ich zwolnił z tych obowiązków? Tropy wiodą w kierunku naczelnika wydziału z Biura Kadr. Dobrze byłoby się dowiedzieć kiedyś, na jakiej podstawie prawnej ów naczelnik podjął decyzję. No i dlaczego…
Ale zostawmy ministerialnego Gosiewskiego i jego ekipę na boku, zajmijmy się innymi sprawami. W gmachu ludzie spekulują, kto będzie nowym wiceministrem w miejsce Janusza Stańczyka. Stańczyk wykonał manewr dziesięciolecia, bo popracowawszy trochę u boku minister Fotygi, szybko wybrał ewakuację. I od września będzie ambasadorem w Hadze.
Żyć nie umierać. Stańczyk może więc sobie pogratulować, pytanie tylko, kto będzie jego następcą. W tej chwili na MSZ-etowskiej giełdzie krążą dwie kandydatury. Pierwsza to Andrzej Kremer, obecny dyrektor Departamentu Prawno-Traktatowego. To kandydatura zgodna, można tak powiedzieć, z ładem korporacyjnym. Stańczyk to też były dyrektor tego departamentu, jako wiceminister nadzorował jego prace i sprawy związane z umowami międzynarodowymi, więc awans Kremera byłby w tej sytuacji najbardziej naturalny. Ale są dwie ku temu przeszkody. Pierwszą jest sam Kremer – on wcale do tego wiceministrowania się nie pali, woli być „prostym” dyrektorem, który pójdzie w górę, jeśli nie teraz, to za parę lat, niż „moczyć” się w ekipę Fotygi.
Wielce zatem możliwe jest, że w takiej sytuacji wiceministrem zostanie Jacek Czaputowicz, człowiek, który pobił rekord świata, jeśli chodzi o różne kursy i staże (nie można go było zwolnić, a strach było dawać jakąś robotę, więc kolejni ministrowie wysyłali go na stypendia). Czaputowicz, były działacz organizacji Wolność i Pokój, dziś jest dyrektorem Departamentu Strategii i Planowania Polityki, co już samo w sobie jest śmieszne, jeśli zważyć, jacy ludzie wcześniej tym departamentem kierowali. Teraz miałby iść jeszcze wyżej. I to mu się podoba, bo wreszcie mógłby pojeździć sobie po świecie, co bardzo lubi. W sumie – dla departamentu byłaby to dobra nowina (ludzi poza tym złości, że wykorzystuje ich jako researcherów do swoich tekstów pisanych na zewnątrz). A dla MSZ? A czy to coś by zmieniło?

Wydanie: 32/2007

Kategorie: Kraj
Tagi: Attaché

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy