Unia wielu kryzysów

Unia wielu kryzysów

Europa i świat muszą się zmierzyć z negatywnymi konsekwencjami globalizacji

Pat Cox – były przewodniczący Parlamentu Europejskiego

Panie przewodniczący, czy jesteśmy świadkami końca europejskiego marzenia?
– To pytanie zadane w bardzo dramatyczny sposób, choć zgadzam się, że Unia Europejska znajduje się obecnie w bardzo trudnej sytuacji – musi znaleźć odpowiedź na wiele kryzysów, z którymi się boryka, i właściwą, godną formę rozstania się ze Zjednoczonym Królestwem.
Wspomniał pan o kryzysach, które targają Unią od wielu lat. Kryzys ekonomiczny oraz strefy euro, imigrancki, zagrożenie terrorystyczne. Czy wydarzenia te wpłynęły na decyzję Brytyjczyków o Brexicie?
– Myślę, że było wiele powodów Brexitu. Moim zdaniem, zdecydowały o tym nade wszystko kwestie wewnątrzbrytyjskie. Sprawa numer jeden to odzyskanie kontroli nad suwerennością swojego kraju, druga – migracja. Tematy gospodarcze, jak pokazują badania, były o wiele mniej istotne, a właśnie na nich skupiała się kampania na rzecz pozostania Zjednoczonego Królestwa w Unii Europejskiej. Rząd w Londynie musi zatem odpowiedzieć sobie na bardzo ważne pytanie dotyczące tego, nad czym tak naprawdę głosowali Brytyjczycy i w jaki sposób powinny wyglądać relacje z Unią w przyszłości. Czy mowa o radykalnym, czy o miękkim rozwodzie.
Jak zatem powinna podejść do tego rozwodu Unia? Czy mamy prosić brytyjski rząd o opuszczenie naszej europejskiej rodziny tak szybko, jak to jest możliwe?
– Po pierwsze, musimy mieć na względzie, że art. 50 traktatu lizbońskiego zakłada, że to nie Unia, lecz państwo członkowskie musi wyjść z inicjatywą opuszczenia wspólnoty. Z prawnego punktu widzenia art. 50 nie wymaga od Zjednoczonego Królestwa określenia daty rozpoczęcia negocjacji dotyczących wyjścia z UE ani ram czasowych wyjścia. Rada Europejska już dała do zrozumienia rządowi w Londynie, że nie będzie go pośpieszać, że daje czas do poważnego zastanowienia się nad całą procedurą do początku przyszłego roku. Warto jednak w tym miejscu zaznaczyć, że nawet jeśli negocjacje się zakończą, do gry wejdą wtedy Parlament Europejski oraz parlamenty krajowe. Wszystkie te ciała będą musiały się zgodzić na wynegocjowane warunki. Całość będzie trwać bardzo długo.
Jeśli spojrzymy na wyniki głosowań poszczególnych części Zjednoczonego Królestwa, zauważymy, że np. Irlandia Północna zagłosowała za pozostaniem w Unii. Moje pytanie może zabrzmi naiwnie, ale czy widzi pan w tym fakcie szansę na zjednoczenie Irlandii?
– Pana pytanie z pewnością nie jest naiwne, Sinn Féin – jedna z najważniejszych sił politycznych w Irlandii – zastanawia się w podobny sposób nad wynikami głosowania w Irlandii Północnej. Jednak gdy przyjrzeć się wyborcom głosującym za pozostaniem Zjednoczonego Królestwa w Unii Europejskiej, to nie są oni gorącymi zwolennikami zjednoczenia Irlandii. Ale taki scenariusz w przyszłości nie jest wykluczony. Jeśli Brexit będzie się wiązać z utratą dostępu do Europejskiej Sieci Badawczej dla uniwersytetów albo z tym, że rolnicy z Irlandii Północnej zaczną odczuwać negatywne skutki wyjścia ze wspólnej polityki rolnej, możemy być świadkami tego, o czym pan mówi.
Wspomniał pan, że kwestia migracji przyczyniła się do tego, że większość Brytyjczyków opowiedziała się za wyjściem z UE. Teraz widzimy konsekwencje ksenofobicznej kampanii, która przetoczyła się przez Wyspy. Przykładem tego są ataki na Polaków żyjących w Wielkiej Brytanii. Czy widzi pan podobną sytuację w Irlandii?
– Główną grupę cudzoziemców w Irlandii stanowią Brytyjczycy, po nich oczywiście są Polacy. W Irlandii nie obserwujemy podobnych ataków jak w Anglii. Oczywiście zdarzają się incydenty, ale nie mają one podłoża rasistowskiego. W Irlandii 17 marca obchodzimy Dzień Świętego Patryka, który jest naszym świętem narodowym. Od lat cieszę się, widząc Polaków mieszkających w Irlandii, którzy wraz z obywatelami mojego kraju bawią się tego dnia. Gdy całe polskie rodziny ubrane w swoje narodowe, tradycyjne stroje chodzą z polskimi flagami w ten dzień, wiem, że są częścią naszego społeczeństwa. Mam nadzieję, że nigdy w Irlandii nie będziemy świadkami podobnych wydarzeń, do jakich dochodzi teraz w Wielkiej Brytanii.
Kiedy mówi pan o Dniu Świętego Patryka, mam przed oczami nie tylko Dublin, ale także Boston. Irlandia ma szczególne relacje ze Stanami Zjednoczonymi. Chciałbym zatem zapytać o pana opinię na temat kampanii wyborczej w Stanach. Czy możemy postawić tezę, że na naszych oczach kończy się pewna epoka amerykańskiej polityki?
– Myślę, że warto w tym miejscu wrócić do pana pierwszego dramatycznego pytania. Otóż koniec, o który pan pyta, nie dotyczy wyłącznie Europy. Dyskusja o potrzebie kontrolowania migracji i granic oraz o wpływie globalizacji na gospodarkę jest tak samo widoczna w Stanach Zjednoczonych. Nade wszystko za sprawą Donalda Trumpa, ale w pewnym stopniu także dzięki kampanii Berniego Sandersa. Problemy, z którymi mierzy się Europa, mają wymiar uniwersalny, globalny i są bardzo widoczne w amerykańskiej kampanii. Chciałbym w tym miejscu podkreślić, że Donald Trump jest jedną wielką niewiadomą. Nie wiemy, czego moglibyśmy się spodziewać po jego ewentualnym wyborze na prezydenta Stanów Zjednoczonych. Zastanawiają jego pochwały pod adresem Władimira Putina, którego uważa za lepszego lidera niż Baracka Obamę. Dziwią mnie zapewnienia Trumpa, że jako dealmaker mógłby spokojnie porozumieć się z prezydentem Federacji Rosyjskiej. Pomimo moich obaw chciałbym zaznaczyć, że amerykańska demokracja ma wiele „bezpieczników”. Konstytucja, Sąd Najwyższy, Kongres skutecznie blokują samowolę prezydenta, więc ileś obaw związanych z możliwym wyborem Donalda Trumpa niekoniecznie musi się ziścić.
Obecnie jedna z najciekawszych dyskusji akademickich w Europie dotyczy konfliktu między „globalistami” a „lokalistami”, czyli między tymi, dla których globalizacja okazała się szansą na poprawę sytuacji ekonomicznej, a tymi, którzy stracili na ucieczce miejsc pracy. Kiedy spojrzymy na Detroit, Manchester i niemałą część Polski, widzimy, że mieszkańcy tych miejsc są przegranymi globalizacji. Czy pana zdaniem Europę stać na zmianę tego procesu?
– Śledzę wspomnianą debatę, choć chciałbym przypomnieć, że globalizacja oprócz zlikwidowania miejsc pracy w przemyśle Stanów Zjednoczonych i Europy doprowadziła do wyciągnięcia z biedy milionów ludzi na skalę niespotykaną do tej pory w historii ludzkości. I to jest pozytywna strona globalizacji. Zgadzam się zarazem, że Europa i świat muszą się zmierzyć z negatywnymi konsekwencjami, o których pan mówi. Kwestie globalnej redystrybucji dobrobytu, zmian podatkowych, wyrównywania szans edukacyjnych są tu kluczowe. Innymi słowy, przy zachowaniu pozytywnych aspektów globalizacji należy ograniczać jej szkodliwe skutki, szczególnie w kontekście sprawiedliwego dzielenia się wypracowanymi zyskami.
Rozumiem, że mówimy tutaj także o transnarodowych korporacjach takich jak Apple, która to firma niedawno została wezwana przez Komisję Europejską do zwrócenia Irlandii 13 mld euro niezapłaconych podatków.
– Jeśli pyta pan, czy jestem za tym, by przedsiębiorstwa dzieliły się ze społeczeństwem sprawiedliwie swoimi zyskami, to oczywiście jestem za. Jednak my w Irlandii nie do końca zgadzamy się z ostatnią opinią Komisji Europejskiej. Apple zatrudnia w Irlandii ponad 6 tys. pracowników, wpływa niezwykle pozytywnie na naszą gospodarkę i płaci podatki w naszym państwie. Pytania, które rozstrzygnie sąd, będą zapewne dotyczyły tego, czy firma wyprowadzała zyski do Stanów Zjednoczonych i czy nie omijała przy tym europejskiego prawa. Warto także się zastanowić, czy jedno państwo może być globalnym poborcą podatkowym.
Moje ostatnie pytanie dotyczy Ukrainy, gdyż wielu uważa agresywną politykę Rosji wobec tego państwa za przejaw rewizji postzimnowojennego świata. Czy widzi pan w przyszłości jakąkolwiek możliwość rozwiązania tego konfliktu?
– Myślę, że efekty porozumień mińskich są w pewnym sensie fikcją. Codziennie dostaję raporty z frontu, które jasno wskazują, że w czasie tzw. zawieszenia broni giną ukraińscy żołnierze. Jednakże jeśli odejdziemy od rozmów z Rosją, chociażby w formacie normandzkim, wrócimy do punktu zerowego. Zarówno Ukraina, jak i jej międzynarodowi sojusznicy muszą się przygotować na bardzo długi marsz. Rozwiązanie tego konfliktu jest bardzo trudne, wymaga wielu starań, tym bardziej nie powinniśmy rezygnować z pomocy Ukrainie. Siła Ukrainy będzie się wiązać także z reformami wewnętrznymi. Wyłącznie prosperująca Ukraina, z silną gospodarką, będzie w stanie udźwignąć ciężar wyjścia z tego konfliktu.

Autor jest doktorem, współpracownikiem Fundacji Aleksandra Kwaśniewskiego Amicus Europae

Foto: Krzysztof Żuczkowski

 

Wydanie: 42/2016

Kategorie: Wywiady

Komentarze

  1. Alex
    Alex 25 października, 2016, 20:32

    Unia Europejska nie przetrwa dalszego napływu imigrantów. Możliwe też, że brexit pociągnie za sobą dalsze tendencje separatystyczne. Unia może być zastąpiona przez inną formację, ale to w dużym stopniu zależy od wyników wyborów w Stanach.
    http://papug.pl/przyszlosc-usa-chin-rosji-i-ue-w-8-punktach/

    Odpowiedz na ten komentarz

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy