Uroki języka ojczystego

Uroki języka ojczystego

W kraju, w którym politycy zachowują się coraz wulgarniej, a premier rządu obrzuca opozycję inwektywami, wśród których „bandyci” to jeszcze pieszczota, niespodziewanie pojawili się puryści językowi, gotowi za zwykłe „wkurwienie” wsadzić obywatela do ciupy. Niestety, działają chaotycznie i nigdy nie wiadomo, co jeszcze wolno, a czego już nie, jaki zakaz ratuje moralność narodową, a jaki tylko zubaża piękną mowę polską, jakże obfitą w wyzwiska i słowa, którymi możemy dać wyraz naszej niechęci do bliźnich. Sprawa wymaga pilnego uregulowania, gdyż inaczej grozi nam dowolność prawna i anarchia. Oto, w porządku alfabetycznym, garść kazusów do przedyskutowania i zastanowienia się:

A: alfons, antychryst, arcypies, asfalt (o przedstawicielu rasy czarnej);
B: burak, bęcwał, bladź, bolszewik, beton, bydlak, bździoch, bandyta;
C: ch… (ortograficznie), chachar, cham, ciemniak, cichodajka, ciul;
D: dupa, debil, degenerat, drań, dziwka, dziadyga, docent, dureń, duda;
E: erotoman, esbek, element, eunuch, Europejczyk;
F: fagas, farmazon (krakowskie), flądra, fijoł, fujara, fircyk, fiut;
G: gówniarz, gad, garkotłuk, gliniarz, goryl, gestapowiec, gbur, gęś, gnój;
H: h… (nieortograficznie), hultaj, hycel, huncwot, hetera, hucpiarz;
I: idiota, impotent, indywiduum, inteligent;
J: jeleń, jebaka, jołop, jezuita, judasz, jędza, jątrewka;
K: k…, kaczor, komuch, kanalia, kretyn, katabas, kutas, kołtun, klępa, kuś, kiep, kundel, kocmołuch, knajak, kapitulant, kapucyn, kapcan, kuciapka;
L: lafirynda, lewak, luj, lola, lelija, lampucera, lebiega, liberał;
Ł: łajdak, łobuz, łajno, łaps, łapiduch, łeb zakuty, łotr, łapserdak;
M: menda, maciora, Macierewicz, minus, menel, mewka, miernota, Moskal, murwa, mineciarz, monstrum, makaroniarz (nie tylko o Włochach), mongoł;
N: nędznik, nadmidupa, nachał, nikczemnik, nygus, niedojda, nieuk;
O: obwieś, obskurant, oszołom, oliwa, obłudnik, oferma, osioł, oprych;
P: pacan, pisior, pajac, pałkarz, papuga, pierdolec (w wersji czasownikowej kilkadziesiąt znaczeń od pierdolić: do… za… wy… na… pod… s… roz… itd.), pedofil, prostak, prostytutka, piernik, picer, parch;
R: rajfur, raszpla, robol, rusała, Ruski, rogacz, ramol, rabuś, renegat;
S: samcołożnik, Sowiet, siepacz, s…syn, smutas, sodomita, srajda;
T: tajniak, technokrata, tępak, terrorysta, tuman, tirówka;
U: ulicznik, ubek, ultras, utracjusz, utrzymanek, uwol (od Unii Wolności);
W: wykształciuch, warchoł, wariat, wszarz, wyrzutek, wieprz, wypierdek;
Z: zajob, zawalidroga, ziółko, zero, zwyrodnialec, złota młodzież, zbój;
Ź, Ż: ździra, żabojad (o Francuzach), żółtek (o Azjatach), żmija.

Które z tych słów są dozwolone, które zakazane, użycie których jest tylko wykroczeniem, których już przestępstwem, a które winny być ścigane z urzędu? Wielce skomplikowane są to sprawy. Przede wszystkim trudno tu znaleźć jakiekolwiek autorytety. Klęli na potęgę Józef Piłsudski, wojskowi wszelkich epok, w tym „żołnierze wyklęci”, klęli szewcy i furmani, Władysław Broniewski, Jan Andrzej Morsztyn, Radziwiłłowie i Lubomirscy, a nawet (po francusku) Maria Skłodowska-Curie. Jeden jedyny św. Stanisław Kostka, kiedy usłyszał brzydkie słowo, mdlał natychmiast, ale nie może on być wzorem dla naszego społeczeństwa, gdyż pogłowie zemdlonych Polaków szybko przewyższyłoby pogłowie zdolnych ich ocucić.

Dodać należy, że prześladowanie posługujących się językiem nie zawsze salonowym nabrać by mogło charakteru klasowego, uderzając m.in. w warstwę wieśniaczą. Oskar Kolberg spisywał po siołach ojczystych śpiewy przyzwoite, obrzędowe i nabożne. Sto lat później Piotr Płatek pogrzebał jednak głębiej, czego owocem stał się zbiór 282 pieśni ludowych („Na psa urok”, Kraków 1971), z których każda prosiłaby się o prokuratorską interwencję. Prawdziwym zwieńczeniem tej gałęzi twórczości jest przyśpiewka zanotowana na krakowskim Zwierzyńcu w 1971 r. (nr 278, s. 102):

Idzie h… po dróżce
Na h…owej nóżce,
Idzie h… patrzy – h…
Na h… h…owi h…
Więc wziął h… h…a za h…a
I wyp… w h…a
No i h…

Jest to niewątpliwie tekst ordynarny i niewart popularyzacji (wręcz przeciwnie). Co jednak robić, skoro śpiewany był przez grupę muzyków i podchwycony dziarsko przez obecnego suwerena? Zanim zaczniecie ściganie sądowe, namyślcie się trochę, panowie.

Wydanie: 43/2018

Kategorie: Felietony, Ludwik Stomma

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy