Jak wkładać spodnie w kosmosie

Jak wkładać spodnie w kosmosie

Z myślą o locie na Marsa postanowiłem sprawdzić, jak długo mogę wytrzymać w swoim ubraniu

Z zewnątrz Międzynarodowa Stacja Kosmiczna przypomina wiele połączonych ze sobą olbrzymich puszek po napojach gazowanych. ISS składa się z pięciu członów – trzech amerykańskich i dwóch rosyjskich – połączonych wzdłuż osi podłużnej. Kolejne człony, zarówno te z Europy, Japonii, jak i ze Stanów Zjednoczonych, są podłączone jako odgałęzienia poprzeczne do lewej burty i do sterburty, a Rosjanie mają trzy własne, które przymocowano u góry i u dołu (punkty wyznaczające te kierunki nazywamy zenitem i nadirem). Między moim pierwszym lotem na stację a tą misją ISS powiększyła się o siedem członów, stanowiących znaczącą część jej rozmiarów. Ów rozrost nie jest dziełem przypadku, lecz konsekwencją kolejności montażu, którą ustalono na początku realizacji projektu budowy stacji kosmicznej w latach 90. Ilekroć cumują przy niej statki – dostawcze, takie jak rosyjski Progress, amerykański Cygnus, japoński HTV lub Dragon firmy SpaceX – na pewien czas pojawia się nowy „pokój”, znajdujący się zazwyczaj po stronie stacji zwróconej ku Ziemi; żeby się dostać do jednego z nich, muszę skręcić „w dół” zamiast w lewo lub w prawo. Pokoje te robią się przestronniejsze, gdy wypakowujemy przywieziony w nich ładunek, a potem znowu się zmniejszają, w miarę jak wypełniamy je śmieciami. (…)

Czas na zewnątrz stacji będę musiał spędzić dopiero podczas pierwszego z dwóch planowanych spacerów w kosmosie, czyli za prawie siedem miesięcy. Fakt, że nie mogę wyjść, kiedy mi się podoba, to jedna z rzeczy dotyczących życia na pokładzie stacji kosmicznej, którą trudno sobie wyobrazić niektórym osobom. Zakładanie skafandra kosmicznego i opuszczanie stacji celem spaceru w kosmosie jest wielogodzinnym procesem, który wymaga pełnej uwagi co najmniej trzech osób na pokładzie oraz kilkudziesięciu następnych na Ziemi. Spacery kosmiczne stanowią najbardziej niebezpieczną czynność, jaką wykonujemy na orbicie.

Prawdziwy Sojuz

Nawet jeżeli na stacji wybuchnie pożar, nawet jeżeli wypełni ją trujący gaz, nawet jeżeli jakiś człon zderzy się z meteorytem i ulotni się z niego powietrze, można z niej uciec jedynie w kapsule Sojuza, którego bezpieczny odlot także wymaga przygotowań i planowania. Radzenie sobie z sytuacjami kryzysowymi ćwiczymy regularnie i podczas wielu tych ćwiczeń staramy się jak najszybciej przygotować Sojuz do odłączenia. Nikt jeszcze nie musiał go użyć jako tratwy ratunkowej i nikt nie ma na to ochoty.

Stacja kosmiczna jest owocem międzynarodowej współpracy i wspólnym obiektem, ale w praktyce niemal cały czas spędzam w kilku członach, które wraz z amerykańskimi i japońskimi statkami przylatującymi na stację określamy mianem amerykańskiego sektora operacyjnego. Moi koledzy kosmonauci spędzają czas w sektorze rosyjskim składającym się z rosyjskich członów oraz rosyjskich statków Progress i Sojuz.

Człon, w którym spędzam znaczną część dnia, to moduł amerykański, formalnie noszący nazwę Destiny, na ogół jednak nazywamy go „laboratorium”. Jest to supernowoczesne laboratorium naukowe ze ścianami, podłogami i sufitem zapełnionymi sprzętem badawczym. Ponieważ na pokładzie nie odczuwa się ciążenia, wszystkie powierzchnie przydają się do jego przechowywania. Są tam zestawy do eksperymentów naukowych, komputery, kable, kamery, narzędzia, materiały biurowe, lodówki – całe laboratorium jest nimi zagracone. Takie też sprawia wrażenie – osobom cierpiącym na nerwicę natręctw przypuszczalnie trudno byłoby tu żyć i pracować – ale za to w ciągu paru sekund mogę mieć w ręku rzeczy, których najczęściej używam. Jest też dużo rzeczy, po które nie mógłbym sięgnąć, gdyby mnie o to poproszono – w stanie nieważkości rozmaite przedmioty regularnie znikają i kontrola naziemna często wysyła nam listy gończe dotyczące zaginionych przedmiotów, przypominające te, które FBI rozwiesza w urzędach pocztowych. Od czasu do czasu ktoś z nas znajduje jakieś narzędzie lub część, która zaginęła przed laty. Jak dotychczas osiem lat to rekordowy czas, po którym zaginiony przedmiot znowu się pojawił.

W większości pomieszczeń, w których spędzam czas, nie ma okien ani naturalnego oświetlenia; są za to jaskrawe świetlówki i szpitalne białe ściany. Pozbawione jakiegokolwiek naturalnego koloru człony stacji wydają się zimne i funkcjonalne niczym swego rodzaju więzienie. Ponieważ słońce wschodzi i zachodzi co 90 minut, nie możemy go wykorzystywać do rachuby upływającego czasu. Bez swojego zegarka wskazującego czas Greenwich i bez harmonogramu ściśle porządkującego moje dni byłbym kompletnie zdezorientowany.

Okno z widokiem

Trudno wytłumaczyć ludziom, którzy tutaj nie mieszkali, jak bardzo zaczyna nam brakować kontaktu z przyrodą. W przyszłości powstanie słowo na określenie specyficznego rodzaju tęsknoty, jaką odczuwamy za żywymi stworzeniami. Wszyscy lubimy słuchać nagrań z odgłosami natury – wilgotnych lasów tropikalnych, nawoływań ptaków, szumu wiatru w koronach drzew (Misza ma nawet nagranie brzęczenia komarów, co moim zdaniem jest lekką przesadą). Wszystko jest tutaj jałowe i bez wyrazu, mamy jednak okna zapewniające fantastyczny widok na Ziemię. Trudno opisać przeżycie towarzyszące patrzeniu na naszą planetę. Mam wrażenie, że znam Ziemię bliżej niż większość ludzi – linię brzegową, ukształtowanie terenu, góry i rzeki. Niektóre rejony świata, zwłaszcza w Azji, są spowite tak gęstą zasłoną zanieczyszczeń powietrza, że wydają się chore, wymagające leczenia lub przynajmniej szansy na uzdrowienie. Warstwa naszej atmosfery na horyzoncie wygląda na cienką jak soczewka kontaktowa na oku, a jej delikatność wydaje się domagać ochrony z naszej strony. Jednym z moich ulubionych widoków z orbity jest widok na Bahamy – duży archipelag o olśniewających kontrastach barw. Intensywny ciemny błękit oceanu miesza się z o wiele jaśniejszym turkusem, a tam, gdzie słońce odbija się od piaszczystych płycizn i raf koralowych, widać niemal złote esy-floresy. Ilekroć nowi członkowie załogi przybywają na stację po raz pierwszy, staram się ich zabrać do kopuły obserwacyjnej 6 (członu skonstruowanego w całości z okien wychodzących na Ziemię), żeby zobaczyli Bahamy. Ten widok przypomina mi zawsze, żebym docenił piękno Ziemi, którą mam zaszczyt oglądać z kosmosu. (…)

Kiedy nie można usiąść ani stanąć, ubieranie się stanowi pewien kłopot, ale już do tego przywykłem. Brak ciążenia nie pomaga w pochylaniu się i dlatego najtrudniej jest włożyć skarpety. Trudności nie nastręcza za to decyzja, co na siebie włożyć, ponieważ codziennie noszę te same spodnie khaki z wieloma kieszeniami i rzepami na udach, niezwykle istotnymi w sytuacji, gdy nie mogę niczego odłożyć. Z myślą o locie na Marsa postanowiłem sprawdzić, jak długo mogę wytrzymać w swoim ubraniu. Czy da się nosić bieliznę przez cztery dni zamiast dwóch? Czy wytrzymam przez miesiąc w jednych skarpetkach? A w spodniach przez pół roku? Mam się o tym przekonać. Wkładam swój ulubiony czarny T-shirt i sportową bluzę, która lecąc ze mną w kosmos po raz trzeci, jest zapewne jednym z największych ubraniowych obieżyświatów w dziejach odzieży. (…)

Kawa w kulkach

Znalazłszy się w Węźle 1, członie stacji, który służy nam w głównej mierze za kuchnię i salon, otwieram przymocowany do ściany pojemnik z jedzeniem i wyławiam z niego woreczek liofilizowanej kawy ze śmietanką i cukrem. Zbliżam się do umieszczonego na suficie dozownika, z którego czerpię gorącą wodę, wsuwając igłę do woreczka. Gdy ten jest pełny, zastępuję igłę słomką zaopatrzoną w zawór zaciskowy. Początkowo picie kawy z plastikowego woreczka przez słomkę nie było zbyt przyjemne, ale teraz mi to nie przeszkadza. Sprawdzam opcje śniadaniowe, szukając paczki z muesli, które lubię. Niestety, wygląda na to, że nie ja jeden. Zamiast płatków wybieram jajka w proszku i dodaję do nich wodę z tego samego dozownika, a następnie ogrzewam w przypominającym metalowy neseser podgrzewaczu napromienione kiełbaski. Rozcinam torebkę, czyszczę nożyczki, oblizując je, ponieważ nie mamy zlewozmywaka (każdy z nas ma własne nożyczki). Łyżką wykładam z niej jajka na tortillę – praktyczne rozwiązanie, napięcie powierzchniowe utrzymuje je na placku – dodaję kiełbaskę i trochę pikantnego sosu, zwijam placek i jem tak przyrządzone burrito, zapoznając się z porannymi wiadomościami na CNN. Przez cały czas przytrzymuję się podłogi paluchem prawej stopy wsuniętym pod poręcz. Poręcze są umieszczone na ścianach, podłogach i sufitach wszystkich członów stacji oraz przy włazach łączących poszczególne człony, co pozwala nam poruszać się w nich lub pozostać na miejscu zamiast bezustannie dryfować.

W życiu w stanie nieważkości jest wiele rzeczy sprawiających frajdę, ale jedzenie do nich nie należy. Brakuje mi możliwości siedzenia na krześle podczas posiłku, odprężenia się i dołączenia do innych przy stole. Jedzenie na pokładzie stacji kosmicznej, w miejscu pracy, gdy stale się unoszę i próbuję odzyskać równowagę, zupełnie to wyklucza. Moje jajeczne burrito odpłynie, jeżeli wypuszczę je z dłoni, podobnie jak łyżka, kawałki jajka, butelka z miękkiego tworzywa z musztardą, która przyleciała w ostatnim statku dostawczym, oraz maleńka, idealna kulka kawy. „Stół”, przy którym jadamy, ma rzepy oraz taśmę instalatorską pomagające nam unieruchomić różne rzeczy, lecz zapanowanie nad tymi wszystkimi potencjalnie latającymi komponentami i tak jest wyzwaniem. Łapię kulkę kawy ustami i połykam ją, zanim zdąży odpłynąć na jakieś urządzenie, wylądować na koledze z załogi lub na moich spodniach (które przecież mają wytrzymać pół roku). Największą obawę budzi ryzyko, że jedzenie przyklei się do uszczelki włazu pomiędzy członami. Jeden z tych włazów znajduje się tuż przy naszym stole. W razie awarii musimy być w stanie szybko i szczelnie go zamknąć. (…)

Kiedy kończę swoje burrito z jajkiem, Terry zlizuje syrop klonowy z babeczki. Potem zjadam zmieszaną z wodą owsiankę z rodzynkami. Porcje jedzenia są małe, żeby zniechęcać do marnotrawstwa, często więc kończy się zjedzeniem podczas jednego posiłku kilku różnych potraw. Zanosi się na długi ranek i nie wiem, kiedy będziemy mogli zrobić przerwę na lunch.

Fragment książki Scotta Kelly’ego, Nieziemskie wyzwanie. Rok w kosmosie, życie pełne odkryć, przekład Violetta Dobosz, Marek Fedyszak, Post Factum, Katowice 2018

Wydanie: 23/2018

Kategorie: Obserwacje

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy