Zapłacimy więcej za żywność

Zapłacimy więcej za żywność

Dane GUS na temat cen wyraźnie rozmijają się z odczuciami klientów

Statystycy mówią, że w czerwcu i lipcu artykuły żywnościowe staniały, tymczasem gospodynie domowe wiedzą swoje. Mieszkanka Kościerzyny w woj. pomorskim codziennie kupuje świeże produkty, by przygotować obiad dla pięcioosobowej rodziny. – Kiedyś za 20 zł potrafiłam przygotować cały obiad – mówi kobieta, a „Dziennik Bałtycki” drukuje jej wypowiedź. – Teraz wystarcza mi to tylko na kilka produktów. Żywność ciągle idzie w górę, a wynagrodzenie pozostaje bez zmian.
W górę poszło dosłownie wszystko. Wieprzowina, wołowina, drób, ziemniaki, marchewka, kapusta, kalafior. Niemal każdego dnia lista podwyżek staje się dłuższa.

Wskaźniki sobie, a życie sobie

Wystarczy pójść na bazar, aby się przekonać, że gospodyni ma rację. Niektóre gatunki mięsa są droższe o 35%, a warzywa i owoce niekiedy nawet o 100%. Zwłaszcza owoce stają się powoli rarytasem. Wiosenne przymrozki spowodowały klęskę u sadowników. Kilogram czereśni kosztował niedawno nawet 25 zł. Drogie są także jabłka. Za ziemniaki, które królują na polskim stole, trzeba zapłacić obecnie nawet ponad złotówkę. To około 40% więcej niż rok temu. Dlatego w niektórych rodzinach zaczyna się już realizować „plan B”. Coraz częściej rezygnuje się z zakupu mięsa i gotowania dwudaniowych obiadów. Na stole za to pojawia się sama zupa. Rynek reaguje zresztą błyskawicznie na kłopoty finansowe najuboższych. Tak jak niektórzy kupują wyłącznie używaną odzież, tak samo jest z pożywieniem. W niektórych sklepach można kupić już mięso lub warzywa drugiego gatunku.
Jest w tym wszystkim jakaś zagadka, bo oficjalne statystyki mówią co innego. Z danych GUS za czerwiec wynika, że mimo tych strasznie drogich czereśni ceny detaliczne warzyw i owoców spadły w porównaniu z majem o ponad 7%. Przez miesiąc o 4% wzrosły ceny drobiu. Ogólnie jednak ceny żywności w czerwcu obniżyły się o 1,1%. Potaniał też np. cukier (o 1,1%).
– Poziom cen żywności publikowany przez GUS wynika z metodologii badań cen detalicznych – tłumaczy Zbigniew Pietrzak, rzecznik urzędu statystycznego w Gdańsku.
Różnica pomiędzy tym, co wyliczają statystycy, a co widzimy na bazarze, może wynikać z innego tempa zmian cen w poszczególnych regionach kraju. Dlatego w jednych ceny mogą rosnąć szybciej, a w drugich nawet spadać. Przeciętnemu zjadaczowi chleba trudno jednak zrozumieć, że statystycznie w skali kraju ceny rosną umiarkowanie, a nie galopują. Mimo wszystko trzeba się jednak liczyć z dalszym wzrostem cen żywności w najbliższych miesiącach. Specjaliści każą nam natomiast cieszyć się, że wzrost cen żywności w Polsce będzie zapewne niższy, niż pokazuje to sytuacja w Europie i na całym świecie. U nas utrzymuje się wysokie tempo wzrostu gospodarczego i konsumpcji, ale za tym idzie zwiększony nacisk na inflację, czyli wzrost cen.

Zamiast chleba kiełbasa?

Janusz Jankowiak, główny ekonomista Polskiej Rady Biznesu, uspokaja, właśnie w ten sposób dowodząc, że znacznie większe wzrosty cen żywności obserwuje się w USA i Chinach, gdzie osiągnąć może nawet 9% pod koniec roku. Także kraje starej Unii mają wyższą inflację, ale również i nowej, np. Węgry. W Polsce o rzeczywistej inflacji będzie można powiedzieć dopiero pod koniec roku, ale nie powinna ona być tak wysoka jak w USA. Maksymalnie osiągnie 6%. Jeśli chodzi o najuboższych konsumentów, którzy mogą boleśnie odczuć ostre podwyżki takich produktów jak pieczywo czy ziemniaki, może pocieszyć fakt, że inne produkty żywnościowe (np. mięso, ryby) podrożeją mniej, a może wręcz stanieją. Konsumenci będą więc poszukiwać substytutów dla droższych artykułów wśród tego, co się okresowo bardziej opłaca. – Nie przesadzajmy – mówi Jankowiak.
– Ceny żywności nikogo nie pogrążą.
Również dr Krystyna Świetlik z Instytutu Ekonomiki Rolnictwa i Gospodarki Żywnościowej uspokaja, choć czyni to nieco inaczej. Jej zdaniem, wahania cen żywności, a więc spadki i wzrosty, są naturalnym zjawiskiem każdego roku. Na okres letni przypadają zwykle spadki, co wynika z taniejących owoców i warzyw. Później następują zbiory ziemniaków i zbóż, a do tego wszystkiego dochodzi sytuacja na rynku mięsnym. Jeśli rolnicy hodują mniej zwierząt, a tak jest obecnie, to więcej zboża paszowego można przeznaczyć na konsumpcję i wówczas spadają np. ceny mąki. Nie potwierdzą się więc prognozy o drożeniu pieczywa. Nie należy się spodziewać jakichś wielkich sensacji cenowych, bo wszelkie problemy na rynku wewnętrznym skutecznie reguluje handel zagraniczny. Banany i pomarańcze zrekompensują nieurodzaj czereśni. Do tego wzrasta popyt na inne artykuły żywnościowe, bo spada bezrobocie i ludzie, którzy dotychczas żywili się w sposób niewyszukany, teraz przeznaczą pieniądze na jedzenie bardziej zróżnicowane. A popyt ma wpływ na ceny, ale także na produkcję i podaż.

Nie róbcie niepotrzebnych alarmów!

Zdaniem dr Świetlik, inflacja na koniec roku może wynieść ok. 5%, co oznacza, że ceny nie wzrosną tak dramatycznie, jak wieszczą niektóre media, np. mówiło się, że pieczywo skoczy o 100%. Już w latach ubiegłych tego typu prognozy się nie sprawdzały – mówiono, że pieczywo podrożeje dwukrotnie, a zdrożało tylko o 10%. Trzeba więc nam większej wstrzemięźliwości w informowaniu o podwyżkach, bo jednak jest to mechanizm bardzo czuły i kiedy media coś prognozują, to takie symulacje nie są zupełnie bez znaczenia.
Przykładem może być np. histeria po wiosennych przymrozkach, kiedy mówiono o całkowitym zniszczeniu upraw owoców. Po jakimś czasie okazało się, że straty są dużo mniejsze. Eksperci gospodarczy radzą więc zachować spokój i poczekać np. na ostateczne wyniki zbiorów jesienią. – W tej chwili prognozy dotyczące zbiorów zbóż w Polsce są optymistyczne – mówi dr Świetlik – a to znaczy, że pieczywo wcale nie musi podrożeć, a w każdym razie nie czekają nas dramatyczne skoki cen żywności. Choć oczywiście taniej nie będzie – na to nie ma co liczyć.

 

Wydanie: 32/2007

Kategorie: Kraj

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy