Zacięte pióro prezydenta

Zacięte pióro prezydenta

Czym podpadli Walter Żelazny i Michał Bilewicz, że nie mogą się doczekać podpisu Andrzeja Dudy pod nominacjami profesorskimi?

Polska nauka spadła w międzynarodowych rankingach. Światowe środowiska naukowe coraz częściej zaś pytają, czy na pewno jest ona wolna, obserwując historię nominacji profesorskich dr. hab. Waltera Żelaznego z Uniwersytetu w Białymstoku oraz dr. hab. Michała Bilewicza z Uniwersytetu Warszawskiego. W pierwszym przypadku prezydent Andrzej Duda nie podpisuje dokumentów już ponad dwa lata, w drugim – ponad rok. Dlaczego? Bo ma takie prawo. Obydwaj kandydaci na profesorów otrzymali pozytywne recenzje Centralnej Komisji ds. Stopni i Tytułów Naukowych (CK), mogą też się pochwalić bogatym dorobkiem międzynarodowym.

Żelazny: Chyba czekają na moją śmierć

Walter Żelazny, były emigrant polityczny i działacz opozycji w PRL, pracuje na Wydziale Historyczno-Socjologicznym Uniwersytetu w Białymstoku od 10 lat. Jest antropologiem kultury, zajmuje się stosunkami etnicznymi. Rada wydziału zgodziła się w 64. roku jego życia sfinansować procedurę profesorską. Wyłożyła 30 tys. zł, bo tyle mniej więcej kosztują recenzje potrzebne do zdobycia tytułu.

Obecnie Żelazny to schorowany 70-latek, po walce z rakiem i długotrwałej depresji. Do tego stanu w niemałym stopniu doprowadziły go perturbacje wokół profesury belwederskiej. Zamieszanie trwa już sześć lat. Najprawdopodobniej to najbardziej przewlekła sprawa o nadanie profesury w Polsce. Żelazny obliczył, że oprócz zdrowia kosztuje go ona z grubsza 100 tys. zł. Jako profesor belwederski miałby wyższą emeryturę, stracił też na honorariach. – W Kanadzie, żeby wygłosić niektóre wykłady, trzeba być profesorem tytularnym. Rezygnowałem z wyjazdów. Nie napisałem książki, ponieważ żyłem w ciągłym stresie. Nie zostałem członkiem PAN, nie brałem udziału w konkursach, do których potrzebna jest profesura belwederska – wymienia Żelazny.

Gorzko stwierdza, że prezydent Duda czeka chyba na jego śmierć. Znużony stanem bezruchu w Kancelarii Prezydenta oddał sprawę w ręce prawniczki. Od lipca 2019 r. pełnomocniczką prawną Waltera Żelaznego jest Małgorzata Necel-Gizowska. We wrześniu w sekretariacie sądu wojewódzkiego w Warszawie złożono skargę na Kancelarię Prezydenta RP, która przecież nie bada nominacji i prezydent nie może odmówić ich podpisania. Jego rola jest wyłącznie formalna. Wyjątkiem jest naruszenie praw autorskich przez kandydata do tytułu profesora. Jeśli prezydent ma taką wiedzę, może zwrócić się do Centralnej Komisji z prośbą o skierowanie sprawy do Komisji ds. Etyki w Nauce działającej przy Polskiej Akademii Nauk. Jeśli plagiat zostanie potwierdzony, procedura wraca do początku, więc nawet gdyby prezydent uważał, że tytuł danej osobie się nie należy, ma obowiązek wydać postanowienie.

Żeby zgromadzić dokumenty procesowe, Żelazny z prawniczką przeszli drogę przez mękę. Do Kancelarii Prezydenta trudno się dopukać. W teczce brakuje choćby tzw. donosu na Żelaznego, który podobno w 2017 r. wpłynął do CK. Tyle że dotychczas nikt tego donosu na oczy nie widział.

Profesorska książka Żelaznego dotyczy twórcy esperanto Ludwika Zamenhofa. Centralna Komisja przetrzymywała dokumenty cztery lata, w tym dwa lata czekały na jedną spóźnioną recenzję.

Interesująca jest recenzja prof. dr hab. Bożenny Chylińskiej z Instytutu Anglistyki UW. 15 marca 2015 r. pani profesor stwierdziła: „Biorąc pod uwagę wszystkie osiągnięcia dr. hab. Waltera Żelaznego od ostatniego awansu, uważam, że spełnia on warunki stawiane kandydatom do tytułu profesora”. Pod tym dokumentem widnieje odręczny dopisek z 7 lutego 2017 r.: „Niniejszym zmieniam konkluzję swojej recenzji z pozytywnej na negatywną”. I podpis.

Po wielu perturbacjach 10 kwietnia 2018 r. prezydium Centralnej Komisji ds. Stopni i Tytułów Naukowych ostatecznie jednogłośnie przyjęło wniosek o przyznanie tytułu profesora Walterowi Żelaznemu. Został przesłany do Kancelarii Prezydenta. Rok później Żelazny pisze pismo do ministra Andrzeja Dery, na jakiej podstawie prawnej jego nominacja profesorska jest wstrzymywana. Pismo pozostaje bez odpowiedzi.

– Sąd pewnie nakaże prezydentowi złożyć podpis, ale on i tak tego nie zrobi – konkluduje gorzko Żelazny.

Cały tekst można przeczytać w „Przeglądzie” nr 7/2020, dostępnym również w wydaniu elektronicznym.

Fot. Krzysztof Żuczkowski, Jerzy Doroszkiewicz/Polska Press/East News

Wydanie: 7/2020

Kategorie: Kraj

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy