Z bloku do rezydencji

Z bloku do rezydencji

Gorący czas przedwyborczy ma i to do siebie, że mimo upałów poprawia refleks polityków. Zwłaszcza tych, którzy planują zostać na Wiejskiej na kolejne cztery lata. Jak grzyby po deszczu pojawiły się w mediach informacje o stanie majątkowym polityków. A przecież jeszcze kilka dni temu Sejm uchwalił, że oświadczenia majątkowe posłów i senatorów nie będą jawne. Cóż się więc takiego stało, że nagle zapanowała jawność majątkowa? I czy ostatnie oświadczenia polityków to już pełna prawda? Nie miejmy złudzeń. To pierwszy, choć duży i ważny krok. W znacznej mierze wymuszony oczekiwaniami opinii publicznej i presją mediów. Jak widać, co inteligentniejsi posłowie szybko zorientowali się, że lepiej będzie przedstawić swoją wersję niż wysłuchiwać spekulacji i podejrzeń.
Z analizy pierwszych deklaracji majątkowych wynika przede wszystkim to, że nasi reprezentanci nie należą do ubogich. A wręcz odwrotnie, wielu z nich poziomem dochodów znacznie odbiega od standardu życia w Polsce. Są i tacy, którzy umiejętnością pomnażania osobistego majątku w rekordowo krótkim czasie zasłużyli na wnikliwą kontrolę urzędów skarbowych.
Tam, gdzie wiarygodność oświadczeń jest kwestionowana do gry powinni wkroczyć inspektorzy tych urzędów.
Tym, co musi najbardziej niepokoić podczas lektury deklaracji majątkowych, jest rozziew między dochodami a efektami pracy polityków. Niewspółmierność apanaży do kwalifikacji, umiejętności i skuteczności działania. Wielu naszych polityków kompletnie nie rozumie tego, że polityka nie jest zawodem dla ludzi, którzy chcą się na niej bogacić. Bo jakimże szacunkiem może darzyć wyborca polityka, który w krótkim czasie przeprowadza się z kwaterunku w bloku do rezydencji?
Nawet jeśli ciągle będzie mówił o służbie publicznej i o interesie państwa.
Wszak nie deklaracje, a tylko praktyka czynią polityka wiarygodnym.

Wydanie: 32/2001

Kategorie: Felietony, Jerzy Domański

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy