Patriotyzm i konstytucja

Patriotyzm i konstytucja

Projekt giertychowców wprowadzenia lekcji patriotyzmu do szkół, o ile wiem, został zarzucony. Realizowany jest natomiast plan wychowania nas wszystkich w duchu miłości ojczyzny. Kaczyńscy, giertychowcy, ujazdowszczycy i podobni wynaleźli nowy rodzaj miłości ojczyzny, który polega na prześladowaniu coraz to nowych grup ludności polskiej w Polsce. Oni są takimi miłośnikami ojczyzny, co to najbardziej kochają te zdarzenia historyczne, w których zginęło najwięcej Polaków. Dlatego wystawili wspaniały pomnik–muzeum Powstaniu Warszawskiemu. Miłośnik narodu polskiego, wielki Giertych, nakazał uczyć dzieci szkolne patriotyzmu, wożąc je na grób amerykańskiego szpiega Kuklińskiego. Jeśli taka wycieczka nie spowoduje wzmożenia patriotyzmu, to ich się zawiezie dalej, do Katynia, albo zaprowadzi przymusowo klasami na film Andrzeja Wajdy. Wiadomo przecież, jak się w ludziach wytwarza miłość ojczyzny.
Do autentycznych uczuć patriotycznych należy szacunek dla historii narodowej. Szacunek, a nie apologia, bezkrytyczne uwielbienie. I szacunek nie dla mitów dydaktycznych wymyślanych ku pokrzepieniu serc lub dla uwiecznienia nienawiści do niegdysiejszych wrogów, co często bywa jednym i tym samym, lecz dla historii realnej. Dla patriotów spod znaków, które wymieniłem, patriotyzm oznacza zacieranie śladów po tym, co naprawdę było, a co według ich powierzchownego myślenia i bezrozumnego, rzutowanego w przeszłość chciejstwa nie miało prawa być. Nie mogąc z powodu panującego w Europie pokoju i humanitaryzmu realnie niszczyć ludzi, zabrali się do niszczenia pomników i publicznych pamiątek po czasach, kiedy to oni nie rządzili i czego nie mogą przeboleć. Ministerstwo Kultury dostało się w ręce bardzo niekulturalnych ludzi. Ludzie kulturalni nigdy nie niszczyli pamiątek przeszłości. Widzimy to na przykładzie chrześcijan: gdy stanowili fanatyczny ruch, przeniknięty niewolniczym resentymentem, robili, co mogli, by zatrzeć ślady panowania pogan. Z czasem nabyli ogłady umysłowej i odeszli od swojego pierwotnego kontrkulturowego nastawienia, wkładając wiele wysiłku i staranności, żeby odtworzyć to, co wcześniej z nienawiścią niszczyli. Odwołuję się do tych wydarzeń olbrzymiej skali, żeby objaśnić analogiczne zjawiska zachodzące w małej skali. Nie mając szkieł powiększających, humanista musi się odwoływać do wydarzeń wielkich, gdy chce pokazać wydarzenia małe, albo do małych, żeby wyjaśnić wielkie. Zdaniem niekulturalnych ludzi z Ministerstwa Kultury oraz troglodytów z Sejmu, dziedzictwem narodowym jest tylko to, co zgadza się z ich ciasnymi, partyjnymi wyobrażeniami. Nie uprzytamniają sobie jedni i drudzy, że co jakiś czas następuje zmiana stosunku do przeszłości i że z czasem oni będą przez naród uznani za barbarzyńców, tak jak ci, co w przeszłości burzyli inne pomniki. Przecież jest jasne, że pokolenie, które się urodzi, będzie chciało znać tajemniczy „PRL” nie tylko na podstawie papierów zmagazynowanych w Instytucie Pamięci Narodowej (swoją drogą, piękna nazwa dla firmy szantażowej).
Najważniejszym problemem dla kaczystów jest tzw. lustracja. Wokół tego tematu skrzyknął się cały obóz IV RP. Oni rozpoznają swoich tylko po stosunku do lustracji. Gdyby ten temat zniknął, kaczyzm musiałby się ideologicznie przedefiniować albo by się rozpadł, co prawdopodobniejsze. Ludzie zdrowi na umyśle się dziwią, co politykom mającym już więcej władzy, niż mogą utrzymać, szkodzą agenci policji, która od siedemnastu lat nie istnieje i która już ładnych parę lat przed swoim końcem bardziej bawiła się z młodzieżą w kotka i myszkę, niż prześladowała. Odpowiedź kaczystów, że ludzie, którzy mieli styczność ze „służbami specjalnymi”, nawet niekoniecznie jako agenci, stanowią nadal tajne bractwo i odgrywają najważniejszą rolę w tzw. układzie, nie jest zadowalająca. Naprowadza ona na myśl, że lustracja osób pełniących najwyższe funkcje publiczne jest potrzebna, ale jako lustracja psychiatryczna.
Dla rozwinięcia lustracji po swojej myśli kaczyści chcą zmienić konstytucję. Potwierdzają w ten sposób, że jest to dla nich sprawa najważniejsza, rozstrzygająca o być albo nie być obozu obecnie mającego w swoich rękach zarówno rząd, jak i opozycję, bo Platforma Obywatelska do tego obozu również należy.
Konstytucja jest prawem praw, ustawą określającą, co wolno ustawodawcy. Istnieje ona o tyle, o ile jest trwała i nie zależy od woli rządu. Bez konstytucji nie ma demokracji, postępowanie władzy jest nieprzewidywalne i nikt nie może czuć się bezpieczny. Konstytucja, którą wolno z byle powodu nowelizować, zmieniać jak dowolną ustawę sejmową, jest nic niewarta. Widzimy, jak w partiach czy to rządzących, czy panujących w opozycji rodzą się coraz nowe projekty ustaw, wymagających zmiany konstytucji. Do konstytucji, która zawiera postanowienie, że za czyny niezabronione nie wolno karać, Kaczyńscy chcą dodać postanowienie, że w wielu wypadkach wolno, a nawet trzeba. Dla chrześcijańsko-narodowego Marka Jurka ustawa antyaborcyjna zgodna z konstytucją to za mało. Trzeba, żeby konstytucja była zgodna z ustawą antyaborcyjną. Inni znów chcą jednomandatowych okręgów wyborczych i zmiany konstytucji zgodnej z tym chceniem.
Całe ustawodawstwo w Polsce znajduje się w ciągłym ruchu. Jest to grząski teren i człowiek działający czy to w biznesie, czy w administracji, a nawet w policji nigdy z pewnością nie wie, czy ten zdradliwy grunt się pod nim nie zapadnie. Władzę i opinię publiczną, ściśle mówiąc: media, zdominowali ludzie, którzy przez dziesięć lat działali półkonspiracyjnie i półlegalnie, półserio i półzabawowo, półwalecznie i półtchórzliwie, walczyli z kłamstwem za pomocą półprawdy, nie krępowali się zasadami słuszności czy rozsądku. Nie było tam warunków do wyrobienia w sobie poczucia odpowiedzialności. Teraz personalizują najwyższe urzędy, nadają im swoje „ludzkie” właściwości. Jeżeli zaczynający się ruch obrony porządku prawnego nie rozwinie się, znajdziemy się pod panowaniem nie dyktatury, lecz anarchicznego ucisku.
Definicję patriotyzmu można długo uściślać i niuansować, ale zawsze musi się w niej znaleźć szacunek dla praw swojego kraju, a zwłaszcza dla konstytucji. Niektórzy mówią nawet o „patriotyzmie konstytucyjnym”, którego najlepszym podobno przykładem ma być patriotyzm amerykański. Spróbujcie w Polsce być patriotami konstytucyjnymi.

Wydanie: 21/2007

Kategorie: Bronisław Łagowski, Felietony

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy