Wiktor kontra Żelazna Julia

Wiktor kontra Żelazna Julia

Prezydent Juszczenko przeforsował swojego premiera. Ukraińcy mogą uznać, że zdradził przy okazji ich rewolucję

Kto naprawdę niszczy pomarańczową rewolucję? Kilka dni temu prezydent Wiktor Juszczenko oświadczył, że na Ukrainie realizowany jest scenariusz rujnowania władzy, w którym biorą udział siły „będące na Majdanie (plac Niepodległości w Kijowie, na którym rozgrywała się pomarańczowa rewolucja – przyp. MG) i ci, którzy chcieli Majdan rozpędzić”. Sens jego wypowiedzi od razu został zderzony z praktyką polityczną – tego samego dnia zaskakująca koalicja Bloku Julii Tymoszenko, bohaterki Majdanu, oraz partii Regiony Ukrainy byłego premiera i kontrkandydata Juszczenki w wyborach prezydenckich, Wiktora Janukowycza, Komunistycznej Partii Ukrainy i frakcji Jedyna Ukraina odrzuciła kandydaturę bliskiego współpracownika Juszczenki, Jurija Jechanurowa, na nowego szefa ukraińskiego rządu.
Kto szukałby w tamtym wydarzeniu jednoznacznego dowodu na tezę, że to zdymisjonowana na początku września przez Juszczenkę Julia Tymoszenko jest tym politykiem, który wkłada kij w szprychy demokratycznych i rynkowych zmian na Ukrainie, niekoniecznie musi mieć rację. Bo oto dwa dni później Jechanurow został jednak zatwierdzony na stanowisku premiera, tyle że głosami nowej egzotycznej koalicji, a mianowicie bloku Juszczenki Nasza Ukraina i partii jego największego wroga, czyli Regionów Ukrainy Janukowycza! „Rewolucjoniści i kontrrewolucjoniści ramię w ramię

położyli na łopatki

Żelazną Julię”, napisał komentator BBC.
Julia Tymoszenko nie czuje się wcale przegrana. Od dnia dymisji „najtwardszy polityk na Ukrainie”, jak określają ją miejscowe media, atakuje ekipę Juszczenki i zapowiada, że po marcowych wyborach parlamentarnych znowu stanie na czele rządu. W wywiadzie dla dziennika „Kommiersant-Ukraina” Tymoszenko mówi wprost: „Jestem pewna, że wygramy wybory i będziemy mieć 226 mandatów (tyle trzeba do wyboru premiera – przyp. MG)”.
Takie zapowiedzi – choć mogą wydawać się buńczuczne – nie są bezpodstawne. Znaczna część kijowskich analityków twierdzi, że Żelazna Julia za kilka miesięcy może się stać najważniejszym symbolem pomarańczowej rewolucji. Juszczenkę osłabiają nie tylko afery z synem Andriejem, który „ukradł” symbole rewolucji, opatentował je i teraz czerpie z tego milionowe zyski, ale też oskarżenia o korupcję wśród współpracowników, wreszcie zniecierpliwienie obywateli, którzy nie chcą przedłużania się kryzysu w kraju.
Juszczenko oczywiście wie, że musi szybko pokazać, iż panuje nad sytuacją. Oczekują tego też zagraniczni inwestorzy. Bank inwestycyjny Merrill Lynch już wytknął Ukrainie odłożenie planowanego road show, czyli serii spotkań z inwestorami, w związku z planowaną emisją obligacji na 600 mln euro. Przedłużanie się kryzysu może sprawić, iż zachodnie koncerny stalowe Arcelor i Mittal Steel wycofają się z przetargu na kombinat metalurgiczny Kriworożstal.
Stąd próba kompromisu z Tymoszenko i ubiegłotygodniowa rozmowa telefoniczna Juszczenki z byłą panią premier, podczas której prezydent zaproponował

„zakopanie topora wojennego”.

Głosowanie bloku Żelaznej Julii w parlamencie przeciw kandydaturze Jechanurowa zmusiło jednak Juszczenkę do taktycznego, a jednak bardzo ryzykownego kroku, jakim stał się sojusz z Janukowyczem. Udało się w efekcie przeforsować powstanie bliskiego prezydentowi rządu, ale dla milionów Ukraińców stało się tak

wskutek zdrady,

czyli – jak określił to jeden z współpracowników Tymoszenko – „zaprzedania duszy przez Juszczenkę ludziom starego reżimu”.
Odtąd zamazane zostały różnice, oddzielające (pomarańczowych) rewolucjonistów Juszczenki oraz ludzi Janukowycza i Kuczmy. A ukraińscy wyborcy mogą za to w marcu wystawić Juszczence wysoki rachunek.

 

Wydanie: 39/2005

Kategorie: Świat

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy