Zielona wojna

 

Ekologia nie boi się walczyć w imieniu najsłabszych

Wysyłanie e-maili do Ministerstwa Środowiska, przeprowadzanie żab przez drogę, happeningi, rozdawanie drzewek i ulotek – ekolodzy w najrozmaitszy sposób nakłaniają do dbania o przyrodę. Im ciekawsza inicjatywa, tym większa szansa wygrania batalii w wojnie o środowisko. W Polsce działa ponad 700 organizacji ekologicznych. Zazwyczaj koncentrują się tylko na sprawach lokalnych, bo na akcje ogólnokrajowe pozwolić sobie mogą jedynie najbogatsze i najprężniejsze. Aktywność zielonych zastępuje nieraz konsultacje społeczne, pokazujące czy społeczność lokalna jest za czy przeciw inwestycji mającej wpływ na stan środowiska. Zorganizowanie gminnego referendum to sprawa bardzo kosztowna, a uzyskanie frekwencji dającej rzeczywiste wyobrażenie o zdaniu mieszkańców jest bardzo trudne. Dlatego często akcje podejmowane przez ekologów są odzwierciedleniem opinii – przynajmniej części – społeczeństwa.
Warto przyjrzeć się, o jakie sprawy walczą i jakimi metodami. Czasy przywiązywania się do drzew, oblewania farbą futer i kładzenia się na drodze, by zablokować przejazd ciężarówek, już minęły. Teraz akcje są może mniej spektakularne, ale bardziej pomysłowe, ciekawsze. Powtarzane cyklicznie sprawiają, że są skuteczniejsze niż te radykalne, które w niejednokrotnie bardziej zrażały niż zarażały ekologicznym entuzjazmem. W dobie Internetu jedną z metod staje się

zapychanie urzędniczych skrzynek elektronicznych petycjami.

Doświadcza tego właśnie Ministerstwo Środowiska. Na apel WWF Polska, Światowego Funduszu na Rzecz Przyrody, w ciągu tylko dwóch tygodni do ministerstwa dotarło 5,5 tys. maili z prośbą o zmianę planowanego przebiegu trasy Via Baltica. Według WWF, prowadzone na całym świecie kampanie mailowe do tej pory okazały się bardzo dobrą formą perswazji. Ich uczestnicy zdołali m.in. powstrzymać rząd Malezji przed realizacją decyzji o odstrzeleniu wszystkich żyjących w tym kraju tygrysów. Zdarza się też, że na ministerialne posadzki ekolodzy wysypują trociny, aby wyrazić swój sprzeciw wobec wycinania starych drzew w Puszczy Białowieskiej. Z bardzo ciekawych inicjatyw słynie Klub Gaja. W ramach protestu przeciwko budowie zapory wodnej członkowie klubu wystawili w Świnnej Porębie spektakl. Tworzą też schroniska dla zwierząt – w szczególności dla koni przeznaczanych na rzeź.
Sądową drogę wybierają np. łódzcy ekolodzy. Niezależna Formacja Ekologiczna „Zielona Polska” wsławiła się wygranym w Sądzie Najwyższym procesem z MPK o nadmiernie dymiące autobusy. Teraz chce – w ten sam sposób – wywalczyć cichsze tramwaje i autobusy.
Kilka tysięcy żab rocznie ratują przed rozjechaniem na drodze miłośnicy przyrody z Olsztyna. Od kilku lat na wiosnę, wzdłuż drogi z Reszla do Czarnowców, na odcinku 800 m ustawiana jest siatka. Co kilka metrów wkopuje się wiaderka, do których wpadają płazy wędrujące do stawów znajdujących się po drugiej stronie szosy. Później żaby są przenoszone bezpiecznie w wiadrach i wypuszczane.
Za pomocą ulotek rozwieszanych na drzewach walczy z plagą motorów i dżipów jeżdżących po górach Pracownia na Rzecz Wszystkich Istot. Dodatkowo zachęca do… składania donosów na tych, którzy nie szanując środowiska, rozjeżdżają cenne przyrodniczo tereny.
Sposobem zwrócenia uwagi na problemy i piętnowania osób, które te problemy powodują, jest także przyznawanie antynagród. Przyznawane są m.in. tytuły Barbarzyńcy Roku i Największego Drwala Stolicy (do tytułu dorzucana jest jeszcze Złota Piła). Laureatem pierwszej nagrody został w ubiegłym roku Andrzej Bachleda-Curuś (za brak opieki nad Tatrzańskim Parkiem Narodowym). Natomiast na Złotą Piłę zasłużył burmistrz Jerzy Smoczyński, który beztrosko zgodził się na wycinkę kilkudziesięciu drzew w Białołęce.

Protesty zielonych budzą zazwyczaj furię inwestorów.

I nic dziwnego, bowiem w grę wchodzą wielkie pieniądze. W Krakowie z powodu okresu ochronnego ropuch i szczeżuj kielecki Exbud musiał w 2001 r. przerwać budowę centrum rozrywkowo-handlowego. Kontrakt wart był 50 mln euro. Ekolodzy przekonywali jednak o konieczności dostosowania prac do okresów ochronnych zwierząt mieszkających w pobliskim jeziorku. Robili to tak skutecznie, że NSA podjął decyzję o wstrzymaniu robót. Spór ciągnął się dwa lata.
Blokowanie budowy i szum medialny wokół sprawy powodują, że przedsiębiorcy wolą uwzględnić postulaty ekologów, zanim wbiją szpadel w ziemię. Przestój w pracy kosztuje ich na tyle dużo, że skłonni są do ustępstw.
Inwestorzy mają również pretensje, że zdarzają się im kłopoty z ekologami „z importu”, tzn. przyjeżdżającymi z miejscowości znacznie oddalonych od terenu, na którym powstaje dana inwestycja. Można się spierać, czy słusznie. Bo czy mieszkańcy Mazowsza nie mają prawa myśleć i troszczyć się o mazurskie jeziora, a mieszkańcy Pomorza o stan gór? Przecież przyroda to dobro ogólne.
Niestety, czasem dochodzą sygnały, że protesty takich „ekologów”, są tylko przykrywką dla zapewnienia sobie zysków kosztem majętnych inwestorów. To wprawdzie tylko ułamek organizacji ekologicznych, jednak rzucający złe światło na pozostałych, uczciwych rzeczników środowiska. Miejmy więc nadzieję, że takich cwaniaków będzie ubywać z roku na rok.

 

 

Wydanie: 25/2003

Kategorie: Ekologia

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy