Szansa, której Polska nie wykorzysta

Szansa, której Polska nie wykorzysta

Overview

Rok 2016 to rok katastrofy polskiej polityki zagranicznej

Czy Polska jest w izolacji politycznej? Trump stawia na Rosję, podobnie Orbán, Wielka Brytania wychodzi z Unii, Francja jest obrażona…
– Tak. Zarówno w wyniku własnej głupiej polityki, jak i wydarzeń od nas niezależnych, Pozycja międzynarodowa Polski bardzo osłabła. Rok 2016 to rok katastrofy polskiej polityki zagranicznej. Tak złej opinii nasz kraj nie miał od czasów stanu wojennego. Wzbudzamy irytację i chęć odegrania się za wszystkie demonstracje egoizmu czy braku elementarnej lojalności. Gdyby nie fakt, że w interesie niektórych innych krajów nie leży pogarszanie się tej sytuacji, już nikt by się nami nie przejmował. Bezdenna głupota i niefrasobliwość ludzi odpowiedzialnych za naszą politykę zagraniczną i obronną stwarza realne zagrożenie dla naszego bezpieczeństwa.

Ale po wizycie Angeli Merkel można odnieść wrażenie, że pisowcy chcą się przeprosić z Niemcami.
– Najwyraźniej zorientowali się, że kabaretowy pomysł budowania z Wielką Brytanią i małymi partnerami z Europy Środkowej przeciwwagi dla Niemiec i Francji skończył się spektakularną klapą. Uśmiechy i ciepłe opinie polskich rozmówców w trakcie ostatniej wizyty Merkel w Warszawie zdają się świadczyć, że połykają oni własne języki, którymi wcześniej pletli różne bzdury o niej personalnie i o Niemczech. Mam nadzieję, że jest to zwrot i potrwa przynajmniej przez jakiś czas.

Czy Polska jest skazana na Niemcy? Nie mamy pola manewru?
– Jeśli ma się za sąsiada najbogatszy i najludniejszy kraj Europy, ten sąsiad jest największym partnerem gospodarczym i ma największe wpływy na kontynencie, a do tego prowadzi rozważną politykę zagraniczną, to czego jeszcze szukać? W interesie Niemiec jest stabilna, dobrze rozwijająca się Polska. Niemcy są gotowi do ścisłej współpracy z nami. Jaki więc interes miałby nas od nich odsuwać? Historia, wspomnienia? Przecież przez ostatnie kilkadziesiąt lat udało nam się wspólnie osiągnąć tak wiele na wyboistej drodze pojednania, że ten wspólny sukces stał się przykładem dla innych zwaśnionych narodów.

A czy już wiadomo, jakiej Europy chce Jarosław Kaczyński? Co rozumie pod słowami „Europa ojczyzn”, zmniejszenie kompetencji unijnych itd.?
– To, co do tej pory mówił, było ogólnikowe i często bezsensowne. Trudno o szczegółowe wnioski. Jedno chyba jest pewne. Nie chce Europy, która będzie mu wytykała jego bezprawie i demontaż demokracji. To taki putinowski ideał. Nowa Hanza. Luźny związek handlowy bez wspólnoty politycznej.

Czy Angela Merkel ma wizję przyszłej Europy, czy odgrywa w tej chwili raczej rolę strażaka? Jakie miejsce Polski widzi w tej Europie?
– Europa jest rzeczywiście w trudnym położeniu. Kilka poważnych zagrożeń i kryzysów występujących razem. Do tego Brexit i Trump, plus nowa, agresywna ofensywa Rosji we wschodniej Ukrainie. Francja de facto sparaliżowana wyborami prezydenckimi, Włochy niepozbierane do kupy po referendum i zmianie rządu. Hiszpania od paru lat skupiona tylko na sobie. Ktoś musi zainicjować myślenie, dyskusje i niezbędne działania. Pozostają Niemcy. Mimo że Merkel też czekają wybory i jej sukces nie jest pewny, nie ma innego wyjścia i musi być jeszcze bardziej aktywna w sprawach europejskich. Nie wiem, czy ma jakąś precyzyjną wizję przyszłej Unii, ale nie mam wątpliwości, że opowiada się za jej umacnianiem, a nie osłabianiem i za pełnym wykorzystywaniem rozwiązań zapisanych w traktacie lizbońskim. To oznacza zgodę na wzmacnianie współpracy w węższych kręgach państw, a może i poparcie dla takiego wzmacniania, nawet gdy będzie się to spotykało z niechęcią czy sprzeciwem innych. Zbieżność obiektywnych interesów naszych krajów podpowiada mi, że Niemcy chętnie widziałyby Polskę w grupie wiodącej. Ale tego obecny rząd nie rozumie i nie wykorzysta niezwykłej szansy wprowadzenia Polski na stałe do grupy przywódczej. Warunkiem jest bowiem nastawienie na współpracę, a nie awanturnictwo.

Czy w Europie są alternatywne pomysły?
– Orbánowsko-kaczyńska kontrrewolucja. Wszystkim europejskim nacjonalistom nie jest po drodze z mocną Unią. Wydaje im się, że ich kraje lepiej sobie poradzą poza Unią lub w słabej Unii. To wynik albo kompletnego niezrozumienia współczesnego świata, albo niechęci do liczenia się z krytyką autorytarnych ciągotek i działań. Nie są to żadne spójne i sensowne pomysły.

Czy Europa musi być niemiecka? Czy to nie za duże obciążenie psychiczne dla znacznej części Polaków?
– Nie jest niemiecka. Jednak nie ma nic dziwnego w tym, że największy kraj i największy płatnik do budżetu Unii chce mieć coś do powiedzenia. Cieszmy się, że Niemcy są wciąż europejskie. Jeśli zwyciężyłyby tam postawy nacjonalistyczne i antyeuropejskie, dopiero mielibyśmy wszyscy kłopot.

Jaki kształt Europy, już bez Wielkiej Brytanii, najlepiej zabezpieczyłby nasze interesy? Czy w tym kierunku żeglujemy?
– Uwzględniając naszą wielkość, położenie, potencjał materialny, szanse związane z poziomem wykształcenia i zagrożenia nadchodzące ze Wschodu, trzeba powiedzieć, że w naszym interesie leży silna Unia, wspierająca szybkie unowocześnianie gospodarek państw członkowskich, realizująca wspólną politykę zagraniczną, zwiększająca swoje zdolności obronne, prowadząca aktywną, dobrze zdefiniowaną politykę imigracyjną. To wymaga jedności politycznej, zgody na istotne zmiany w strukturze wydatków, gotowości do kompromisów. Takiej Unii powinniśmy chcieć i wspierać działania na jej rzecz. Niestety, zmierzamy w zupełnie przeciwnym kierunku.

Wydanie: 7/2017

Kategorie: Kraj, Wywiady

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy