Zadeptać onkologię dziecięcą

Zadeptać onkologię dziecięcą

Czy fundacja Jolanty Kwaśniewskiej padnie ofiarą politycznych rozgrywek?

Im bliżej łóżek dzieci chorych na raka, tym rzadziej słyszy się słowo Orlen, a tym częściej mówi się o cierpieniu i sytuacji polskiej onkologii dziecięcej, która nie poradziłaby sobie bez wsparcia Fundacji „Porozumienie bez barier” Jolanty Kwaśniewskiej i jej akcji „One muszą żyć”. Najbliżej bólu, tuż przy łóżkach dzieci, padają ostrzejsze propozycje – by politycy, którzy przy okazji „afery Orlenu” postanowili utopić fundację, po prostu porzucili Komisję Śledczą i popracowali w hospicjum.
Prof. Jerzy Kowalczyk, krajowy konsultant onkologii dziecięcej, wylicza ośrodki, które otrzymały znaczącą pomoc finansową z Fundacji „Porozumienie bez barier”: od podstaw wybudowano nową klinikę onkologii dziecięcej w Gdańsku (poprzednia przypominała frontowy szpital), teraz jest to 36 łóżek w salach z łazienkami. Jest przedszkole, szkoła, sale zabaw, wszystko, co pozwoli dziecku zachować normalność, gdy musi się zmierzyć z chorobą.
Podczas otwarcia pani prezydentowa, często odwiedzająca „swoje” szpitale (jak zaznaczono, bez mediów), powiedziała, że „są to dobrze wydane pieniądze”.
Jeszcze nie wiedziała, że zdaniem posła Giertycha, nie powinna ich nawet zdobyć. To na ten szpital fundacja Orlenu „Dar Serca” przekazała 350 tys. zł. Dziś poseł Giertych uważa, że lepiej byłoby, gdyby szpital nie powstał.

Lekarze mają dość

Nowy oddział powstał w Szczecinie, rozbudowano oddział we Wrocławiu, dużą pomoc dostały kliniki w Warszawie i w Bydgoszczy. Wszystkie co najmniej po kilkaset tysięcy złotych. – Nie wyobrażam sobie funkcjonowania polskiej onkologii dziecięcej na takim, jaki jest, europejskim poziomie bez pomocy różnych fundacji, a szczególnie Fundacji „Porozumienie bez barier” – mówi prof. Kowalczyk. – Oczywiście, leki i diagnostykę pokrywamy z budżetu państwa, ale na remonty czy budowę nowych oddziałów nie mielibyśmy pieniędzy. To byłaby wegetacja.
Prof. Kowalczyk ma już dosyć tłumaczenia, dlaczego bierze „nieodpowiednie pieniądze”. Zaczęło się od Fundacji McDonalda, która uczy lekarzy rodzinnych, jak nie przeoczyć pierwszych objawów nowotworów u dzieci, co zdarza się w Polsce dramatycznie często. – Usłyszałem, że biorę pieniądze od trucicieli – opowiada prof. Kowalczyk. – A chyba lepiej, że firma wyda nadwyżki na leczenie raka niż na nowe samochody. Jestem oburzony, że próbuje się zadeptać fundacje przy okazji politycznych rozgrywek. Bo sprawa fundacji Jolanty Kwaśniewskiej uderza we wszystkie inne.
– Popularyzowany jest pogląd, że najlepiej nic nie robić, no, może czasami tylko kogoś opluć – wytyka prof. Cezary Szczylik z kliniki WAM w Warszawie, który współpracuje z Fundacją „Porozumienie bez barier”. – W Polsce to ze źródeł tej fundacji płynie największa pomoc – dodaje.

Nie jesteś sam?

Onkolodzy są przerażeni, że wszystkie fundacje przedstawia się jako pralnie brudnych pieniędzy i miejsca załatwiania interesów. Propozycję dla polityków mają jedną – niech przyjdą do ciężko chorych dzieci, niech się im poświęcą.
Prof. Danuta Perek, jak to określa, „uwiarygodnia” działania Fundacji Polsatu „Podaruj dzieciom słońce”. Cel jest znakomity – zaopatrzenie powiatowych szpitali w rentgeny i aparaty USG, żeby pediatrzy mieli narzędzia pozwalające szybko zdiagnozować nowotwór. Do kliniki w CZD kierowanej przez prof. Perek trafiają często dzieci, które miałyby większą szansę na wyzdrowienie, gdyby pomoc przyszła wcześniej.
Prof. Perek zaznacza, że ona też ma bliską sobie fundację wspierającą jej klinikę.
Bowiem i potężne fundacje, i małe stowarzyszenia tworzą łańcuch ludzi dobrej woli, dzięki którym polska medycyna jakoś funkcjonuje. Dbając o przejrzystość ich finansów, dobrze by było ich nie zadeptać. Poza Fundacją „Porozumienie bez barier” i Polsatowską „Podaruj dzieciom słońce” wspieraną przez koncern Procter&Gamble (udało się im sfinalizować program rodzinnych przeszczepów i wyposażyć pierwszy w Polsce oddział leczenia oparzeń u dzieci) potęgą jest Fundacja TVN „Nie jesteś sam”. Jolanta Kwaśniewska i Bożena Walter (prezes fundacji TVN) mają za sobą kilka wspólnych akcji, a także jedną, która szybko się nie skończy – „Odnawiamy nadzieję” pozyskującą fundusze na remont Centrum Zdrowia Dziecka.
Dr Bartosz Arłukowicz z I Kliniki Chorób Dziecięcych Pomorskiej Akademii Medycznej od lat wyjeżdża z chorymi dziećmi do krainy ich marzeń. Fundacja „Porozumienie bez barier” sfinansowała wyjazdy na Cypr, Kretę i do Watykanu na spotkanie z papieżem. – Te dzieci mają chorobę w stanie aktywnym, to znaczy, że cały czas je atakuje. Poza tym poddawane są chemioterapii, która leczy nowotwór, ale ma trudne dla dziecka skutki uboczne – mówi dr Arłukowicz. – Towarzyszę im i wiem, jaką radością jest dla nich taka wyprawa.
Ostatnio sześćdziesięcioro wróciło z Gotlandii. – Ich rodziców nie interesują etykiety polityczne – zapewnia dr Arłukowicz. – Z panią prezydentową są najzwyczajniej zaprzyjaźnieni, bo ma dla nich czas, cierpliwość i pomaga ich dzieciom.

Motylkowe szpitale

W większości szpitali dziecięcych jest serduszko Owsiaka, ale zaraz obok znak, że placówka brała udział w akcji „motylkowego szpitala”. Dostała pieniądze z Fundacji „Porozumienie bez barier”, by stała się radośniejsza i przyjazna dziecku. Najlepsi, co bardzo dopinguje, dostają jeszcze nagrody. W Przychodni Kolejowej w Legnicy do tej pory pamiętają 20 tys. nagrody sprzed kilku lat. Za te pieniądze powstała poradnia dla dzieci. Gminna przychodnia zdrowia w Solcu Kujawskim, powiatowy szpital w Kartuzach, wszędzie pamiętają „pomoc od Kwaśniewskiej”. Nie tylko dlatego, że była duża, ale także dlatego, że jakakolwiek pomoc zdarza się rzadko.
Wbrew pozorom na onkologię dziecięcą wcale nie jest łatwo zdobyć pieniądze. Przegrywa ona ze sportem. Na Zachodzie kliniki mają wieloletnie umowy z firmami, które przekazują im swoje zyski. U nas co roku jest ta sama żebranina.
Przy szpitalach powstają fundacje, obok ulokowały się także stowarzyszenia rodziców chorych dzieci, wszyscy organizują zbiórki, apelują, ale w porównaniu z takimi potężnymi sponsorami jak fundacja pani prezydentowej czy Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy są tylko kroplą dobroci w morzu potrzeb. – Głupie i szkodliwe jest uderzanie w darczyńców, tych, którzy dają i nic w zamian nie chcą – mówi prof. Szczylik.
Oddział hematologii dziecięcej krakowskiej onkologii nie był remontowany od 40 lat, o ile nie liczyć rozpaczliwego zamalowywania dziur. Kiedy zmurszałe ściany zaczęły się sypać, szefowa, doc. Walentyna Balwierz, napisała do Jolanty Kwaśniewskiej. – Pieniądze dostaliśmy w dwóch etapach – wspomina. – Z oddziału zostały tylko gołe ściany, reszta powstawała od nowa. Teraz każdy pokój ma łazienkę, po prostu dzieci znalazły się w dobrych warunkach.
Podobnie było w klinice szczecińskiej. Powstał tam oddział, w nim 45 łóżek, a jak podkreślają lekarze, „pani prezydentowa lobbowała na naszą rzecz”.
Prof. Jerzy Kowalczyk nie wyobraża sobie, by na jakimś kongresie onkologii dziecięcej mógł opowiedzieć o polskim piekle. – Po prostu życie publiczne powinno być tak przejrzyste, by fundacje mogły działać spokojnie – mówi.
Nigdy jeszcze kampania polityczna dla doraźnych celów nie próbowała zniszczyć pomocy dla onkologii dziecięcej. Dziś są politycy, którzy próbują przekroczyć tę granicę. Na pewno im się nie uda, ale za to, jak mówi jedna z polskich sław onkologii, „wszyscy zobaczą, że mają oni tylko gęby nafaszerowane frazesami, a sami żadnego dorobku”.
Oby miał rację.


„Porozumienie bez barier”
Założona w 1997 roku przez Jolantę Kwaśniewską Fundacja „Porozumienie bez barier” organizuje kilka głównych akcji: „Możesz zdążyć przed rakiem” (edukacja i dofinansowanie badań mammograficznych), „One muszą żyć” (pomoc dzieciom chorym na białaczkę), „Otwórzmy dzieciom świat”, „Motylkowe szpitale”. Przy fundacji działa fundusz stypendialny, wspierający wybitnie uzdolnione dzieci z ubogich środowisk.

Wydanie: 38/2004

Kategorie: Kraj

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy