Wójt oddaje władzę

Wójt oddaje władzę

Może nie do końca oddaje, ale na pewno się nią dzieli z mieszkańcami

W gminie Ostaszewo w województwie pomorskim pojawił się pomysł, żeby ponazywać ulice. Urząd gminy nie chciał tego robić sam, do konsultacji zaproszono więc mieszkańców, a ci ochoczo do nich przystąpili. Kiedy jednak nowe tablice już miały zawisnąć, ludzie zaczęli narzekać na formalności oraz koszty związane z wymianą dowodów osobistych i dowodów rejestracyjnych. Zaczęli mówić: „Wójt sobie coś wymyślił”.
Coś nie zagrało na linii samorząd-mieszkańcy. Społeczność Ostaszewa na wspólne dzieło zaczęła patrzeć tylko przez pryzmat niedogodności. – Demokracja kończy się z momentem wyborów – żali się Jerzy Bełcik, sekretarz gminy. Przystąpił do projektu „Decydujmy Razem”, żeby podobna sytuacja nie zdarzyła się w przyszłości. Jego diagnozę podziela Filip Zalewski, samorządowiec z powiatu stalowowolskiego:
– Obecny model współpracy władzy z mieszkańcami nie jest dobry.
Zbigniew Nadolny, etatowy członek zarządu powiatu bartoszyckiego, dodaje, że często współpraca pomiędzy mieszkańcami też nie układa się tak, jak powinna. – Mamy wielu przedsiębiorców, którzy zaczynali jeszcze w latach 90. Dlaczego nie mieliby nauczyć czegoś młodych, którzy chcieliby założyć swój własny biznes?

I wuefista, i pogranicznik

W ramach jesiennej rekrutacji do projektu „Decydujmy Razem” zakwalifikowało się 29 gmin i powiatów. Ich przedstawiciele przyjechali do Warszawy nauczyć się rozwijać dialog z mieszkańcami. Jedni chcą przy ich współudziale tworzyć profilaktykę antynarkotykową, drudzy zamierzają rozwijać turystykę, inni – pobudzić przedsiębiorczość. Wszyscy chcą to osiągnąć przy aktywnym współudziale mieszkańców swoich gmin i powiatów.
Uczestnicy na szkoleniach przyswajają wiedzę, która pozwoli im pełnić funkcję animatorów partycypacji publicznej w gminach i powiatach. Dowiadują się, jak przygotowywać diagnozę sytuacji w gminie – dokument, który podsumowuje lokalne wady i zalety, jak zbierać do niej informacje: przygotowywać ankiety i przeprowadzać wywiady. Wreszcie uczą się koordynować pracę mieszkańców i samorządowców.
– Będziemy także ćwiczyć umiejętności osobiste. Pokażemy, jak się zachowywać, jak radzić sobie w sytuacjach konfliktowych, jak prowadzić zebrania, jak robić prezentacje – mówi Piotr Szczęsny, trener w projekcie „Decydujmy Razem”.
Pada pierwsze pytanie, które samorządowcy mieli przemyśleć przed przyjazdem: Jak rozpropagować ideę partycypacji publicznej? – Na zebranie zarządu gminy przyniosłem spreparowaną gazetę lokalną, gdzie wstawiłem duży tytuł „Wójt Szpak oddaje władzę” – mówi jeden z uczestników. – Siedzimy na tym zebraniu i mam wrażenie, że ludzi nie interesuje to, co mówię, tylko wpatrują się w ten nagłówek. W końcu ktoś nie wytrzymał: „Ale co ty masz na tej gazecie?”. Uczestnicy zgadzają się: chwytliwy nagłówek w lokalnej prasie z pewnością zwróci uwagę mieszkańców.
Potem prezentacja zadań domowych: spis potencjalnych interesariuszy, czyli podmiotów i mieszkańców w gminie, którzy dysponują wiedzą i kompetencjami przydatnymi w procesie diagnozowania. Danuta Kloc z Hrubieszowa zbiera pochwały za uwzględnienie w swoim spisie pracowników straży granicznej. – Najlepiej wiedzą, dokąd ludzie przyjeżdżają i po co – mówi uczestniczka.
Ktoś inny referuje listę interesariuszy, których będzie można uwzględnić przy omawianiu profilaktyki zdrowotnej na terenie gminy. Jolanta Wóźnicka, także trenerka w projekcie „Decydujmy Razem”: – A może by tak dołączyć do tej listy nauczycieli wuefu i właścicieli szkolnych sklepików, którzy sprzedają dzieciom niezdrowe jedzenie?
Trenerzy starają się pokazać uczestnikom, żeby partnerów dobierać spośród grup na pierwszy rzut oka niebranych pod uwagę, takich jak urzędnicy i przedstawiciele lokalnych stowarzyszeń. Z sali pada argument, żeby iść nie na ilość, ale na jakość. Trenerzy uspokajają: – Nie należy się obawiać dużego zaangażowania mieszkańców. Oczywiście, nie da rady zapanować nad setką osób na spotkaniu. Dlatego dzielimy ich wtedy na mniejsze grupy, z którymi łatwiej się pracuje.
Trenerka podaje przykład z własnej praktyki, gdzie podzielenie 120 osób na sześć grup znacznie ułatwiło pracę.

Ludzie sobie,
władza sobie?

Jaka jest największa przeszkoda, na którą uczestnicy natykają się po powrocie do rodzinnych miejscowości?
– Zmiana postaw, bo to jest proces, który nie następuje szybko – mówi Piotr Szczęsny. – A to jest nasz główny cel: zmiana postaw decydentów. Bo jeśli władza ma taką koncepcję: my wiemy, co ma wyjść, i wy tak zróbcie, żeby to wyszło, że ludzie to wymyślili, to nam nie o to chodzi. Władze muszą mieć poczucie, że warto wystawić się na takie ryzyko, że może wyjść coś innego niż to, co władza zakłada. Nie może być tak, że robimy wspólnie i jak wyjdzie dobrze, to my to klepniemy, a jak źle, to gdzieś to trafi do szuflady.
A nie każda władza jest gotowa zmierzyć się z oczekiwaniami mieszkańców. Ale też chęć mieszkańców do wzięcia udziału w przedsięwzięciu nie jest pewna. – Obawiamy się ściany ze strony mieszkańców – mówi Jadwiga Misiewicz z bartoszyckiego urzędu powiatowego. – Na pewno spotkamy się ze sceptycyzmem. Postaramy się go rozwiać.

Wydanie: 5/2012

Kategorie: Kraj

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy