Urojony sekretarz PPR

Bogdan Musiał i Piotr Gontarczyk „odkryli” niedawno na łamach dodatku do „Rzeczpospolitej” „Plus-Minus” nieznanego dotąd sekretarza okupacyjnej Polskiej Partii Robotniczej. Miał nim być Witold Kolski, oczywiście – jak podkreślają – Żyd, Baruch Cukier ze Zgierza, ponadto ruski sługus, enkawudzista i „zastępca oficera politycznego” w Armii Czerwonej. Kolski jest postacią historyczną, był działaczem KPP, w latach 1940-1941 we Lwowie redagował „Czerwony Sztandar” i źle zapisał się w pamięci sekciarskimi oraz donosicielskimi artykułami. Później wstąpił do Armii Czerwonej i chyba dzielnie bił się pod Stalingradem, dosłużył się majora i stanowiska zastępcy dowódcy pułku ds. politycznych. To wiadomo od dawna. Sekretarzem KC PPR nie był ani w rzeczywistości, ani w projekcie.
Bzdurne fantazje na ten temat pp. Musiał i Gontarczyk oparli na jednozdaniowej notatce z opublikowanego niedawno w Niemczech dziennika Georgiego Dymitrowa, przewodniczącego Kominternu. Zanotował on 12 stycznia 1943 r., że wystąpił o zwolnienie Kolskiego-Cukiera z armii z zamiarem przerzucenia go do Polski „zamiast” (anstelle) zamordowanego Marcelego Nowotki. „Zamiast” oczywiście nie musiało znaczyć, że na to samo stanowisko. Autorom jednak wystarczyła ta notka, aby uznać, że Kolski został „mianowany” sekretarzem PPR i na tej podstawie snuć dywagacje o „agenturalnym tej partii charakterze”. Dorobiono do tego „sensacyjną” opowieść o tym, jak przypadek zapobiegł objęciu przez Kolskiego funkcji w PPR. Według meldunku raportu miesięcznego AK z okresu 20 kwietnia – 20 maja 1943 r., w marcu pod Puławami jakiś spadochroniarz radziecki z dokumentami na identyczne nazwisko podobno po nieudanym skoku zawisł na drzewie ze złamaną nogą. Mimo obietnicy solennej zapłaty w dolarach chłopi odmówili mu pomocy, więc popełnił samobójstwo. Wszystko to razem nie ma nic wspólnego z rzeczywistością.
W AAN znajduje się korespondencja radiotelegraficzna, która świadczy, że Dymitrow konsultował przerzut Kolskiego z sekretarzem PPR, Pawłem Finderem. O żadnej nominacji na sekretarza nie było nawet mowy. Opinia Findera przekazana depeszą z 27 kwietnia brzmiała: „Uważamy, że przerzut Cukiera-Kolskiego i Klagsbalda jest możliwy i celowy. Odnośnie Kolskiego, trzeba zauważyć, że wśród towarzyszy ze Lwowa nie cieszy się właściwym autorytetem, niemniej jednak bardzo by się przydał do pracy politycznej i wydawniczej”. Ostatecznie Kolski skakał w rejonie Parczewa razem z radiotelegrafistką Wandą Bartoszewicz 30 maja 1943 r. Ślad po nich zaginął. Sądzi się, że wpadli w niemiecką obławę, ale potwierdzenia tego w niemieckich źródłach policyjnych jak dotąd nie znaleziono. Wymieniony w depeszy Findera Leopold Klagsbald (Leon Bielski) razem z Kolskim nie skakał, do kraju został przerzucony drogą lądową wiosną 1944 r., po wojnie pracował w prasie.

Wydanie: 28/2002

Kategorie: Historia

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy