Zadyszka z respiratorami

Zadyszka z respiratorami

Teraz wszyscy kupują respiratory i jest jak na wojnie

Eksperci twierdzą, że u 10% osób zakażonych koronawirusem niezbędne stanie się użycie respiratora, czyli urządzenia, które oddycha za pacjenta. Do organizmu chorego przez rurę wtłaczany jest pod ciśnieniem tlen, który odpowiada za wszystkie procesy życiowe. Niektórzy potrzebują tylko wspomagania oddychania, inni zastąpienia go całkowicie pracą maszyny. – W ten sposób ratujemy życie człowiekowi, który jest niewydolny oddechowo na skutek wirusowego zapalenia płuc. Występuje wtedy obrzęk w obrębie układu oddechowego i nadmiar wydzieliny. Natomiast jeśli zastosujemy sztuczne oddychanie za pomocą respiratora, to spowodujemy odpowiednie nasycenie organizmu tlenem i człowiek przeżyje – tłumaczy dr Piotr Dąbrowiecki z Kliniki Chorób Infekcyjnych i Alergologii Wojskowego Instytutu Medycznego w Warszawie.

Zgodnie z wytycznymi Ministerstwa Zdrowia w 21 szpitalach jednoimiennych, w których leczeni będą pacjenci z COVID-19, ma być 10% łóżek respiratorowych, gdzie można będzie pomóc osobom w najcięższym stanie. Większość dyrektorów nie zdradza, ile dokładnie ma już przygotowanych takich łóżek. 120 respiratorami pochwalił się Szpital Uniwersytecki w Krakowie przy ul. Jakubowskiego. Inny szpital jednoimienny, Samodzielny Publiczny Wojewódzki Szpital Zespolony w Szczecinie, zdradził, że jest w posiadaniu 60 respiratorów, a kolejne 14 sztuk zostało zamówionych.

W Poznaniu, gdzie na przyjęcie chorych szykuje się Wielospecjalistyczny Szpital Miejski im. Józefa Strusia, mają mieć 40 łóżek z dostępem do respiratora. Z Częstochowy, gdzie na placówkę zajmującą się zakażonymi COVID-19 wyznaczono Wojewódzki Szpital Specjalistyczny im. NMP, przychodzi odpowiedź, że szpital dysponuje wystarczającą liczbą respiratorów. Jaką konkretnie – nie chcą zdradzić.

W oficjalnej odpowiedzi z Mazowieckiego Urzędu Wojewódzkiego czytamy, że „na terenie województwa mazowieckiego znajduje się ponad 600 łóżek na oddziałach zakaźnych”, przygotowanych do walki z koronawirusem, a w przekształconym w jednoimienny Centralnym Szpitalu Klinicznym MSWiA łóżka respiratorowe mają stanowić 10%. Ile to dokładnie, nie wiadomo.

Jak wiele respiratorów będzie naprawdę potrzebnych, trudno ocenić. Minister zdrowia Łukasz Szumowski zapewnia, że Polska dysponuje 10 tys. tych urządzeń, ale wiadomo, że wiele z nich jest wykorzystywanych w leczeniu pacjentów niezarażonych koronawirusem. Dlatego konieczne jest zwiększenie ich liczby. Mają w tym pomóc przetargi na poziomie Unii Europejskiej. Polska bowiem takich urządzeń nie produkuje, nie możemy też liczyć na USA, gdyż prezydent Trump nie tylko zamknął granice, ale także, jak informuje Karol Madejski z firmy Walmed, zajmującej się sprowadzaniem respiratorów na polski rynek, zablokował ich sprzedaż poza USA. A to właśnie ze Stanów sprowadzaliśmy najwięcej tego typu urządzeń. Można jeszcze liczyć na Szwajcarię oraz Izrael, ale takich zakupów nie da się zrealizować z dnia na dzień. – Teraz wszyscy kupują przecież respiratory i jest tu jak na wojnie – twierdzi Madejski. Dlatego starają się rozłożyć zamówienia na mniejsze partie, by chociaż trochę urządzeń zaproponować polskim szpitalom wcześniej niż za pół roku.

Bezradny jest szef firmy Respirea z Bydgoszczy, Tomasz Żądło, do którego ciągle dzwonią ze szpitali, czy nie ma jakiegoś respiratora na stanie. W ostatnich dniach cały zapas został wyczerpany i żadna ze znanych mu firm dystrybucyjnych na pewno ich nie magazynuje, bo przecież cena takiego urządzenia kształtuje się na poziomie 80-150 tys. zł za sztukę. Jego zdaniem czas oczekiwania na kolejne maszyny to minimum 16 tygodni ze względu na duże zapotrzebowanie na rynkach światowych.

Podobnego zdania jest pracownik niemieckiego Drägera, jednego z czołowych producentów respiratorów, mającego oddziały w Polsce. Chcący zachować anonimowość handlowiec mówi, że szpitale pytają o dostawy sprzętu do oddychania, ale on nie może podać konkretnego terminu. – Owszem, można dokonać u nas zakupu, ale dostawa aparatury jest w bliżej nieokreślonej przyszłości – tłumaczy. Fabryka w Niemczech została przeorganizowana i w tej chwili pełną parą produkuje prawie same respiratory. – Jakieś partie na pewno do Polski trafią, ale nie stanie się to w ciągu tygodnia czy dwóch – dodaje.

Firma Medtronic podaje oficjalnie do wiadomości, że już zwiększyła produkcję respiratorów o ponad 40% i robi wszystko, żeby podwoić moce przerobowe. Jak informuje Izabela Szumielewicz, specjalista od komunikacji, Medtronic produkuje respiratory w irlandzkim Galway. – W tej chwili przy produkcji respiratorów w Galway pracuje ponad 250 osób, ale Medtronic planuje podwoić tę liczbę. Już wprowadzono dodatkowe zmiany, a docelowo produkcja respiratorów ma się odbywać w trybie ciągłym – mówi Szumielewicz. Może część z nich trafi do Polski, ale informacji w tym zakresie brak.

Fot. Alamy/bew

Wydanie: 13/2020

Kategorie: Kraj

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy