Zapaść

Berlińska Akademia Sztuk mianowała mnie swoim członkiem, na co przystałem, sądząc, że będzie to godność niewymagająca z mojej strony żadnej aktywności. Akademia poczęła mi przysyłać sporo najrozmaitszych danych, dzięki którym zorientowałem się, jak traktowani są pisarze w Republice Federalnej. Między innymi zostałem zaproszony na uroczyste otwarcie nowego gmachu akademii w Berlinie. Ponadto zaś powtarzają się zaproszenia na rozmaite autorskie odczyty i prelekcje niemieckich pisarzy. Chociaż nie skorzystałem z żadnych, przyszło mi w ten sposób zorientować się w estymie okazywanej ludziom sztuki w Niemczech. Było to dla mnie tym bardziej bolesne doświadczenie, że jako członek Stowarzyszenia Pisarzy Polskich zdaję sobie sprawę z niewesołych warunków, także bytowych, krajowych literatów. Są to dwie grupy zjawisk po prostu nieporównywalnych. W warszawskim Domu Literatury mieści się, czy raczej tłoczy, zarząd Stowarzyszenia Pisarzy i tak zwanego ZLEP-u. Twórców podobno mamy trzy tysiące w kraju, ale z nich ledwie około trzydziestu jest w stanie utrzymać się z pióra.
Mógłby ktoś słusznie powiedzieć, że nie jest to najważniejsze. Gorszy i źle rokujący dla Polski jest smutny stan naszej nauki. Przeraźliwy antyintelektualizm sfer rządowych fatalnie nam wróży, zwłaszcza na dłuższą metę. Pisząc to, mam świadomość, że tego rodzaju uwagami czy nawet apelami niczego poprawić nie można. Należy jednak zdawać sobie sprawę z drogi prowadzącej do upadku kultury, drogi, którą się coraz szybciej poruszamy. Zagraniczni obserwatorzy spraw polskich uważają słusznie, że podobnie jak inne kraje Europy Wschodniej podnosimy się ekonomicznie i nawet jawna wrogość władz rosyjskich nie osłabia naszych polepszonych stosunków gospodarczych z Rosją. Obecnie wiele się mówi o zbliżającym się referendum w sprawie konstytucji Unii Europejskiej, ale stosunki polityczne czy też wpływy europejskie nie mają żadnego przełożenia na opłakany stan zarówno naszej nauki, jak i piśmiennictwa. Sądzę więc, że skoro nie można nic poprawić, to trzeba przynajmniej pokazywać głębokość zapaści i jej konsekwencje. Zapobiegliwość naszych sfer politycznych jest w świetle takich porównań prawdziwie żałosna. Czesław Bielecki słusznie zauważył w „Rzeczpospolitej”, że polskim politykom nie o to chodzi, ażeby zarządzać, lecz tylko o to, ażeby kurczowo chwycić władzę i panować. Rozmaite konkursy poetyckie mają poprawiać nam humor, ale gorzko przyznać, że jesteśmy narodem zadufanych ciemniaków, którzy nie mają nawet świadomości o pogarszającej się jakości życia duchowego.

24 maja 2005 r.

Wydanie: 22/2005

Kategorie: Felietony

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy