Koniec intifady

Koniec intifady

Abbas porozumiewając się z Szaronem, rzucił wyzwanie Hamasowi

Na historycznym szczycie w Szarm el-Szejk premier Izraela, Ariel Szaron, i prezydent Autonomii Palestyńskiej, Mahmud Abbas, podali sobie ręce i uśmiechnęli się szeroko.
Było to spotkanie izraelsko-palestyńskie na najwyższym szczeblu od czasu rozpoczęcia intifady we wrześniu 2000 r. Intifada, czyli palestyńskie powstanie, oraz represje izraelskich sił bezpieczeństwa pochłonęły ponad 4,5 tys. ofiar śmiertelnych – 1042 Izraelczyków i 3579 Palestyńczyków. Teraz pojawiła się nadzieja, że krwawe starcia dobiegną końca. 8 lutego w egipskim kurorcie Szarm-el-Szejk obie strony wyrzekły się aktów przemocy. Gospodarz szczytu, prezydent Egiptu, Hosni Mubarak, nie zdołał skłonić Szarona i Abbasa do

wydania wspólnego oświadczenia,

ale i tak obaj przywódcy wypowiedzieli pełne patosu słowa. Wybrany 9 stycznia na następcę Jasira Arafata Abu Mazen (jak inaczej zwany jest Abbas) powiedział: „Spokój, jaki zapanuje na naszych ziemiach, będzie świadectwem rozpoczęcia nowej ery, początkiem pokoju i nadziei”. Szaron, znany jako polityk twardej ręki, zapewniał Palestyńczyków, że Izraelczycy mają szczery zamiar respektować ich prawo do niepodległości i godnego życia. Szaron obiecał zwolnić 900 palestyńskich więźniów oraz przekazać władzom Autonomii kontrolę nad pięcioma miastami na Zachodnim Brzegu. Premier Izraela nie chciał negocjować z Jasirem Arafatem, którego uważał za protektora terrorystów. Kiedy legendarny przywódca Palestyńczyków zmarł 11 listopada ub.r., sytuacja się zmieniła. Mahmud Abbas rozumiał, że Palestyńczycy mogą ponosić tylko klęski i dotkliwe straty w starciach z izraelską machiną wojenną. Szybko zdołał nakłonić ugrupowania palestyńskie do zgody na nieformalny rozejm. Nawet organizacje islamskie Hamas i Dżihad zaprzestały zamachów. Otworzyło to drogę do spotkania na szczycie.
Niektórzy komentatorzy uznali postanowienia z Szarm el-Szejk za ważne, niemalże przełomowe. Egipski dziennik „Al-Ahram” napisał, że spotkanie było punktem zwrotnym i reaktywowało bliskowschodni proces pokojowy, który od czterech lat

tkwił w martwym punkcie.

Inni natomiast stwierdzali cynicznie, że w sporze dwóch narodów o jeden niewielki kraj było już wiele „przełomów” i „historycznych szczytów”, po których nadzieje na pokój tonęły w potokach krwi. Ukazująca się w Londynie arabska gazeta „Al-Quds” stwierdziła, że jak zawsze przegranymi szczytu będą Palestyńczycy, którzy utracą swą intifadę i staną w obliczu zaburzeń wewnętrznych mogących się przerodzić w wojnę domową. Ustaleń z Szarm el-Szejk nie uznały bowiem Hamas i Dżihad, Izrael zaś zamierza poważnie negocjować z władzami Autonomii tylko wtedy, kiedy te rozbroją „organizacje terrorystyczne”. Czy Abbas odważy się rzucić Hamasowi wyzwanie?
Wielu Palestyńczyków jest poważnie zaniepokojonych faktem, że Szaron nie chce rozmów politycznych na temat międzynarodowego planu zwanego Mapą drogową. Plan ten przewiduje utworzenie niepodległego państwa palestyńskiego. Oficjalne stanowisko Izraela jest takie, że najpierw Abbas i jego współpracownicy muszą dowieść, iż potrafią powstrzymać akty przemocy i walczyć z terrorystami. Potem szef rządu państwa żydowskiego zamierza się skoncentrować na swym „wielkim planie” wycofania wojsk i osadników izraelskich ze Strefy Gazy i czterech małych osiedli na Zachodnim Brzegu. Ma to nastąpić do września br. Dopiero wtedy przyjdzie czas na negocjacje. Podobne stanowisko w sprawie rozmów politycznych zajmują Stany Zjednoczone, najważniejszy sojusznik Izraela.
Wielu Palestyńczyków podejrzewa, że Szaron pragnie tylko rozejmu i zamrożenia negocjacji, aby bez przeszkód wycofać się z Gazy. Tak naprawdę

prawdziwym celem „Buldożera”,

jak nazywany jest izraelski premier, nie jest Gaza, lecz Zachodni Brzeg. Kiedy oczy całego świata będą zwrócone na Gazę, Izrael jednostronnie wytyczy granicę na Zachodnim Brzegu i zagarnie wiele palestyńskich ziem.
Czas pokaże, czy takie właśnie są zamysły Szarona. Porozumienia z Szarm el-Szejk zapewne powstrzymają przelew krwi, może nawet na dłuższy czas, gdyż zmęczeni walką i nieustannymi represjami Palestyńczycy pragną tylko normalnie żyć. Także 77% obywateli Izraela opowiada się za rozejmem i podjęciem rozmów. Cele Palestyńczyków, którzy domagają się niepodległego państwa na całym Zachodnim Brzegu, w Strefie Gazy i we Wschodniej Jerozolimie, zapewne nigdy nie zostaną spełnione. Przywódcy palestyńscy będą musieli w końcu podjąć decyzję, czy zadowolić się teoretycznie przynajmniej niepodległym krajem na znacznie mniejszym terytorium, czy też znów podjąć walkę zbrojną bez widoków na sukces.

 

Wydanie: 7/2005

Kategorie: Świat

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy