Więzienie, którego nie ma

Więzienie, którego nie ma

Overview

W Guantanamo nadal przebywa 41 więźniów, większości nie postawiono zarzutów

Hedi Hammami, Tunezyjczyk, który spędził w Guantanamo osiem lat i wrócił do kraju w 2011 r., napisał w liście do Międzynarodowego Czerwonego Krzyża: „Już dłużej nie mogę. Wolę wrócić do Guantanamo, niż być codziennie gnębiony przez policję. Jestem zdesperowany, w moim kraju nie mam żadnej przyszłości”. Prosił o interwencję MCK u władz amerykańskich.

Więzienie, do którego chce znów trafić, znajduje się w bazie morskiej USA w zatoce Guantanamo, na południowym wschodzie Kuby. Baza ma powierzchnię 116 km kw., jej 28-kilometrową granicę wyznaczają dwa rzędy ogrodzenia o trzymetrowej wysokości, między którymi rozmieszczono miny przeciwpiechotne. Terenu strzegą marines z ośmiometrowych wież.

Wzorowa współpraca

Do roku 1959 marines mogli swobodnie przekraczać granicę z Kubą. W samej bazie pracowało ok. 3 tys. Kubańczyków. Po zwycięstwie rewolucji zastąpili ich Jamajczycy i Filipińczycy. 350 Kubańczyków poprosiło o azyl, dwaj przeszli na emeryturę. Pozostałych 32 mieszka w kolorowych domkach w strefie specjalnej i pracuje w McDonaldzie. Co miesiąc kilku Kubańczyków, którym uda się przekroczyć granicę, zgłasza się z prośbą o azyl. Od zbudowania bazy w 1903 r. nie doszło do żadnego poważnego incydentu. Guantanamo jest nawet przykładem współpracy wojskowej z nieprzyjacielem. Co miesiąc od początku lat 90. odbywa się tu spotkanie komendanta bazy z szefem kubańskich sił pogranicza, a od siedmiu lat przeprowadzane są doroczne wspólne ćwiczenia mające przygotować obie strony do sytuacji nadzwyczajnych. Rozbrzmiewają wtedy hymny obu krajów, sprzedaje się kubańskie wyroby ludowe. Odeszły już w zapomnienie lata 60., kiedy Kuba wstrzymała bazie dostawy wody pitnej, a kubańscy żołnierze obrzucali kamieniami dachy domów, w których mieszkali Amerykanie, aby uniemożliwić lokatorom sen.

Mimo ponawianych od lat przez Hawanę żądań zwrotu terytorium bazy rząd amerykański wykluczył temat Guantanamo z rozmów o normalizacji stosunków, prowadzonych w latach 2014-2015. Niemniej jednak Kuba nie ustaje w upominaniu się o ten teren. W styczniu 2017 r. Waszyngton powtórzył, że zgodnie z umową zwrot wymaga obopólnej zgody.

Komu więźnia, komu?

W tym roku więzienie w bazie Guantanamo obchodzi 15-lecie. Za administracji George’a W. Busha, na początku 2002 r., trafiło do niego 779 więźniów, początkowo z Bliskiego Wschodu, a potem z Afryki Północnej, oskarżanych głównie o współpracę z Al-Kaidą. Wysyłając ich do Guantanamo, rząd amerykański sprawował nad nimi absolutną kontrolę poza terytorium państwowym USA i mógł dowolnie stosować wobec oskarżonych przepisy kodeksu cywilnego lub wojskowego. Barack Obama, obejmując prezydenturę w 2009 r., zastał w Guantanamo 242 więźniów i obiecał likwidację tego więzienia, uważając, że jest ono plamą na wartościach amerykańskich. Siedem lat później, przed opuszczeniem Białego Domu, ponowił starania. Szef jego gabinetu, Denis McDonough, tłumaczył wówczas, że prezydent uważa za swój obowiązek zamknięcie więzienia przed objęciem urzędu przez następcę. Jeszcze w ostatnim orędziu o stanie państwa Obama zapewniał, że to ciągle jego cel, bo więzienie „jest drogie, zbędne i służy tylko za pretekst do rekrutacji naszych wrogów”. Faktycznie Guantanamo jest drogie, jego utrzymanie kosztuje rocznie co najmniej 400 mln dol.

Obama nie powiedział jednak, jak zamierza je zamknąć. Kongres blokował każdą inicjatywę zmierzającą do likwidacji. Nie zgodził się na prezydencką propozycję przeniesienia najniebezpieczniejszych osadzonych do więzienia pod szczególnym nadzorem na terenie USA. Także Sąd Najwyższy odpowiedział Obamie negatywnie na propozycję przeniesienia nielicznych już więźniów z Guantanamo do USA i sądzenia ich przed sądami cywilnymi. Doszły do tego napięcia w relacjach między Pentagonem a Białym Domem w kwestiach prawnych (Departament Obrony wyznacza sędziów, prokuratorów i superwizora komisji w Guantanamo). W rezultacie Obama po ośmiu latach opuścił Biały Dom, a więzienie nie zostało zamknięte.

Portal WikiLeaks ujawnił, że gabinet Obamy negocjował sprawę przesiedlenia więźniów z wieloma krajami. Hiszpanii za każdego z pięciu więźniów oskarżonych o terroryzm, do których przyjęcia się zobowiązała, proponowano 85 tys. euro. Za mniej niebezpiecznych oferowano niższe stawki. Pod koniec 2014 r. prezydent Urugwaju José Mujica (chyba jedyny prezydent na świecie, który 95% pensji przeznaczył na pomoc biednym) podjął decyzję o przyjęciu sześciu więźniów z Guantanamo, uznanych przez USA za osoby „o niskim zagrożeniu”. Byli to czterej Syryjczycy, Palestyńczyk i Tunezyjczyk. Już po paru dniach pobytu można było ich spotkać spacerujących po Montevideo. Otrzymali 30 ofert pracy. Szybko zdobyli sympatię otoczenia. Ludzie obdarowywali ich odzieżą i prezentami. Dwóch ożeniło się z Urugwajkami, które przeszły na islam. Nazywano ich „Szóstką z Guantanamo”. Nowy prezydent, Tabaré Vázquez, zapowiedział jednak, że więcej więźniów Urugwaj nie przyjmie.

Jedną z największych akcji przesiedleńczych było wysłanie w 2009 r. na jedną z wysp Palau na północnym Pacyfiku grupy Ujgurów, pochodzących z autonomicznego regionu Sinkiang w zachodnich Chinach. Ówczesny prezydent Palau Johnson Toribiong uznał to za „gest humanitarny, który pozwoli im na powrót do normalnego życia”. Humanitaryzm opłacał się Palau, bo Waszyngton zobowiązał się przekazać 200 mln dol. na rozwój tego dawnego terytorium Stanów Zjednoczonych, mającego 21 tys. mieszkańców. Byli to ostatni Ujgurzy, jacy opuścili Guantanamo. W 2006 r. pięciu Ujgurów wysłano do Albanii. Rząd amerykański nie odesłał ich do Chin, podejrzewając, że mogą się stać ofiarami prześladowań ze strony władz.

Hamburger za zeznania

Po ogłoszeniu decyzji o normalizacji stosunków amerykańsko-kubańskich zdaniem rzeczniczki bazy Kelly Wirfel nic w kwestii Guantanamo się nie zmieniło. W bazie nadal przebywa ok. 6 tys. osób. Są to stacjonujące jednostki amerykańskiej straży wybrzeża, dowództwa i personel jednostek marynarki USA, wojskowa obsługa więzienna i więźniowie. Na terenie bazy są też dwa lotniska. Strażnicy pełnią służbę dziewięć miesięcy. W bazie można się poczuć jak w powieści Orwella. Uważnie śledzony jest każdy ruch nie tylko więźniów, ale także dziennikarzy, którzy mogą zwiedzać wyłącznie określone obiekty i zawsze pod eskortą. Większości osób nie można fotografować. Obóz nr 7, w którym przebywają najniebezpieczniejsi więźniowie, oficjalnie nie istnieje. Tym bardziej nie istnieje tajne więzienie CIA. W rzeczywistości w pobliżu biur administracji CIA zbudowała osiem małych bungalowów, nazywanych przez osadzonych Marriottami, ze względu na wyposażenie w kuchnię, prysznic i telewizor. Mieszkali w nich więźniowie zakwalifikowani do wdrożonego przez CIA w latach 2003-2006 planu zdobycia podwójnych agentów wśród najniebezpieczniejszych bojowników Al-Kaidy. Po uwolnieniu mieli oni przenikać do komórek terrorystycznych w krajach swojego pochodzenia i pracować na rzecz CIA. W niektórych przypadkach rekrutacja się udała.

Działający od 35 lat lokal McDonalda także wpisuje się w historię bazy. Śledczy proponują więzionym hamburgery w zamian za potwierdzenie prawdziwości interesujących ich danych. Pisze o tym w dzienniku z niewoli Mauretańczyk Mohamedou Ould Slahi, przetrzymywany od 2002 r. i ostatecznie zwolniony. Slahi napisał „Dziennik z Guantanamo” w 2005 r. Opisał w nim m.in. nadużycia seksualne i fizyczne, popełniane przez obsługę więzienia. Niektórych więźniów np. przesłuchiwano 49 dni, po 20 godzin dziennie, zmuszając ich do rozbierania się w zimnym pomieszczeniu, zachowywania się jak pies i słuchania bez przerwy bardzo głośnej muzyki. Laura Pitter z Human Rights Watch, która obserwowała sesje komisji wojskowej sądzącej zatrzymanych w Guantanamo, utrzymuje, że „Stany Zjednoczone w kwestii praw człowieka dają innym krajom straszny przykład”.

Trumpowi się podoba

Dzisiaj w Guantanamo przebywa 41 więźniów, większości nie postawiono oskarżenia. Czy coś się zmieni w najbliższych latach? Sądząc po wypowiedziach i działaniach prezydenta Trumpa, to mało prawdopodobne. Jeszcze w czasie kampanii pisał on na Twitterze: „Nie powinniśmy więcej zwalniać z Guantanamo. Są to osoby bardzo niebezpieczne i nie wolno im pozwolić na powrót na pole walki”. Stawiał problem w kategoriach godności narodowej. Uważał, że więzienie powinno być otwarte, a nawet powinni tam trafiać obywatele Stanów Zjednoczonych. Nie przeszkadzało mu też stosowanie tortur wobec podejrzanych o terroryzm.

Retoryka Trumpa, żywiąca się groźbami ze strony dżihadystów, oznacza powrót do klimatu strachu po ataku na WTC. W czerwcu 2016 r., odnosząc się do stosowanej wobec podejrzanych techniki waterboardingu (symulowanego topienia), przyszły prezydent nie miał żadnych skrupułów, mówiąc: „Bardzo mi się to podoba. Nie uważam, że jest zbyt okrutna”. Swoją wypowiedź o potrzebie walki z Państwem Islamskim uzupełnił powiedzeniem, że „w walce z ogniem należy użyć ognia”.

Realnie więc w Guantanamo mogłoby się zmienić tyle, że cotygodniowe lotnicze dostawy warzyw i owoców z USA zostaną zastąpione częstszymi dostawami z Kuby (pozostałe towary i produkty są dostarczane statkami co trzy tygodnie). Miałoby to bezpośredni wpływ na różnorodność menu polecanego przez tamtejszy irlandzki pub i McDonalda. Mimo kubańskich starań o zwrot bazy o przyszłości Guantanamo będzie decydował Waszyngton.

Wydanie: 19/2017

Kategorie: Świat

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy