Wystarczy iskra

Wystarczy iskra

Potrzebny nowy plan Marshalla

Jest też uprzedzenie ideologiczne…

– Wiadomo, że liberałowie nie będą szanowali praw robotniczych. Prawica w dużej części też jest antypracownicza, a lewica słabiutka. Trudno w tej sytuacji się dziwić, że dialog społeczny tak bardzo kuleje. Zwłaszcza że silniejszą stroną dialogu jest zawsze rząd, który ma wiele instrumentów, aby narzucać swoją wolę bez dyskusji.

Nie zwrócił pan uwagi na to, że gdy na Śląsku wybuchły strajki, inne kopalnie też się dołączyły?

– To najlepszy dowód na siłę solidaryzmu społecznego! Ludzie nie dali się podzielić, napuścić na siebie. Wiedzą, że jeśli dzisiaj zamknie się jedną czy dwie kopalnie, to jutro mogą zostać zamknięte kolejne. Od początku transformacji zmniejszono zatrudnienie w kopalniach o prawie 200 tys. Ludzie to widzą. Parafrazując słowa poety – gdy likwidowali stocznie, nie protestowałem, bo nie byłem stoczniowcem. Gdy likwidowali pegeery, nie protestowałem, bo nie pracowałem w pegeerze. Gdy atakowano związki zawodowe, nie protestowałem, bo nie jestem związkowcem. A jak przyszli po mnie, to już nie miał kto protestować.

Więc?

– Więc teraz związki zawodowe wspólnie walczą o prawa pracownicze, poza tym staramy się działać na poziomie europejskim. Dzisiaj w Polsce jest bardzo dużo umów śmieciowych z wynagrodzeniem 4-5 zł za godzinę. Musimy wyeliminować te skandaliczne stawki, a jednocześnie postawić na europejską płacę minimalną i wsparcie z funduszy europejskich na odbudowę przemysłu. Potrzebny jest nowy plan Marshalla. Porównajmy Niemcy 25 lat po wojnie i Polskę 25 lat po zmianach ustrojowych. Niemcy 25 lat po wojnie były silnym gospodarczo, rozwiniętym, uprzemysłowionym krajem. Polska po 25 latach przemian jest państwem prawie pozbawionym przemysłu, z utrzymującym się wysokim bezrobociem i ubóstwem, z olbrzymim rozwarstwieniem dochodowym, gigantyczną emigracją zarobkową. Tak dalej być nie może.

Zapowiada się gorąca wiosna w Polsce?

– Protesty już trwają! Narasta niezadowolenie w świecie pracy. Widzimy, że w Polsce brakuje kilku milionów miejsc pracy. Wszak prawie 2 mln osób to zarejestrowani bezrobotni, a kolejne 2 mln wyjechało w poszukiwaniu godnej pracy. Do tego trzeba doliczyć setki tysięcy pracowników, których dochody nie pozwalają na zaspokojenie podstawowych potrzeb. Jeśli więc rząd nie zmieni swojej dotychczasowej polityki, sam wywoła protesty.

Jakie branże mogą stanąć?

– Nie mówmy w ten sposób. Dzisiaj jako ruch zawodowy zastanawiamy się nad różnymi formami protestu. Może to być niezadowolenie wyrażone na ulicach, może to być blokada kilkunastu punktów transportu, drogowego albo kolejowego, może być strajk. Gdy rozmawiałem z kolegami na Zachodzie, to mówili, że wystarczy, aby śmieciarze przestali wywozić śmieci, a po tygodniu sytuacja stanie się dramatyczna.

I co chcecie osiągnąć takimi protestami?

– Poszanowanie, zmianę polityki rządu na bardziej przyjazną ludziom pracy.

Foto: Krzysztof Żuczkowski

Strony: 1 2 3

Wydanie: 5/2015

Kategorie: Wywiady

Komentarze

  1. jarekprz
    jarekprz 28 stycznia, 2015, 14:09

    I to jest postawa. Nie pod siebie, a dla ludzi!

    Odpowiedz na ten komentarz
  2. waldi
    waldi 28 stycznia, 2015, 14:22

    Panie Przewodniczący! Do problemów pracowniczych należałoby jeszcze doliczyć rocznie tysiące samobójstw z przyczyn bytowych (pomnożyć przynajmniej x 25 lat), setki zamarzniętych bezdomnych każdej zimy, prawie całą młodzież parobkującą po całym świcie, największą w historii narodu bezpowrotną emigrację zarobkową, znaczną część narodu wdeptaną w bagno bez szans na lepsze jutro, już dziedziczną biedę, kult śmietnika i żebraka, itd.
    To są sukcesy styropianowych bohaterów którzy zrobili sobie skok na kasę kosztem reszty narodu.
    Czy ktoś wreszcie podsumuje i zbilansuje ofiary tej ich sławetnej transformacji ???

    Odpowiedz na ten komentarz

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy