Włóczęga idzie na Waszyngton

Włóczęga idzie na Waszyngton

Donald Trump głosem skrajnej prawicy o ciasnych poglądach

Jeszcze niedawno wydawał się elementem amerykańskiego folkloru, efektem mariażu wielkich pieniędzy i wybujałych ambicji politycznych. Dzisiaj, 10 miesięcy przed wyborami, Donald Trump bardziej przeraża, niż śmieszy.

Czy ta grzywka jest prawdziwa

Trzy miesiące temu był przede wszystkim gwiazdą telewizji i portali społecznościowych. Czołowi przedstawiciele amerykańskiej sceny komediowej prześcigali się w parodiowaniu wypowiedzi magnata rynku nieruchomości. Do najpopularniejszych wątków należały domniemana blond peruka z bujną grzywką (sam Trump zdementował pogłoski o sztucznych włosach) i przedrzeźnianie jego megalomańskiego sposobu wypowiadania się. Jimmy Fallon, jeden z lepiej rozpoznawalnych amerykańskich satyryków, gwiazda telewizji NBC, uczynił go nawet bohaterem serii odcinków swojego programu. Przebierając się za Trumpa, przeprowadził improwizowane rozmowy z Barackiem Obamą, Hillary Clinton, a nawet z samym Trumpem. Zawsze przy tym otwarcie naśmiewał się z absurdu projektów faworyta elektoratu republikańskiego.

Bywały też momenty, w których Trump wzbudzał przede wszystkim odrazę i obrzydzenie. Jak w czasie pierwszej debaty przedwyborczej, w której uczestniczyło 10 najpoważniejszych kandydatów ubiegających się o republikańską nominację. Trump, od początku znajdujący się na celowniku prowadzących dyskusję dziennikarzy CNN i Fox News, wszedł w zwarcie z prezenterką tej drugiej stacji, Megyn Kelly. Dziennikarka zaatakowała go wprost za seksistowskie i szowinistyczne oceny znanych kobiet umieszone na Twitterze i wypowiadane w wywiadach. Multimiliarder raz po raz kontrował, jednak dziennikarka nie porzucała tematu i ponawiała pytania o brak szacunku dla kobiet, czym skutecznie wyprowadziła go z równowagi. Po programie wściekły Trump nazwał Kelly pustą idiotką, która z pewnością tak przeraziła się jego słów, że można było „zobaczyć krwotok z jej gdzieś tam”. Zapewne chodziło mu o miejsca intymne dziennikarki, jednak w słowniku Trumpa próżno szukać określeń, które nie obrażałyby przynajmniej połowy ludzkiej populacji.

Śmiesznie już było

Śmieszno-niesmaczny okres w kam­panii Trumpa zdaje się niestety przechodzić do historii. Niestety, bo z karykatury amerykańskiego lidera, wulgarnego bogacza przekonanego o własnej nieomylności, którego marsz na Biały Dom miał się zatrzymać w opinii wielu najpóźniej właśnie teraz, 69-latek stał się głosem amerykańskiej skrajnej prawicy. Właśnie dzięki Trumpowi ma ona szansę dać upust długo skrywanym niepoprawnym politycznie poglądom. Dziś Trump nie jest już chochołem z pianą na ustach, ale najpoważniejszym kandydatem do republikańskiej nominacji. Nawet jeśli jej nie zdobędzie, wprowadzi do amerykańskiej debaty politycznej nową jakość. Jego publiczne funkcjonowanie już teraz stanowi legitymizację postaw od co najmniej kilku dekad piętnowanych przez polityków obu największych partii. Chodzi o antyimigranckie fobie, przekonanie o wyższości intelektualnej Amerykanów nad innymi narodami czy uprzedmiotowienie kobiet zarówno w życiu publicznym, jak i w sferze rodzinnej.

Innymi słowy, Trump wywleka na światło dzienne poglądy, które Amerykanie pochowali w najdalszych zakamarkach swoich umysłów. Co nie znaczy, że zupełnie o nich zapomnieli. Kiedy po zamachach w San Bernardino, dokonanych przez zradykalizowane małżeństwo deklarujące wierność Państwu Islamskiemu, przedstawił pomysł zakazu wjazdu muzułmanów na terytorium USA, spotkał się z miażdżącą krytyką prasy. Wielu komentatorów wieszczyło koniec jego marszu do prezydenckiego fotela. Tymczasem, jak pokazuje opublikowany przez magazyn „Politico” grudniowy sondaż przeprowadzony przez Monmouth University, multimiliarder osiąga szczyty popularności. Aż 41% wyborców deklarujących się jako republikanie wskazało Trumpa jako najlepszego kandydata partii na prezydenta. Drugi w zestawieniu teksański senator Ted Cruz zdobył niemal trzy razy mniejsze poparcie.

Dużo ważniejszy jest jednak inny wynik tego samego sondażu – aż 60% przepytanych członków partii republikańskiej przyznało, że zgadza się z pomysłem blokady granic dla muzułmanów. Dowodzi to jasno, że Trump nie jest politycznym kamikadze, odchyleniem od normy w amerykańskim społeczeństwie. Dla sporej grupy mieszkańców USA jego poglądy mogą być ich własnymi.

Strony: 1 2

Wydanie: 1/2016

Kategorie: Świat

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy