Wyrok

Wyrok

Ludzie

Zdaniem bliskich i przyjaciół Agnieszki, niektóre osoby na Facebooku miały wydać na nią wyrok. – W internecie zaczęła się na nią nagonka, lecz po jej śmierci wszystkie oskarżające ją posty wykasowano – mówi Ewa, szwagierka Agnieszki.

„Widziałem komentarze ludzi, którzy wieszali na dziewczynie psy, widziałem ją w poniedziałek, miała łzy w oczach, widać było, że przeżywała osobistą tragedię”, czytam na forum jednego z portali informacyjnych.

„Dziewczyna po prostu została osaczona i wykończona. Może gdybyśmy żyli w kraju, gdzie ludzie są objęci pomocą specjalistów, może gdyby był to inny region? Bo tu ludzie poza sezonem nie mają nic do roboty, a ich najlepszym zajęciem jest wpychanie nosa w prywatne życie innych”, pisze ktoś.

Agnieszka z mamą codziennie jeździły na różaniec za zmarłego Pawła. O tych różańcach w okolicy krążyły różne plotki, np. że dziewczynę z nich wyproszono. Choć nic takiego nie miało miejsca, atmosfera była podczas nich trudna. Najgorzej było w środę, dzień przed samobójstwem Agnieszki. – Po modlitwie podszedł do niej jakiś chłopak. O czym rozmawiali, nie usłyszałam – mówi matka. – Pamiętam tylko, że córka po tej rozmowie strasznie się rozpłakała i przybiegła do mnie, krzycząc: „Mamo, wyjeżdżamy! Mamo, tylko się nie odzywaj!”.

Żal

– Tego wieczoru Agnieszka rozmawiała też z mamą Pawła. Myślę, że to również mogło wpłynąć na jej stan psychiczny – dodaje Ewa. W środę zwrócono także jej telefon zabezpieczony przez policję po wypadku. Dlaczego trafił on do rodziny chłopaka? Dlaczego bliskim Pawła zwrócono jego telefon z obciążającym Agnieszkę esemesem? Można było przewidzieć, że krewni chłopaka przejrzą zawartość obu komórek. – Agnieszka do środy jeszcze jakoś się trzymała. We wtorek pojechała nawet z teściową na zakupy. Kupiła kwiaty na pogrzeb Pawła i czarną sukienkę dla siebie. W środę wieczorem nagle zmieniła zdanie, powiedziała, że na pogrzeb nie pójdzie. Zachowywała się trochę nieobecnie, zrobiła sobie na przegubie dłoni tatuaż z datą śmierci Pawła. Potem jeszcze dostała od jego kuzynki wiadomość, że zabił się przez Agnieszkę…

– Były też inne niepokojące sygnały, o których dowiedzieliśmy się dopiero po jej śmierci – opowiada Ewa. – Wysyłała do znajomych dziwne mejle: „Nikt nie wie, co się dzieje w moim sercu” albo „Ja milczę, a wewnątrz krzyczę”. Nie chcemy nikogo oceniać, bo sami wiele przeoczyliśmy. Lecz zostaje żal, że nam o tych mejlach nie powiedziano.

– Córka wszystko tłumiła w sobie, nie umiała się skarżyć, nie chciała martwić bliskich – płacze matka. – Ciągle siedziała z głową w laptopie. Niewiele mi mówiła, a ja na komputerach się nie znam. Co musiała przeżywać przez te ostatnie 14 godzin życia? A ja ją tak zostawiłam. Naiwnie wierzyłam, że już jest lepiej. W pożegnalnym liście w telefonie tłumaczy, że nie może dalej żyć z myślą, że Paweł zabił się przez nią. A przecież do końca nie wiadomo, dlaczego Paweł uderzył w drzewo, może jechał za szybko, może stracił panowanie nad kierownicą, gdy sięgał po telefon, przecież prokuratura dopiero wszystko bada. Za wcześnie ją obwiniono. To ludzie ją zaszczuli.

– Agnieszka zawsze była pogodna i wesoła – mówi jeden z przyjaciół dziewczyny. – Po śmierci Pawła załamała się, ale jakoś sobie radziła. Musiało się stać coś więcej, skoro odebrała sobie życie.

Strony: 1 2 3 4

Wydanie: 22/2015

Kategorie: Reportaż
Tagi: Helena Leman

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy