Notes dyplomatyczny

Notes dyplomatyczny

Zjeżdżają ambasadorowie do kraju i zjeżdżać będą. Wiadomo dlaczego. Na przykład Grzegorz Michalski z Ankary. W MSZ pukają się więc w głowę – Michalski naprawdę świetnie znał się na sprawach tureckich. Był zastępcą Andrzeja Ananicza, gdy ten był ambasadorem w Ankarze, więc później Ananicz (turkolog z wykształcenia) bardzo zabiegał, by właśnie Michalski go zastąpił. Bo to ważna placówka – i flanka NATO, i sąsiad Iraku, więc musi być tam ktoś z wyższej półki.
Teraz sprawa jest rozstrzygnięta – nie będzie nikogo. Bo po co? Wykonano więc, mniej więcej, podobny ruch jak z Irakiem. Tam naszym ambasadorem był Ryszard Krystosik, człowiek, który na sprawach irackich zęby zjadł. Do tego, dodajmy, człowiek mający znakomite kontakty z Amerykanami (był swego czasu szefem amerykańskiej misji w Bagdadzie). Jednym słowem – wymarzony przedstawiciel RP w tym miejscu i w tym czasie.
Co z tego? Kazano mu wracać do kraju. I nie wiadomo, kto pojedzie na jego miejsce. Początkowo miał to być jakiś generał, teraz MSZ wycofuje się i z tego.
Oto więc tworzy nam się nowa prawidłowość – budujemy dyplomację bez ambasadorów. Zwłaszcza w krajach, w których ze względu na prowadzoną politykę powinniśmy być obecni – czyli u naszych wschodnich sąsiadów oraz w państwach arabskich lub sąsiednich…
Lada moment będzie zresztą jeszcze weselej. Bo w marcu wchodzi w życie nowa ustawa lustracyjna. I na jej mocy urzędnicy MSZ będą musieli się samooskarżać. Bo lustracja ma objąć wszystkie stanowiska kierownicze w MSZ. Dyrektorów, wicedyrektorów departamentów, a pewnie i naczelników. To dopiero będzie rzeź!
Chociaż niekoniecznie. Bo lustracja będzie dotyczyć byłych oficerów i współpracowników. Ci wszyscy, którzy służą obecnym służbom, będą nietykalni. Bo służby utajnią ich służbę. Nie miejmy więc złudzeń – i dla Agencji Wywiadu, i dla nowych służb wojskowych nadchodzi świetny moment – będą mogły składać propozycje nie do odrzucenia.
Wszyscy będą zatem zadowoleni – politycy, bo ogłoszą deubekizację MSZ, no i nowe służby – bo w łatwy sposób powiększą pakiet współpracowników.
Oto więc problemy, którymi żyje dziś MSZ. Śmieszne, prawda?
A poza tym mamy, tak jak określił to Władysław Bartoszewski, niekompetencję i nieudolność. Pani Fotygi nie chcą już bronić nawet najwięksi obrońcy PiS, ale co z tego, skoro broni jej pan prezydent. To szaleństwo zaszło już tak daleko, że zaczynają mu się sprzeciwiać ludzie, którzy jeszcze kilkanaście miesięcy temu uważani byli za największych prawicowych jastrzębi – wiceministrowie Witold Waszczykowski i Rafał Wiśniewski. Obaj noszą ze sobą frustrację. Bo dla nich to jest ich rząd. Oni na coś takiego czekali. I teraz, gdy chcą mu służyć, a ich kompetencji nikt nie kwestionuje, ich rady są zbywane, a oni sami marginalizowani. Tak długo siedzieli w MSZ, więc pewnie przesiąkli układem, czyż nie?
W MSZ trwają zatem zakłady: kiedy zaczną wyrzucać za znajomość języków obcych i kontakty z zagranicznymi dyplomatami?

Wydanie: 9/2007

Kategorie: Kraj
Tagi: Attaché

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy