Wszyscy jesteśmy… śmieciorobami

Trwa spór, ile odpadów produkujemy. Jedni twierdzą, że 20 kg, inni, że 2 tony miesięcznie!

Ku utrapieniu zarządzających zakładami utylizacji i składowania odpadów przeprowadzono w tym roku egzaminy dla kadry kierowniczej tego rodzaju przedsiębiorstw i obiektów. Po ogłoszeniu akcji weryfikującej wiedzę na temat śmieci tych, którzy się nimi zajmują, stan uzasadnionego podenerwowania objął cały kraj: ZUK, PGM i MPO itp. Niektóre regionalne grupy pracowników takich instytucji podjęły – słuszny – wysiłek zorganizowania szkoleń i repetytoriów. Jak zwykle po cichu starano się o dostęp do życzliwości komisji drogą nieoficjalnych kontaktów.

Nadgorliwi egzaminatorzy czy niedouczeni „fachowcy”?

Jak było do przewidzenia, egzaminy okazały się dla zdających trudne. Wielu, pisząc językiem studenckim, poległo. A więc prawdą okazało się, że ta ważna dla ochrony środowiska branża nie jest reprezentowana przez najlepszych fachowców (wyjątki pozytywne są – wiemy o tym dobrze) i prawdą jest, że pracujący w tej branży często uważają, że do śmieci nie potrzeba żadnego fachowca.
Obruszenie w pewnych kręgach zdających wywołały pytania, na które odpowiedź nie powinna być wymagana. Chodzi o pytania w rodzaju: jaka jest gęstość gazu składowiskowego, ile puszek aluminiowych mieści się w jednym kilogramie, który z gruntów rodzimych ma mniejszą przepuszczalność – ił czy gytia, jakiej grubości folia jest odporna na przegryzienia szczurów itd. Komentowano: przecież to pytania akademickie, a tu w praktyce rzecz idzie o kierowanie zwyczajnym składowiskiem pospolitych śmieci. Po zastanowieniu wspieramy takie stanowisko zdających.
Jeśli przyjmiemy, że przeciętny obywatel powinien coś wiedzieć o produkowanych przez siebie śmieciach, to ten, który nimi „zarządza”, powinien wiedzieć o szczebel więcej. Co więc powinien wiedzieć wspomniany obywatel? Zapiszmy podstawowy kanon śmieciowej wiedzy obywatelskiej.
1. Ile rocznie/miesięcznie/tygodniowo lub dziennie produkujesz śmieci?
2. Z jakich substancji się one składają?
3. Kto obsługuje twoje gospodarstwo domowe w zakresie usuwania odpadków, ile to kosztuje Ciebie, a ile dokładane jest z kasy publicznej?
4. Gdzie znajduje się składowisko odpadów, do którego wożone są twoje śmieci?
5. Które odpady są niebezpieczne i nie powinny trafiać do kosza, a następnie pojemnika?
6. Na czym, bardzo generalnie, polega kompostowanie odpadków?
7. Kiedy i gdzie można usunąć odpady wielkogabarytowe, tzn. sprzęty, meble, materiały rozbiórkowe itd.?
8. Co Unia Europejska chce od naszej gospodarki odpadami?
Jeśli stwierdzimy, że to jest zakres wiedzy znanej każdemu, wtedy zarządzający składowiskiem powinien znać nie tylko gęstość, ale i skład gazu wysypiskowego.

Dwie tony śmieci na łepka?

Tylko że ten pierwszy warunek nie jest spełniony. W żadnym stopniu. Wielu mieszkańców tego kraju przyznaje się do 20 kg śmieci rocznie inni do 2 ton i więcej miesięcznie, pozostali, niezwykle liczni, nie wykazują żadnej orientacji w tej sprawie. O położeniu składowiska nikt nie ma, pojęcia podobnie jak o kosztach usług komunalnych. Chyba że mieszka w okolicach składowiska lub ma w rodzinie gminną księgową. Tym samym zwalniamy naszych egzaminowanych z dysponowania wiedzą zaawansowaną. Dość, że raczej znają odpowiedzi na wyżej przytoczone pytania. Tolerujemy ignorancję na dole, więc i wyżej. Nie może być intelektualnej przepaści pomiędzy urzędnikiem a obywatelem. To utrudnia dialog ekologiczny.
Prosimy tylko o zapoznanie się z odpowiedzią na pytanie ósme. Stosownie do dyrektyw Unii już w 2006 r. przewiduje się, że 80% naszych odpadów nie będzie składowana, tylko zawracana do obiegu gospodarczego. 14 lat później ten procent wzrasta do 95 – czyli tyle, ile z Polski na składowiska dzisiaj trafia. Marnym pocieszeniem jest wytargowanie przez nas okresów przejściowych, czyli prolongaty.
Czy nie to samo jest ze ściekami, hałasem, zanieczyszczeniem powietrza i polami elektromagnetycznymi? Czy mizerna merytorycznie dyskusja na rozprawach administracyjnych dotyczących projektowanych inwestycji nie wynika przypadkiem z mizerii wiedzy u dyskutujących?
A może należy sporządzić rodzaj kanonu wiedzy ekologicznej, bez znajomości którego nie będzie się miało dostępu do korzystania z ogłoszonych niedawno praw do współdecydowania o kwestiach ochrony środowiska. Jakie pytania w tym kanonie powinny się znaleźć? Te same, co powyżej, bo sprawy gospodarki odpadami najsilniej nas dotyczą, a dalsze podobne:
1. Ile wody zużywasz na dobę?
2. Gdzie oczyszczane są Twoje ścieki?
3. Które z używanych przez Ciebie paliw są nieodnawialne?
4. Jak się nazywa najbliższy obszar chroniony?
5. Gdzie można otrzymać wiarygodną informację z zakresu ochrony środowiska?
6. Co ważnego się odbyło niedawno w Johannesburgu?
I kiedy wszyscy, no prawie wszyscy, będą znali prawidłowe odpowiedzi na te pytania, będzie można zorganizować egzaminy dla zarządzających ochroną środowiska, oczywiście dopiero wtedy podobnie trudne jak dla operatorów składowisk.
Na razie musimy się zgodzić, że szczytem wiedzy ekologicznej jest znajomość samego faktu, że gaz składowiskowy występuje i że inteligencji nie mierzy się w decybelach.

 

 

Wydanie: 34/2003

Kategorie: Ekologia

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy