Miska ryżu dla budżetówki

Miska ryżu dla budżetówki

Już tylko krok do wspólnego wielkiego wrześniowego protestu pracowników

W budżetówce wrze. Nastroje są gorące, ludzie domagają się od szefów związków zawodowych twardych działań. Zdeterminowana służba zdrowia ma strajkować 11 września. W OPZZ odbywają się regularne narady z szefami poszczególnych organizacji związkowych. „Oczekujemy mocnej akcji we wrześniu, ma być twardo!” – takie głosy padają w całej Polsce.

Podobne nastroje są w pozostałych centralach – Forum Związków Zawodowych i Solidarności. A to już tylko krok do wspólnego wielkiego wrześniowego protestu.

Współpraca trzech central jest zresztą coraz bardziej widoczna – gdy politycy podwyższyli sobie pensje, liderzy trzech związków, OPZZ, FZZ i Solidarności, napisali do premiera Morawieckiego wspólny list. „Jako związkowcy i obywatele chcemy, aby rządzili nami ludzie kompetentni i nie żałujemy im wysokich pensji”, czytamy w nim. „Ale nie rozumiemy, dlaczego w tym samym czasie zamraża się płace ponad półmilionowej rzeszy pracowników sfery budżetowej: nauczycieli, pracowników ochrony zdrowia, policjantów, strażaków, pograniczników, żołnierzy, urzędników, asystentów sądowych i przedstawicieli wielu innych zawodów, bez których polskie państwo nie byłoby w stanie funkcjonować.

Rosną ceny energii, drożeje żywność, galopuje inflacja, a wypłaty w budżetówce bez zmian!

Niedawno Pan Premier ogłosił sukces rządu, chwaląc się 28-miliardową nadwyżką budżetową. Panie Premierze! Jeżeli jest tak dobrze, to podzielcie się z pracownikami, którzy od lat służą państwu i obywatelom”.

Ten list jest odbiciem tego, co ludzie myślą. Z jednej strony mamy rosnącą inflację i wzrost cen, z drugiej – zapowiedź zamrożenia płac w budżetówce w roku 2022. Tak zapowiada projekt budżetu. Dla pracowników tej sfery to jasny sygnał, że ich płace realne będą niższe. I że nie ma szans na podwyżkę, choćby na tyle, by zrównać je z poziomem inflacji.

Płace w budżetówce są niskie, więc każde 50 zł, które trzeba dodatkowo wydać na zakupach, boli. Nie sposób przejść nad tym do porządku dziennego, powiedzieć sobie: „Ech, to zrezygnuję z czegoś ekstra”. Bo tego „czegoś ekstra” już dawno w koszyku nie ma.

Ale nie tylko perspektywa finansowej degradacji powoduje frustrację i gniew. Przez długie miesiące pandemii służba zdrowia pracowała w warunkach swoistego stanu wyjątkowego. Politycy klaskali lekarzom, PiS obiecywało wielkie pieniądze. Oto one – lekarz z drugim stopniem specjalizacji zarobi w przyszłym roku o 19 zł więcej niż w obecnym.

W czasie pandemii eksperymentowano na nauczycielach, którzy musieli prowadzić lekcje online – często na własnym sprzęcie i prawie zawsze bez wcześniejszych kursów przygotowujących. Było, minęło. Nic w ich portfelach się nie zmieni. Podobnie jak i w portfelach pracowników ZUS. A to oni, a raczej – one, bo zdecydowana większość załogi to kobiety, ręcznie przygotowywały kolejne tarcze czy program 300+. Więcej pracy za te same pieniądze.

Tak można iść branża po branży. I łatwo sobie wyobrazić, jak ludzi zarabiających 3 tys. zł na rękę zabolała decyzja, że politycy zwiększają sobie uposażenie. Że będzie 40% podwyżki dla premiera, 75% dla marszałków, 60% dla posłów i senatorów. Poseł zamiast 8 tys. zł dostanie ponad 12,8 tys. zł. Dlatego w budżetówce nikt nie zamierza odpuszczać.

Ochrona zdrowia: oklaski za 19 zł

Rozpoczęliśmy bardzo szeroki dialog z całym środowiskiem – pracodawców, związków zawodowych, izb samorządowych. Kwestia wynagrodzeń w służbie zdrowia wymaga dużego uporządkowania – mówił w lutym 2021 r. minister zdrowia Adam Niedzielski. Konsultacje chyba jednak się nie udały, ponieważ na 11 września zaplanowany jest strajk przedstawicieli właściwie wszystkich zawodów medycznych.

Co przelało czarę goryczy? Zaczęło się od oklasków premiera Morawieckiego za poświęcenie medyków podczas pierwszej fali COVID-19. Obiecywano też podwyżki. I rząd tak jakby wywiązał się z obietnic, ale w sposób, który dla medyków jest policzkiem. Co prawda Sejm zatwierdził pod koniec maja podwyżki, jednak odrzucono poprawki Senatu, w których proponowano podniesienie współczynników, przez które ma być mnożone średnie wynagrodzenie.

Tym sposobem 1 lipca w życie weszła ustawa, w której zapisano współczynnik na poziomie 1,31 średniej krajowej. To na dobrą sprawę 19 zł brutto podwyżki. – Porównując się z krajami OECD, nawet sąsiednimi, Czechami, Słowacją, Węgrami, wynagrodzenia lekarzy są skrajnie niskie – mówi dr Artur Drobniak odpowiedzialny za powołanie komitetu strajkowego w Naczelnej Izbie Lekarskiej. – Fala hejtu, wobec którego jesteśmy bezsilni, tylko przyśpieszy przejście na emeryturę starszych osób, które są jeszcze aktywne zawodowo, a wśród młodszych medyków zwiększy się migracja z sektora publicznego do usług komercyjnych.

W krajach OECD wymienionych przez dr. Drobniaka zarobki lekarzy na etatach utrzymują się na poziomie 2,4-2,5 średniej krajowej, w dobrze znanej wielu Polakom Irlandii to 3,3 średniej krajowej.

Ratownicy: odwrócone podwyżki

Propozycje zarobków przygotowane przez Ministerstwo Zdrowia mają rozpiętość od 3049 zł brutto dla pracowników niemedycznych do 6769 zł brutto dla lekarzy z wykształceniem odpowiadającym II stopniowi specjalizacji. Według zamysłu ministra Niedzielskiego ustawa miała uporządkować kwestie płac i ich sprawiedliwość, ale zdaje się, że nic z tego nie wyszło. – 1 lipca weszła w życie ustawa, która jest bardzo krzywdząca przede wszystkim dla pielęgniarek i położnych, ale też dla innych zawodów medycznych – mówi Dorota Gardias, przewodnicząca Forum Związków Zawodowych, z zawodu pielęgniarka, i dodaje – dyrektywa 2005/36/WE Parlamentu Europejskiego uznała kwalifikacje polskich pielęgniarek i dała prawa nabyte tym, które ukończyły liceum. To oznacza, że osoba po szkole średniej jest równa osobie z licencjatem. Tymczasem w propozycji Ministerstwa Zdrowia nie wzięto pod uwagę innych kryteriów poza wykształceniem, które decydują o wysokości płacy. To krzywdzące dla pielęgniarek, które kształciły się jeszcze w innym systemie – podkreśla Gardias.

Buntują się też ratownicy medyczni, których niewydolność systemu podczas pandemii, doświadczyła chyba najbardziej. Dobiło ich zaś uregulowanie zarobków nową ustawą. Ratownicy według obecnego przelicznika są kilkaset złotych stratni w stosunku do pensji… sprzed podwyżek. Dorota Gardias komentuje: – Jeszcze nigdy żaden rząd nie wprowadził takiego chaosu w płacach dla medyków, na co w Forum Związków Zawodowych się nie zgadzamy.

Pod koniec lipca pracownicy SOR w szpitalu na warszawskim Solcu w ramach strajku wzięli zwolnienia i nie przyszli do pracy. Jak podaje stołeczna „Gazeta Wyborcza”, powodem były zaległe dodatki covidowe i brak odpowiedzi kierownictwa w sprawie podwyżek, czyli de facto powrotu do pensji sprzed 1 lipca. 17 sierpnia portal gorzowianin.com informował zaś, że 41 osób złożyło wypowiedzenie w Samodzielnej Publicznej Wojewódzkiej Stacji Pogotowia Ratunkowego w Gorzowie. To 100% umów zawartych przez ratowników. Może to oznaczać, że 1 października nie będzie w Gorzowie sprawnego pogotowia.

Zapytany o protesty w ochronie zdrowia dr Drobniak mówi: – Przedstawiciele zawodów medycznych nie widzą drogi do porozumienia z resortem zdrowia w sprawie finansowania systemu opieki zdrowotnej, zmian wynagrodzeń i warunków pracy. Chcemy wyraźnych zmian, zapisanych w aktach legislacyjnych. Pierwszym etapem protestu będzie manifestacja wszystkich grup zawodów medycznych w Warszawie 11 września. Wierzymy, że pacjenci zrozumieją, że nasza walka jest głównie walką o nich, by mogli mieć fachową interdyscyplinarną opiekę finansowaną ze środków publicznych. W dalszym etapie nie wykluczany poważniejszych działań. W wielu miejscach w Polsce pielęgniarki są na etapie sporów zbiorowych z pracodawcami. Zgodnie z prawem będą mogły niedługo rozpocząć strajki.

ZUS: więcej pracy, mniej ludzi

Zakład Ubezpieczeń Społecznych ugina się pod naporem pracy, który w dużej mierze spowodowany jest efektami pandemii. Z jednej strony wdrażanie różnych wersji tarcz antycovidowych i kolejne socjalne projekty rządu, z drugiej – szalejąca pandemia i pracownicy, którzy co chwilę trafiali to na kwarantannę, to na L4, z powodu zakażenia wirusem. W pierwszym kwartale 2021 r. do ZUS wpłynęło ok. 31% więcej

wniosków niż w analogicznym okresie w 2019 r. Na początku sierpnia pracownicy dowiedzieli się, że teraz będą jeszcze zajmować się przyznawaniem świadczeń 500+. Podwyżek nie ma, a niektórzy po 10 latach pracy dostają 2,3 tys. zł na rękę. Ciągłe dociskanie pracujących w ZUS (80% to kobiety) okazało się fatalnym sposobem zarządzania. Sześć organizacji związkowych działających w ZUS plus OPZZ weszły w spór zbiorowy z pracodawcą. W powietrzu wisi strajk. Wielki strajk.

Poza tym pracownicy skarżą się na ekstremalne warunki pracy. Pomimo że część osób przebywała np. na kwarantannie, to urzędnicy musieli dzielić się słuchawkami. A związki musiały interweniować również w sprawie dostępu do wody w miejscu pracy. Najciekawsze jest to, że prezeska ZUS przyznała, że zdaje sobie sprawę ze złej sytuacji panującej w zakładzie. – Mamy gorzki sukces – mówi Piotr Szumlewicz ze Związkowej Alternatywy. – Na nasze zarzuty o niskich płacach, złym traktowaniu pracowników czy niepłaceniu za nadgodziny rzecznik prasowy ZUS w imieniu prezes Uścińskiej powiedział, że jest ona świadoma trudnej sytuacji, ale zarobki nie są zależne od niej, lecz od strony rządowej.

Celnicy idą do sektora prywatnego

Jaki jest efekt takiej polityki? Związkowcy alarmują – z ZUS odchodzą pracownicy, najczęściej doświadczeni, a ich pracę muszą wykonywać ci, co zostali. Podobnie jest w Krajowej Administracji Skarbowej czy w służbach celnych.

– Podwyżek nie było u nas od 10 lat – słyszymy w Federacji Związków Zawodowych Służby Celnej. – Mamy ogromną liczbę odejść na emeryturę. Ludzie odchodzą też do sektora prywatnego. Albo, jak ci z zachodu Polski, wolą pracować w Niemczech.

Podobne głosy padają w Krajowej Administracji Skarbowej. Teoretycznie powinno być to dobre miejsce pracy, bo średnia płaca wynosi tam 6,5 tys. zł brutto. Ale, jak tłumaczą związkowcy, tę średnią zawyżają pensje kierownictwa. A przeciętny pracownik dostaje „trzy z hakiem”. Efekt jest taki, że przychodzą młodzi, trochę popracują, zdobędą wpis do CV i odchodzą do sektora prywatnego.

Tak traktowana administracja działa coraz gorzej. Zaniepokoiło to przedsiębiorców. I – ku powszechnemu zaskoczeniu – w Radzie Dialogu Społecznego opowiedzieli się oni za podwyżkami w budżetówce. Ale rząd temu się sprzeciwił.

Nauczyciele głosują nogami

Nie lepsze nastroje są wśród nauczycieli. Tam swoje dokłada też minister Czarnek.

– Jesteśmy zasypywani informacjami typu podwyżka o 20%. Ale od września 2022 r. – mówią związkowcy. – I to w odniesieniu do płacy minimalnej, a nie średniego wynagrodzenia.

Związkowi Nauczycielstwa Polskiego bardzo zależy na tym, żeby powiązać płace nauczycieli ze średnim wynagrodzeniem w gospodarce, wtedy bowiem nauczyciele czuliby, że jest to coś pewnego. A tak słyszą ciągle, że władza daje im kolejne pieniądze, ale w portfelu tego nie widzą. Bo jak mogą widzieć, skoro w roku 2010 nauczyciel stażysta zarabiał 60% średniej krajowej, a dziś 50%. Natomiast nauczyciel dyplomowany w 2010 r. miał 80% średniej krajowej, a dziś – 70%.

Efekty widać w szkołach – w Warszawie jest 2,5 tys. wakatów. Brakuje nauczycieli matematyki, języków obcych, przedmiotów zawodowych, o tych od informatyki można tylko pomarzyć… Nauczyciele głosują więc nogami, ale to najwyraźniej nie bardzo martwi rządzących, bo śruba dalej jest dociskana.

– Minister mówi, że zmieni zasady naliczania zakładowego funduszu świadczeń socjalnych – to kolejny głos z ZNP. – Dla nauczycieli, którzy przecież mało zarabiają, ten fundusz jest ważny. Minister chce też zmienić zasady pomocy dla nauczycieli startujących w zawodzie. Kiedyś ta pomoc to były dwie pensje, potem dwa razy po 1000 zł, a teraz ma to być zlikwidowane. Podobnie jak tzw. dodatek wiejski, czyli dodatkowe 10% pensji. Jest potrzeba zdecydowanej akcji we wrześniu. Ale nie tylko nauczycieli. Wszystkich!

Sądy: zakaz nagród

Bojowe nastroje, by ze względu na zarobki we wrześniu wyjść na ulice i protestować, panują wśród pracowników wymiaru sprawiedliwości. NSZZ Pracowników Wymiaru Sprawiedliwości zrzesza pracujących w sądach (ale nie w orzecznictwie), czyli sądowych urzędników, obsługę, asystentów sędziego, kuratorów sądowych itd. Do 2016 r., przez 10 lat, żadnej waloryzacji w sądach nie było. Pięć lat temu pracownikom dorzucono 150 zł, a w 2017 r. – 80 zł. W tym roku wynagrodzenia były zamrożone. Teraz zamrożone mają być również w roku 2022. Jest też zakaz wypłacania nagród.

– Średnia w sądach, z trzynastką i niestałymi składnikami wynagrodzenia, to ok. 4,6 tys. zł brutto, czyli ok. 3,3 tys. zł na rękę – mówi Paweł Domański, szef NSZZ Pracowników Wymiaru Sprawiedliwości. – Ale zawyżają ją pojedyncze wysokie zarobki. I tak naprawdę mało kto ma te 3,3 tys. zł. 90% pracowników dostaje na rękę 2,0-3,1 tys. zł.

Dla pracowników cywilnych wojska (to grupa licząca 45 tys. ludzi) te 3 tys. zł na rękę to pensja całkiem przyzwoita. – Siatka płac zaczyna się u nas od kwoty 1310 zł! – mówi Marek Kazimierczak, przewodniczący Związku Pracowników Wojska „Tarcza”. – W roku 2020 aż 60% naszych pracowników musiało mieć wyrównanie do poziomu płacy minimalnej, czyli wtedy do 2600 zł! Potem pensje podniesiono, ale jeśli w przyszłym roku płaca minimalna wzrośnie do 3 tys., znów trzeba będzie wyrównywać.

Wśród pracowników cywilnych wojska nadzieja, że te głodowe pensje uda się zmienić choćby drogą negocjacji z ministerstwem, dawno już wygasła. – Od czasów „dobrej zmiany” nie mieliśmy spotkania z ministrem obrony narodowej – mówi Kazimierczak. – Nie tylko my. Żadna  organizacja pracowników cywilnych wojska z nim się nie spotkała! Więc ludzie czekają, kiedy zostanie podany termin manifestacji trzech central.

To jest oczekiwanie coraz bardziej powszechne. Bo w budżetówce mało kto wierzy, że uda się coś osiągnąć w drodze negocjacji. A wszyscy czują, że za pieniądze, które zarabiają, z miesiąca na miesiąc mogą kupić coraz mniej. Liderzy związkowi nie muszą więc zachęcać pracowników do akcji. To z dołu narasta presja. Jesień zapowiada się gorąca.

r.walenciak@tygodnikprzeglad.pl

k.wawrzyniak@tygodnikporzeglad.pl

Fot. Krzysztof Żuczkowski

Wydanie: 35/2021

Kategorie: Kraj

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy