Zafundujmy wszystkim bitwę

Zafundujmy wszystkim bitwę

W 600-lecie grunwaldzkiej wiktorii rozgorzał spór wokół wypożyczenia największego polskiego obrazu

Do 14 lipca, kiedy to będziemy sobie przypominać zwycięstwo wojsk Jagiełły nad rycerzami Zakonu Najświętszej Maryi Panny, pozostało jeszcze pół roku, ale pierwsze kontrowersje w sprawie programu obchodów już rozgorzały. Na razie polemiki toczą się w łonie Muzeum Narodowego w Warszawie, które dysponuje największym polskim płótnem historycznym, „Bitwą pod Grunwaldem” Jana Matejki. Nowy dyrektor, prof. Piotr Piotrowski, skłania się ku wypożyczeniu obrazu najpierw Zamkowi Królewskiemu na Wawelu (w zamian do Warszawy przyjechałby matejkowski „Hołd pruski”), a potem przewiezieniu płótna do Berlina, gdzie w Martin Gropius Bau miałyby być pokazane dwie największe mocarstwowe ikonografie, „Grunwald” i „Hołd pruski”. W dawnej stolicy Polski mają się bowiem odbyć centralne obchody 600-lecia zwycięstwa pod Grunwaldem, w Berlinie zaś wielka wystawa obrazująca 1000 lat polsko-niemieckiej historii, pieczętująca symbolicznie naszą prezydencję w Unii Europejskiej. Anda Rottenberg, kurator polskiej wystawy w Berlinie, wręcz nie wyobraża sobie tej imprezy bez największych płócien Matejki.
Konserwatorzy Muzeum Narodowego protestują jednak stanowczo przeciw takim planom, boją się bowiem o bezpieczeństwo obrazu, który doznał uszkodzeń w czasie ostatniej podróży do Wilna w 1999 r. Główna konserwator muzeum, Dorota Ignatowicz-Woźniakowska, jest gotowa czynnie wystąpić w obronie obrazu.

Dyplomacja i mowy

Spór ten zapewne będzie miał kolejne odsłony, my jednak zapytaliśmy o to, czy prezentowanie obrazu poza Warszawą, szczególnie w Berlinie, ma w ogóle sens. Wiceminister spraw zagranicznych Jan Borkowski nie chce umniejszać wagi obchodów zwycięstwa pod Grunwaldem w Polsce i zarazem stara się je oddzielić od tego, co pragnęlibyśmy przy tej okazji zaproponować odbiorcy w Niemczech. W jaki sposób mieliby odczytać nasze historyczne zwycięstwo zachodni sąsiedzi? Co innego znaczyła obecność obrazu w Wilnie, czym innym byłaby ona w Berlinie. Minister Borkowski jest też przekonany, że decyzję o ewentualnym wypożyczeniu obrazu podejmie się, uwzględniając argumenty polskich konserwatorów, którym najbardziej leży na sercu trwałość dzieł sztuki tak cennych, a przy tym bardzo rzadkich z uwagi na ogromne straty, jakie Polska poniosła w czasie wojny.

Jak nas zobaczą?

Ze zdaniem sekretarza stanu w MSZ współgra wypowiedź Moniki Smoleń, podsekretarza stanu w Ministerstwie Kultury i Dziedzictwa Narodowego. – Program obchodów 1000-lecia stosunków polsko-niemieckich będzie przedmiotem pracy powstałej niedawno polsko-niemieckiej rady. To jest gwarancja owocnej współpracy także przy układaniu scenariusza wydarzeń kulturalnych. Na 600-lecie bitwy pod Grunwaldem warto więc w tym kontekście spojrzeć całościowo, a nie wyrywkowo, zwłaszcza że strona niemiecka będzie w tym wszystkim partycypować również finansowo – mówi wiceminister.
Min. Smoleń nie obawia się tak bardzo o zachowanie obrazu Matejki w dobrym stanie, bo jej zdaniem współczesne techniki konserwacji i zabezpieczenia na czas podróży są bardziej doskonałe niż 11 lat temu, gdy obraz jechał do Wilna. Bardziej natomiast skupia się na promocji Polski w roku naszej prezydencji w UE. Będziemy wówczas starali się silnie zaistnieć kulturalnie nie tylko w Berlinie, Londynie czy Paryżu, ale aż w dziesięciu stolicach europejskich. Warto więc solidnie przygotować się programowo i materialnie do tej ofensywy, aby przyniosła jak najwięcej korzyści na przyszłość.

Czy to się opłaca?

Bardzo praktyczne i trzeźwe jest zdanie Pawła Potoroczyna, dyrektora Instytutu Adama Mickiewicza, który organizuje tak wielkie prezentacje polskiej kultury za granicą jak Rok Polski w Wielkiej Brytanii 2009-2010. To ostatnie wydarzenie kładzie jednak główny nacisk na dokonania polskiej kultury i sztuki współczesnej, a nie dzieła o wyraźnie historycznym i patriotycznym znaczeniu. W kwestii pokazywania „Grunwaldu” w Berlinie Paweł Potoroczyn zachowuje daleko posuniętą wstrzemięźliwość i rezerwę.
– Moim zdaniem, kluczowe w tej dyskusji powinno być nie zdanie polityków czy animatorów wydarzeń kulturalnych – mówi – ale opinia konserwatorów dzieł sztuki. Warto też skalkulować, co się nam bardziej opłaca i ilu Niemców tak naprawdę chciałoby zobaczyć w Berlinie „Bitwę pod Grunwaldem” Jana Matejki. Koszty zabezpieczenia, transportu, ubezpieczenia byłyby horrendalne, a efekt być może mizerny. Czy czasem nie byłoby taniej przywieźć wszystkich amatorów obejrzenia wizerunku wielkiej bitwy z Niemiec do Warszawy niż robić nielicznym taki kosztowny prezent?
Zebrane wypowiedzi zapewne jeszcze nie są ostatnimi akordami w dyskusji o ewentualnej podróży obrazów Jana Matejki. Warto jednak przed podjęciem ostatecznej decyzji zastanowić się, co chcielibyśmy udowodnić i jak się zaprezentować, pokazując dzieło Matejki w Berlinie. I jeszcze jedno. Jest historycznym błędem rozumienie bitwy pod Grunwaldem z 1410 r. wyłącznie jako zwycięstwa w konflikcie polsko-niemieckim. Przeciwko Jagielle wystąpiło wtedy rycerstwo z całej niemal Europy Zachodniej, a ważnym czynnikiem spajającym tę armię było stanowisko Stolicy Apostolskiej i jej interesy. Pomijając już fakt, że zdecydowane zwycięstwo nad zakonem krzyżackim nie zostało przez nas dostatecznie wykorzystane dla dobra kraju, warto być bardziej przewidującym. Czy próba naprawienia tamtych błędów po 600 latach ma jakiekolwiek szanse powodzenia?

Wydanie: 4/2010

Kategorie: Kultura

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy