Więcej niż publicysta

Więcej niż publicysta

Zmarł Dominik Horodyński, wybitny publicysta. Po każdej rozmowie z nim – a spotykałem go niestety rzadko – postanawiałem sobie jak najszybciej poszukać okazji do posłuchania jego wspomnień. Nie doceniał widocznie tego, co wiedział z własnego doświadczenia o Polsce, polityce, historii, wreszcie o ludziach. Nie dał się namówić na pisanie wspomnień, a byłaby to książka rewelacyjna. Anegdoty z życia, jakie opowiadał, nie były to facecje dla rozrywki, lecz zdarzenia pełne ogólniejszej i głębszej wymowy. Wystarczy zestawić główne fakty z jego życia, by zobaczyć, że było ono materiałem na pasjonującą powieść psychologiczną. Panicz z pałacu wiodący przed wojną lekkomyślne życie właściwe jego sferze, w czasie wojny konspirator AK, w powstaniu warszawskim adiutant Radosława; po wojnie z grupą młodych konserwatystów, tak zwanych hrabiów szukał dla siebie roli społecznej w Polsce Ludowej i znalazł ją. Przeżycia wojenne, utrata całej rodziny (mord dokonany w pałacu w Zbydniowie przez SS odbił się echem w całej Polsce), przekonanie się na własne oczy, jak chłopi nienawidzili przedwojennego państwa polskiego – zmieniły go dogłębnie. Utraty majątków nie liczył do strat i nie czuł z tego powodu urazy do nowej władzy. Tout ce qui arrive est adorable, wszystko, co się zdarza jest godne podziwu. „Trzeba z żywymi naprzód iść, po życie sięgać nowe, a nie w uwiędłych laurów liść z uporem stroić głowę”. Taka była jego filozofia po wyzwoleniu.
Gdy w 1945 r. przyjechał nielegalnie do Zbydniowa, żeby pomodlić się na grobie rodziców, spotkał się z kilkoma ciągle konspirującymi partyzantami AK, mocno skłonnymi do zabijania „zdrajców”. Byli to chłopcy ze wsi, jeden może parobek, drugi może fornal. Opisał im sytuację polityczną w kraju, zapewniał, że trzeciej wojny światowej nie będzie i ich konspiracja nie ma sensu. Wtedy ci wyjęli, co tam mieli za pazuchą, jeden pistolet, drugi pepeszę. Może nie śmieli strzelać do tego „komunisty”, który był „panem”? Zdarzenie paradoksalne, a zarazem dla biografii Dominika Horodyńskiego charakterystyczne.
Podziwiałem jego łatwość obcowania z ludźmi różnych poziomów socjalnych i kulturalnych, naturalną, niewysiloną grzeczność. Z ciekawością będę nasłuchiwał i wypatrywał wspomnień o nim ludzi, którzy go lepiej znali.

Wydanie: 36/2008

Kategorie: Kraj

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy